niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 5

Moje powieki podniosły się gdy jedno z mojego rodzeństwa wskoczyło na łóżko i zaczęło po nim skakać. Przekręciłam się na drugi bok ale szybko tego pożałowałam ponieważ wylądowało na mnie co najmniej dwa litry wody.
- Popierdoliło was?- Krzyknęłam zrywając się z łóżka. Ronnie zachichotała i wyszła z Jamesem z pokoju. Podeszłam do szafy i wyjęłam ulubione spodnie oraz luźniejszą bluzkę. Gołymi stopami doszłam do łazienki gdzie założyłam przygotowane rzeczy i zrobiłam delikatny makijaż.
- Cześć- Powiedziałam wchodząc na śniadanie- Rodzice kiwnęli głową a rodzeństwo zachichotało.
- Nie zapomnij iść na korepetycje Rose
- Nie zapomnę mamo- Wymamrotałam.
- Rose chodzi na korepetycje?- Spytała z kpiną moja siostra.
- Tak nie idzie jej matematyka
- Na pewno Harry nie daje jej się skupić
- Weź się zamknij- Podniosłam lekko głos. Mimo tego ze mówi coś nie przemyślając tego to przeważnie ma rację.
- Dobra, dobra- Podniosła ręce w geście obronnym.
*
Szłam do galerii handlowej trzymając ręce w mojej kurtce. Tak bardzo chciałabym nie iść na te chore korepetycje. Westchnęłam i weszłam do środka. Skierowałam się pod wyznaczone miejsce moich przyjaciół.
- Hej- Powiedziałam i przytuliłam się z nimi.
- Co taka nie w humorze?- Spytał Niall chwytając mnie w pasie.
- Mam korepetycje u nauczyciela od matmy- Westchnęłam.
- Żartujesz? Nie rozumiem czemu jesteś smutna chętnie poszłabym tam z tobą- Pokręciłam głową z dezaprobatą słysząc nie mądre słowa Steph.
- Koniec tematu idziemy na zakupy- Powiedziałam i pociągnęłam Nialla za sobą.
*
Podczas zakupów czułam się świetnie. Moich myśli nie zaprzątał żaden nauczyciel a ja byłam wyluzowana. Niall nosił mnie na swoich plecach podczas gdy Steph przymierzała cały sklep.
Zegarek wskazywał godzinę 16:00. Siedzieliśmy aktualnie w kawiarni. Moi przyjaciele zamówili desery. Ja za nimi nie przepadam po za tym to same kalorie.
- Czy ty coś dzisiaj jadłaś?- Spytał Niall.
- Tak... skibkę chleba
- To się wysiliłaś- Zachichotała Steph.
- Och daj spokój
- Ten deser jest...O mój Boże- Moja przyjaciółka przerwała gdy zauważyła coś za moimi plecami. Ciekawa odwróciłam głowę i zobaczyłam przystojnego mulata. Jego ciemne włosy postawione były ku górze, ciało pokrywały tatuaże.
- Eeee tam nie wiem co wam się w nim podoba- Zachichotałam na słowa Nialla.
- Zamknij się Niall muszę obmyślić plan- Chwyciłam się za głowę. Ona z wiekiem robi się coraz bardziej bezmyślna.
- Tak idź i się upokorz- Horan odsunął pusty kufel po deserze i rozsiadł się na fotelu. Steph spojrzała na mnie wzrokiem który nie wróżył nic dobrego.
- Pomożesz mi?
- O nie! Ja się w to nie bawię. Nie pamiętasz jak skończyła się taka akcja ostatnio?
- Przysięgam że teraz nas nie wezmą za galerianki- Założyłam ręce i wbiłam się w fotel.- Ugh no dobra- Wstała z fotela i poszła w stronę mulata. Ciekawa co tym razem wymyśli odwróciłam się i obserwowałam jej poczynania.
- Ona jest głupia- Stwierdził Niall na co parsknęłam śmiechem.
- Z chęcią bym uciekła- Zachichotałam.
- Co za pajac!- Steph przyszła z wymalowanym niezadowoleniem na twarzy.
- Co się stało?
- Powiedział że nie zna swojego numeru- Wybuchliśmy z Niallem głośnym śmiechem.
*
Mama  od godziny chodzi za mną i przypomina mi  o korepetycjach. Im dłużej mi to powtarza tym bardziej się stresuję. Weszłam pod prysznic by uspokoić swoje nerwy. Założyłam nowe ubrania i spakowałam do torby książki, telefon i długopis. W razie gdyby chciał mi coś zrobić wyjmę moją super broń i dźgnę go końcówką długopisu.
Pokręciłam głową stwierdzając że Steph źle na mnie wpływa.
- Wychodzę!- Krzyknęłam  i założyłam moje zniszczone trampki. Na dworze się ściemniało co w ogóle mi się nie podobało. Nie znam za bardzo okolic do których idę więc mam na dzieję że dotrę cała. Schowałam zimne ręce do kieszeni kurtki i szybkim tempem przemierzałam ulice.
Stanęłam przed bramą do mieszkania nauczyciela. Kilkakrotnie spoglądałam na adres czy stoję przed właściwym domem.  Zadzwoniłam domofonem i po chwili brama się rozsunęła pozwalając wejść na ogród. Doszłam chodniczkiem z cegły do drzwi. Akurat w tym samym czasie się otwarły i mogłam zobaczyć nauczyciela którego nie przypominał. Wąskie czarne rurki, biała koszulka która idealnie podkreślała jego mięśnie. Włosy nie były starannie ułożone lecz były w nieładzie. Mimo tego wyglądał jak zawsze seksownie.
- Dobry wieczór- Wydusiłam.
- Witam...wejdź do środka- Zrobiłam tak jak kazał. Zaczęłam ściągać moje trampki. - Daj spokój- Wskazał na czynność którą wykonywałam. Postanowiłam zachować trampki na nogach i iść za nim.- Sądziłem że nie przyjdziesz
- Nie mogłam zrobić inaczej... moja mama chodziła za mną od godziny przypominając o lekcjach- Zaśmiał się na moje słowa.
- Chcesz coś do picia?- Spojrzałam na niego lekko zdziwiona. Nie sądziłam ze na korepetycjach proponuje się coś do picia.
- Ummm nie dziękuję
- Usiądź za chwilę przyjdę- Usiadłam na skórzanej kanapie w salonie. Ściany były w kolorze bieli a na ścianach wisiały obrazy. Przede mną wisiał wielki plazmowy telewizor a obok niego dwie gitary. Nagle usłyszałam szuranie po panelach jakiegoś dzikiego zwierzęcia. Serce mi stanęło i nawet chciałam krzyczeć gdy zaatakowało mnie to wielkie kudłate coś. Zorientowałam się że to pies gdy polizał mnie po policzku.
- Fuuj... możesz robić wszystko tylko mnie nie lizać- Podrapałam go za uchem.
- Tofik!- Pies zeszedł ze mnie i podbiegł do Gargamela. Wyprowadził go z pomieszczenia. - Przepraszam cię jest trochę szalony.
- Ok- Mruknęłam. Potarłam ręce o moje uda.
- Masz książki?- Spytał i usiadł koło mnie. Czułam się nie zręcznie. Moje dłonie zaczęły się pocić.
- Ummm... tak- Nachyliłam się po książki. Czułam na sobie jego wzrok co powodowało że krępowałam się jeszcze bardziej. Poczułam jego zapach perfum. Bardzo ładnie pachniał. Książki położyłam  na stoliku przed nami.
- Od czego zaczynamy?
- Wolałabym żeby to Pan wybrał.
- Postarzasz mnie mówiąc do mnie "Pan" wolałabym żebyś mówiła mi po imieniu- Spojrzałam na niego zdezorientowana.- Przecież nie urodziłem się w średniowieczu.
- A myślałam że tak- O cholercia. Czy ja to właśnie powiedziałam? Pozostaje mi się modlić by tego nie usłyszał
- Słucham?- Powiedział rozbawiony.
- Ummm- Poprawiłam swoje włosy.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo mówi Pan... znaczy się mówisz Harry do mnie pełnym imieniem albo "panienko"- Zacytowałam. Dziwnie jest mówić do nauczyciela po imieniu. Zaśmiał się
- Dobrze a więc Rose przejdźmy do zadań- Uśmiechnęłam się. Moje imię ładnie brzmi w jego ustach.
*
- Chyba zaczęłaś to rozumieć
- Tak- Sądziłam że będzie gorzej ale okazało się że było dobrze i mogłam się skupić. - Grasz na gitarze?- Spytałam ciekawa.
- Czasami- Kiwnęłam głową.
- Chyba będę już szła- Spojrzałam na okno od tarasu. Panowała za nim ciemność.
- Odwiozę cię
- Nie pójdę sama
- Jesteś uparta Rose... I tak cię odwiozę- Westchnęłam bo w sumie wolałam jechać niż iść tymi ciemnymi drogami.
- No dobrze- Założyłam kurtkę i wraz z Harrym opuściliśmy dom. Otworzył mi drzwi i obszedł auto by usiąść na miejscu kierowcy. Zapięłam pasy i spojrzałam na okno.- Czy nauczyciel nie powinien zapinać pasów?- Spytałam cicho chichocząc. Zaśmiał się i odpalił silnik. Wyjechaliśmy na ulicę i ruszyliśmy do mojego domu.
*
- Zatrzymaj się- Powiedziałam gdy znajdowaliśmy się jedna ulicę od mojego domu.
- Boisz się ze będę cię nachodzić?- Zachichotał
- Nie, nie tylko moja mama będzie się głupio wypytywać nie wspominając o siostrze.
- W takim razie ok- Zatrzymał auto.
- Dziękuję za lekcje. Dobranoc- Powiedziałam i wyszłam z jego auta. Odpowiedział "dobranoc" i ruszył. Westchnęłam i stwierdziłam że przezwisko Gargamel chyba nie do końca do niego pasuje.

Tak jak obiecałam pojawił się dziś nowy rozdział. Mam nadzieję że wam się podoba i go skomentujecie :*
Bym zapomniała podziękować wam za te miłe komentarze.

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 4

- Do zobaczenia na przerwie!- Krzyknęła Steph a blondyn pomachał ręką, na której znajdował się rzemyk. Przywiozłam mu go z wakacji. Uśmiechnęłam się i dzięki dwójce cudownych przyjaciół na matematykę weszłam z dobrym humorem. Usiadłam na swoim miejscu i z mojej już starej, zniszczonej torby wyjęłam książki. Nauczyciel przyszedł nieco spóźniony a moja bujna wyobraźnia wyobraziła go sobie z dyrektorką. Skrzywiłam się i zaczęłam zwracać uwagę na otaczający mnie świat. Biała kartka z oceną niedostateczną znalazła się przed moją twarzą. Serce przyśpieszyło prace.
- Nie mam zamiaru tolerować takiego zachowania. Chce ci przypomnieć że na twoim koncie są jak na razie same jedynki. Mówiłem że masz sie nauczyć a z tego co widzę to panno Collins masz to gdzieś. Chce się widzieć dzisiaj z twoją mama!- Siedziałam zdezorientowana i nawet przerażona. Gdyby był kobietą stwierdziłabym że ma okres ale on czegoś takiego chyba nie posiadał. W sumie miał rację. Matematyka w tym roku idzie mi strasznie źle. Chciałabym coś z tym zrobić ale nie mogę. To nie lenistwo. Po prostu zawsze gdy coś rozważam biorę po uwagę co pomyśli nauczyciel a w końcu nie powinno mnie to obchodzić. Zaczyna martwić mnie pewna rzecz. Ten człowiek siedzi w mojej głowie dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- D-do-brze- Wyjąkałam zażenowana.
*
Na najdłuższej przerwie poszłam na stołówkę. Usiadłam obok znajomych. Patrzyłam jak jedzą posiłek. Nie wzięłam śniadania ani nie zjem obiadu. Ogłosiłam sama sobie że muszę ograniczyć jedzenie.
- Właśnie obliczyłem twoje BMI Rose- Powiedział Niall przeżuwając jeszcze burgera.
- Przecież to wiadome że mam nadwagę. Spójrz tylko na mnie
- Weź się puknij w ten pusty móżdżek- Powiedziała Steph na co zachichotałam.
- Z tego co tu wynika to masz prawidłową wagę
- Ja sądzę że to głupi pomysł żebyś miała tą dietę- Przewróciłam oczami na słowa przyjaciółki.
- To moja decyzja. Źle czuję się w swoim ciele
- Ty naprawdę powinnaś się puknąć. Wiesz ile dziewczyn chciałoby miec taką figurę jak ty?
- Jeśli zaraz nie skończycie to przysięgam że wyjdę- Zagroziłam palcem. Powiedzieli krótkie "Ok" i nasza rozmowa przeszła na dzisiejszą wywiadówkę.
*
- Powodzenia Rose! Mam nadzieję ze do jutra przeżyjesz!- Zaśmiała się Steph
- Dzięki- Mruknęłam.
- Ja tam bym się cieszył gdyby nie przeżyła. Nie musiałbym słuchać tego marudzenia " Boże, jestem taka gruba", " Muszę przejść na dietę"- Parsknęłyśmy śmiechem gdy próbował mnie naśladować.
- Głupek- Skwitowałam i odwracając się na pięcie odeszłam od przyjaciół. Na dziś to był koniec moich lekcji. Zeszłam po schodach na parter i zauważyłam dyrektorkę. W mojej głowie pojawił się obraz z wczorajszego dnia. Skwasiłam się i przyśpieszyłam by jak najszybciej wyjść z szkoły. Moje ciało zderzyło się z innym w wyniku czego moja torba spadła z ramienia. Moment jak z filmu. Bajka prysła gdy przede mną zauważyłam nauczyciela matematyki z uśmiechem którego tak bardzo nienawidziłam. Jakby panował nad wszystkimi i mógł mieć każdą. Wzrokiem powędrowałam do jego spodni. Akurat zapinał zamek. Jestem pewna że moje policzki stały się różowe. Ukucnęłam żeby podnieść torbę. Nauczyciel zrobił to samo.
- Cholera- Mruknęłam zapominając o obecności wykładowcy. Uśmiechnął się gdy powiedziałam "przepraszam". - Moja mama mnie zabije- Powiedziałam sama do siebie.
- Coś się stało?
- Nic... to znaczy stłukł się ulubiony perfum mojej mamy
- Przepraszam to moja wina
- Nie... to ja chodzę jak ostatnia niezdara
- Odkupię ten perfum
- Nie! W żadnym wypadku nie moze Pan tego zrobić! Nie pozwalam!- Zaczęłam mówić szybko. Nauczyciel zachichotał.
- Dlaczego?
- Bo nic od Pana nie chcę!- Podniosłam się i kątem oka zauważyłam że wyszedł z damskiej toalety.
- Mam nadzieję że wyszedł Pan z damskiej toalety z jakiegoś normalnego powodu- Zmierzwił włosy nieco zdenerwowany.
- Uważam że powinna panienka przyjść na moje zajęcia- To jakiś wampir? Urodził się w średniowieczu?
- Jest Pan zbyt natarczywy
- A ty Rosalio zbyt uparta- Pokręciłam głową i wyminęłam jego postać. Popchnęłam wielkie drzwi i wyszłam z budynku. Naciągnęłam rękawy bardziej na dłonie. Jesień zaczynała dawać po sobie znaki.
*
Siedziałam na kanapie w salonie wraz z moim rodzeństwem. Przed nami leciał film który widziałam wraz z Jamesem z sto razy. Chwyciłam w dwa palce chipsa i wsadziłam go do buzi. Spojrzałam na zegar i stwierdziła że wywiadówka już się zaczęła. Chyba powinnam zrobić coś szalonego lub to o czym zawsze marzyłam za nim moja własna matka mnie poćwiartuje.
- Ciekawe jak się skończy- Mruknęła moja siostrzyczka. James w jednym zdaniu powiedział całe zakończenie. Ronnie rzuciła się na niego niczym hiena na mięso.
- Pytałaś więc odpowiadam.
- Boże jakiś ty głupi- Mruknęła. Złapałam pilot i przełączyłam na inny program. Aktualnie pokazywano zdrowy tryb życia. Skarciłam się i szubko odłożyłam miskę. Zaczynałam wiercić się na kanapie myśląc co zrobić żeby pozbyć się tego z mojego żołądka. Myślami wróciłam do jednej z lekcji w której nauczycielka nawiązała do dziewczyn chorych na bulimię. Wstałam z kanapy i poszłam do góry do łazienki. Ukucnęłam przed toaletą i wsadziłam dwa palce do gardła.
Po kilku minutach mój organizm był oczyszczony a ja czułam się lepiej ze świadomością że nie ma we mnie żadnych tłuszczy. Przebrałam się w sportowy strój, włosy związałam w kucyka. Zbiegłam po schodach.
- Dokąd idziesz?- Spytał mój brat.
- Idę pobiegać
- Co?- Okręciła się Ronnie z niedowierzaniem w głosie.
- To co słyszałaś- powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami. W uszy wsadziłam słuchawki.
*
Gdy przybiegłam  z powrotem zrobiła się godzina 21:00. Weszłam do domu. Wytarłam czoło rękawem. Weszłam do salonu i  tym czasie na spotkanie wyszła mi mama z wymalowaną wściekłością na twarzy.
- Co mają oznaczać twoje oceni z matematyki?!
- Nic- Mruknęłam
- Możesz mi powiedzieć co się stało?!
- Nie wiem może zmiana nauczyciela?
- Rose! Rozmawiałam z twoim nauczycielem...
- I co w związku z tym? Wyślesz mnie na te zajęcia pozalekcyjne?
- Wpadliśmy na lepszy pomysł...
- Wpadliśmy? Przeszliście na ty?- Przypomniała mi się sytuacja z dzisiaj i wczoraj. Potrafiłam sobie wyobrazić jak czarowała moją mamę.
- Oj tak mi się powiedziało! To bardzo mądry człowiek.
- Powiesz mi w końcu co uzgodniliście?
- Będziesz chodzić do Pana Stylesa na korepetycje
- Co?! Nie!
- Rose zrozum że musisz poprawić te oceny
- Ale...
- Bez żadnego ale
- Powiedz mi chociaż kiedy mam te zajęcia.
- Jutro masz pierwsze zajęcia o godzinie 19:00
- Przecież jutro jest weekend! Dlaczego tak późno?
- Nie obchodzi mnie to!- Wbiegłam na górę. Jak mogła wymyślić coś tak głupiego? Jeśli sądzi ze nauczę się czegokolwiek przy nim to grubo się myli. Jedyne czego mogłabym się nauczyć to chyba całować. Zaraz po tej myśli uderzyłam się w głowę. Jak w ogóle mogłam o tym pomyśleć? Weszłam pod prysznic. Wyobraziłam  go sobie dającego mi lekcje matematyki. Ciekawe czy ja będę mogła się chociaż skupić? Coś mi się wydaje że ta godzina to nie przypadek. Szkoda tylko że on dostaje to czego chce.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Ta dam! Nowy rozdział! Trochę krótki i nudny ale z tego co wywnioskowaliście to już w następnym będzie się działo! To od was zależy kiedy pojawi się kolejny :*
Dziękuję za te miłe słowa pod rozdziałem 3 <3 

5 Komentarzy= następny w NIEDZIELĘ/ PONIEDZIAŁEK ( taki tam szantażyk)
Twitter: @Z_z_2
Ask: http://ask.fm/Zuzka123201


NASZ SEKSOWNY NAUCZYCIEL

środa, 23 października 2013

Rozdział 3

Jedno spojrzenie i czuje się onieśmielona. Widzę ta uwodzicielska zieleń jego tęczówek. Biorę głębszy oddech niż zawsze i wypuszczam powietrze nosem. Moje oczy zatrzymują się na koszuli. Przygryzam wargę gdy dostrzegam umięśnienie. Wymarzyłam sobie chłopaka z zielonymi oczami, dołeczkami, umięśniona klatka i włosami które można chwycić i ciągnąć za nie. Uwielbiam bawić się czyimiś włosami ale jeśli chodzi o chłopaków to jest to podniecające. Dlaczego akurat nauczyciel matematyki musi być tak podobny do ideału którego tworzyłam długi czas? Sądziłam ze kogoś takiego nie ma a tu nagle pojawia się nowy wykładowca spełniający większości warunków dotyczących na szczęście tylko wyglądu. Ideał z pewnością nie jest tak irytujący i stary. Musiałby być romantyczny i czuły. Tak, wiem beznadzieja ale chce wiedzieć ze ktoś mnie kocha a osobnik przy biurku jest jedna wielka zagadka. Nie wiem dlaczego o tym myślę ale gdy już to robię to przysięgam ze nauczyciel matematyki nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia jak w dziewczynach z klasy. Ja po prostu nie mogę uwierzyć w tak silne podobieństwo z moim wymarzonym chłopakiem. Po za tym go nie lubię!
- Panno Collins nie znajdziesz odpowiedzi za oknem- O tym mówiłam. Uwziął sie na mnie. Gargamel jeden. Przewróciłam oczami zirytowana tym ze mówi do mnie nazwiskiem. Nie bez przyczyny mam przezwisko. Wszyscy do mnie mówią Rose tylko nie on. Nie wiem może chce być oryginalny. Zmarszczyłam czoło gdy po moim przewróceniu oczami zaczął sie wiercić na krześle. Wstał i zdjął marynarkę pozwalając dostrzec kolejne mięśnie. Spojrzał na mnie i... Och to tylko zwidy. Przecież nie mógłby do mnie mrugnąć. Pokręciłam głowa i spojrzałam na kartkę. Wpatrywałam sie chwile ale po chwili chwyciłam długopis który dotychczas leżał bezużytecznie. Przystąpiłam do zadań.
Po kilku minutach zaczęto zbierać kartki. Próbowałam szybko cos napisać ale przez moje głębokie przemyślenia straciłam najcenniejszy czas. Wykonałam tylko jedno zadanie co gwarantuje mi ocenę nie dostateczna. Będę miała przesrane u Gargamela i rodziców. Miałam sie dobrze uczyć a zaczynam rok tak kiepsko. To wszystko przez niego. Wiercę sie na krześle. Gargamel chowa kartki i siada na krześle. Zagląda do dziennika.
- Rosalie, proszę podejdź i rozwiąż równania- Ręce mi sie zaczynają pocić i drzeć. Na giętkich nogach idę do tablicy. Czuje jego wzrok. Dziś podarowałam sobie obcisłe rurki i założyłam moje ulubione jeansy. Do tego luźny kremowy sweter. Włosy idealnie opadały kaskadami na moje ramiona. Wzięłam kredę skupiając sie żeby jej nie upuścić. Zaczęłam pisać ale wiedząc że na mnie patrzy nie mogłam nawet pomnożyć. - Rosalie. Mówiłem, że masz sie przygotować. Chce byś została po lekcjach, a teraz usiądź- zadrżałam gdy jego glos był niski i tak seksownie zachrypnięty. Wyglądał zabawnie z zmarszczka na czole. Wykonałam jego rozkaz. Ok, kolejna pala. Jak mam dobrze i racjonalnie myśleć gdy nie spuszcza ze mnie wzroku facet tak bardzo podobny do mojego ideału.
*
Lekcja dłużyła sie nie miłosiernie. Poczułam zazdrość gdy jedna z dziewczyn dostała celującą ocenę. Spakowałam swoje książki i zgodnie z rozkazem podeszłam do nauczyciela. Reszta uczniów opuściła sale. Gargamel wyglądał bosko siedząc na kancie swojego biurka. Stałam na przeciwko niego i zaciskałam pięści na pasku od torby.
- Usiądź
- Wole postać. O co konkretnie chodzi?
- Sadze ze te zajęcia by ci pomogły. Jeśli nie umiałaś tych zadań to znaczy Rosalio...
- Rose- Powiedziałam rozdrażniona
- ...ze kartkówka tez ci źle poszła. Możemy jakoś temu zaradzić- uniosłam jedna brew.
- Jak mówiłam wcześniej nie skorzystam. Jestem dobra uczennica. Włącznie z matematyką...
- Nie wątpię- powiedział z kpina.
- To pan źle uczy!- moje nerwy sięgają zenitu. Wstaje z biurka i do mnie podchodzi. Och jest taki wysoki.
- Proszę uważać na słowa panno Colins- powiedział z uśmiechem i mrugnął.
- Czy...- Zaczęłam srogo
- Och taki trik- zmarszczyłam czoło i kręcąc z dezaprobata głową w jak najszybszym tempie opuściłam sale. Kierowałam sie na stołówkę. Gdy na nią weszłam zobaczyłam moich przyjaciół przy ladzie z żywnością. Wzięłam granatowa tackę i podeszłam do nich.
- Hejka- powiedziałam piskliwie. Niall kiwnął głową a Steph tak samo entuzjastycznie mi odpowiedziała. Nałożyłam sobie burgera którego podaja zawsze w środy oraz frytki. Niestety jestem taka niezdara ze mam ich cala stertę. Do popicia wzięłam moja ulubiona pepsi. Usiedliśmy przy okrągłym stoliku. Położyłam tackę i gdy miałam zacząć jeść obok nas zatrzymała sie Maria z swoimi przyjaciółkami.
- Rose...- zaczęła jakby stało sie cos strasznego- Jak możesz jeść tyle co świnia?...- Zmierzyła mnie wzrokiem- Przydała by Ci sie większa dietka- zaśmiały sie i odeszły. Straciłam apetyt na jedzenie. Naprawdę wyglądam tak źle? Ostatnio zaczęłam jeść więcej... Może dlatego tamte rurki są tak obcisłe?
- Nie przejmuj się. Masz świetna figurę- powiedział Niall dodając mi otuchy. Wymusiłam uśmiech na ustach.
*
- Nie wiesz jak ja ci zazdroszczę. Tez bym chciała mieć z nim lekcje- powiedziała gdy przechodził przez korytarz. Zamknęłam swoja szafkę i pokręciłam głową.
- Steph, Steph, Steph nawet nie wiesz jaki to Gargamel- spojrzała na mnie podnosząc jedna brew.
- No co ty, nie może być tak źle- zaśmiała się. Oczywiście sie ze mnie nabijała. Westchnęłam i wyminęłam ją. Zachichotała i ruszyła za mną. Stanęłyśmy przed gabinetem dyrektorki. Spojrzałam na Steph a potem zapukałam. Zostałyśmy zaproszone do Pani Stevenson w jakiejś sprawie ale nie mamy pojęcia o co może chodzić. Weszłam do środka i stanęłam jak wryta. Cofnęłam się szybko do tyłu.
- Co się stało?- Spytała Steph.
- Nowy nauczyciel dawał  chyba lekcję całowania naszej dyrektorce- Steph otworzyła szeroko oczy i buzię. Za nim coś powiedziała drzwi się otworzyły i ujrzałam naszą dyrektorkę. Była dość blada. Gestem ręki wskazała na środek pomieszczenia. Gargamel siedział na biurku z spuszczoną głową i śmiał się po cichu.
- Usiądźcie- Szłam na lewo z daleka od niego. Niespodziewanie Steph mnie okręciła i usadziła na miejscu koło niego. Oblałam się rumieńcem. Próbowałam to skryć włosami. Czułam sie nie zbyt komfortowo. Kilka sekund temu przyłapałam nauczyciela i dyrektorkę na pocałunku. Ona jest bardzo atrakcyjna ale chyba dla niego zbyt stara.
- Otóż przejdźmy do sprawy. Chciałabym was poprosić o pomoc w bibliotece. Macie już doświadczenie więc chyba sobie poradzicie. Macie czas do jutra z odpowiedzią. W przeciwnym razie poszukam kogoś innego. A i proszę zachować dyskrecję w związku z tym co widziałyście. - Kiwałam tylko głową. Całą się trzęsłam ze zdenerwowania.
- Oczywiście- Usłyszałam głos przyjaciółki. Zauważyłam że ona wstaje więc zrobiłam to samo. Jestem niestety na tyle niezdarna że szturchnęłam kubek w którym znajdował się kawa. Cała zawartość znalazła się na spodniach nauczyciela. Chwilę stałam nieruchomo ale potem sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam chusteczkę. Drżący rękoma zaczęłam wycierać spodnie.
- Przepraszam. Jestem taka niezdarna- Mówiłam szybko. Wycierałam spodnie a plama i tak nie schodziła. Poczułam męską dłoń na moim nadgarstku i wtedy oprzytomniałam. Zobaczyłam koło jakiego miejsca znajduję się moja ręka i naprawdę mam ochotę uderzyć się w czoło. Spuściłam głowę i zamknęłam oczy. Na pewno jestem cała czerwona na twarzy.
- Zostaw- Powiedział nieco srogo. Podniosłam wzrok i akurat moje oczy spotkały jego. Trwaliśmy tak chwile. Nigdy nie miałam talentu do odczytywania emocji z oczu ale mimo to mogę stwierdzić ze wnętrze nauczyciela jest przysłonięte mgłą. Zamrugałam kilka razy i spostrzegłam sie ze Steph chichocze. Posłałam jej groźne spojrzenie.
- Do widzenia- mruknęłam i wyszłam. Szturchnęłam ja by doprowadziła sie do porządku.
- Macie koniec lekcji?- usłyszałam ten zachrypnięty głos i poczułam dziwne uczucie w brzuchu.
- Tak- Moja przyjaciółka powiedziała piskliwie i zaczęła się prężyć. Jej rzęsy mrugały szybciej niż zazwyczaj. Zdawała sie mnie nie zauważać.
- Świetnie. Podwiozę was- westchnęłam i chciałam zaprzeczyć ale Steph posłała mi spojrzenie typu 'jeśli to zrobisz to cię zabije'. Pokręciłam głowa i potulnie doszłam do auta którym wcześniej zachwycał sie Niall. Wow mam jechać czymś takim?
- Ładny samochód- powiedziałam zachrypniętym tonem. Uśmiechnął się ukazując zniewalające dołeczki.
- Proszę adres- usiadłam z tylu ale bardzo dobrze słyszałam co mówią. Gdy moja przyjaciółka zaczęła podawać mój adres szybko zareagowałam
- Nie... jadę do ciebie Steph- szybko wypowiedziałam słowa. Nie chciałam by nauczyciel matematyki wiedział gdzie mieszkam. Po za tym wścibskie pytania rodziców zrujnowałby mi psychikę. I tak jest źle. W ogóle mnie tutaj nie powinno być. Włączył radio i sprawnie manewrując wyjechał z parkingu.
*
- Dziękujemy za podwiezienie- Podziękowała z wielkim uśmiechem moja przyjaciółka. Ja marszczyłam czoło i byłam naburmuszona. Nauczyciel odwozi nas do domu, całuje się z dyrektorką. Co to ma być? Jakieś żarty?
- Przyjemność po mojej stronie- Odpowiedział a ja niewzruszona stałam bokiem z założonymi rękoma.- Panno Collins. Chciałabym panią widzieć na moich zajęciach po za lekcyjnych. Lepiej je poprawić za nim dowie się o nich twoja mama- Odwróciłam się w jego stronę. 
- Nie przyjdę na pańskie zajęcia
- W takim razie życzę powodzenia- Uśmiechnął się i odjechał. Wystawiłam środkowy palec ale po chwili doszła do mnie myśl że mógł to zauważyć. Bezczelny typ. Kompletnie zapomniałam że jutro jest wywiadówka. Pięknie. Moja matka mnie poćwiartuje.
- O co chodzi? O czym ja nie wiem?- Bawimy się w 1000 pytań na sekundę?
- Nie ważne
- Bardziej niż myślisz. Idziesz ze mną
- Och ale...
- Bez żadnego 'ale'- Westchnęłam i weszłam za nią. Przywitałam się z jej rodzicami i wspięłam się na górę.
- Kurwa a ty co tu robisz?!- Krzyknęła lekko przestraszona gdy na jej łóżku leżał Niall.
- Nudziło mi się
- I musiałeś się do mnie zakradać? Zdejmuj te buty jak leżysz na łóżku- Uśmiechnęłam się dumna że ominie mnie ta rozmowa-  A ty się nie ciesz bo równie dobrze możemy pogadać o tym z naszym cudownym, śmierdzącym i wkurzającym Niall’erkiem
- Nie, nie, nie
- Tak, tak, tak- Zaśmiał się. Usiadła obok niego. Zrobiłam to samo.
*
- Co za dupek- Skwitował Niall. Ucieszyłam się że chociaż on ma takie samo zdanie co ja.
- Nic dziwnego. Pewnie wpadłaś mu w oko
- Jesteś głupia Steph- Uderzyłam ją poduszką. Rozpętaliśmy wielką bitwę.
- Dobra stop- Zaśmiałam się. Spojrzałam na okno i aż zeskoczyłam z łóżka.
- Cholera jest tak późno a moja matka nawet nie wie że jestem u ciebie. Jeszcze lekcje. Nie wyrobię się-  Zaczęłam szybko mówić i zakładać buty.
- Ja już też będę leciał- Zeszliśmy po schodach i pożegnaliśmy się. - Mogę cię odprowadzić?
- Z miłą chęcią- Szliśmy ulicami które oświetlone były lampami. Zatrzymaliśmy się pod moim domem.
- Do zobaczenia w szkole- Przytuliłam go i pocałowałam w policzek.
- Do zobaczenia- Uśmiechnął się od ucha do ucha i okręcił się na pięcie. Zaraz chwile po tym zniknął a ja weszłam do domu.
- Jestem!- Krzyknęłam i ściągnęłam swoje nieco już zniszczone buty. Po cichu weszłam do salonu. Rodzice wraz z rodzeństwem oglądają jakiś film. Zatrzymuję się gdy mój ojciec chrząka i w tedy wiem że będzie awantura.
- Może wyjaśnisz nam gdzie się podziewałaś?
- Byłam u Steph- Mówię nie okazując zdenerwowania.
- Stań przede mną jak do ciebie mówię- Wzdycham i staję przed rodzicami. Ugh… to upokarzające.
- Dlaczego do nas nie zadzwoniłaś?- Tym razem głos zabrała mama.
- A jak niby miałam to zrobić jak nie pozwalacie mi brać telefonu?- Unoszę głos.
- Nie pyskuj!- Przewracam oczami.
- Wyluzujcie- Mruknął James. Mrugnęłam do niego w podziękowaniu.
- Jak w szkole?
- Ok, a jak ma być?- Spuściłam głowę. Nie wiedziałam że kiedykolwiek będę ich kłamać.
- Jutro się przekonamy- Powiedziała rodzicielka, a ja miałam zamiar zapaść się pod ziemię. Potruchtałam na górę. Rzuciłam plecak na podłogę i ściągnęłam z siebie ubrania. Założyłam piżamę i usiadłam na łóżku. Wyjęłam książki ale i tak nie miałam siły na naukę. Poszłam pod prysznic i wiedząc że nie zasnę bo będą mnie dręczyć myśli i oceny skierowałam się do pokoju Jamesa. Zapukałam i otworzyłam drzwi. On wiedząc że to ja odsunął kołdrę i przesunął się. Zachichotałam i położyłam się obok niego. W dzieciństwie spaliśmy razem. Teraz śpimy tylko w tedy gdy ja mam koszmary. Nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic ale mimo tego nie ma odwagi powiedzieć mu o nauczycielu i moich stopniach. Zamknęłam oczy i śniłam o całującym się nauczycielu z dyrektorką.



_ _ _ _ _ _ _ _

Siemka złotka moje. Mam nadzieję że rozdział jest w miarę i że nie śpicie. Zostawcie po sobie jakiś ślad choćby kropkę.

Mam dla was niespodziankę. Otóż jest to zwiastun który mi nie wyszedł szczególnie na końcu coś się stało ale nie mam czasu żeby to naprawiać. Mam nadzieję że mimo to docenicie iż się staram. Buziaki ;* 

https://www.youtube.com/watch?v=N6UB-ftcc5Q



poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 2

- Rose a ty nie w szkole?- Mój jakże miły sen przerywa głos mamy. Otwieram oczy i ziewam. Rozciągam się i słyszę strzykanie w moich kościach.
- Hmm?- Mruczę zaspana.
- Ronnie już dawno jest w szkole!- O cholercia. Wstaję z łóżka i z prędkością spadającej gwiazdy przemieszczam pokój. Chwytam ubrania i pędzę do łazienki. Wykonuję poranną toaletę i robię delikatny makijaż. Męczę się z założeniem dżinsów. Następnie wciągam niebieską bluzkę z dość dużym dekoltem. Nie tą miałam wziąć ale gdy człowiek się śpieszy to diabeł się cieszy czy jak to tam jest. Zbiegam po schodach. Biorę w biegu torbę i wybiegam z domu. Biegnę do szkoły by nie spóźnić się na drugą lekcję. Oddycham z ulgą gdy widzę znajomy budynek. Wbiegam cięzko dysząc po schodach. Przeklinam gdy nikogo nie ma na korytarzach. Spóźniłam się na drugą lekcję! Wchodzę do sekretariatu by prosić o mój plan. Kobieta patrzy na mnie z zmarszczką na czole. Poprawiam swoje włosy. Gdy trzymam w ręku plan sprawdzam numer klasy i wzdycham gdy okazuje się że sala jest na trzecim piętrze. W takich sytuacjach powinna być winda. O mało co nie zabijam się gdy stawiam nogi na piętrze. Podłoga jest świeżo umyta i niezdarnie się poślizguję. Łapię oddech gdy utrzymuję równowagę i dumna z siebie idę do klasy. Poprawiam bluzkę i wchodzę.
- Przep...-Przerywam gdy widzę nowego nauczyciela. Obcisłe czarne rurki, biała koszula. Och i te odpięte guziki. Mrugam kilka razy- Przepraszam za spóźnienie- Kontynuuję. Zajmuję ławkę na końcu sali. Zwracam uwagę na dziewczyny które wpatrują się w niego jak zahipnotyzowane. Mam wrażenie że zaraz poleci im ślina. Wyjmuję książki i zaczynam słuchać. Szkoda że akurat on jest nauczycielem matematyki. Ten przedmiot jest naprawdę dla mnie czymś strasznym. Każe nam pisać i widzę że tylko ja wykonuję to polecenie. Przewracam oczami.
- Rosalie- Słyszę swoje imię i podnoszę wzrok. Gestem ręki wskazuje na działania na tablicy. Odsuwam krzesło zbyt nerwowo. Ręce zaczynają mi drżeć. Podchodzę i zaczynam w głowie tworzyć równanie. Bardzo krępujące jest to że czuję na sobie jego spojrzenie. Mam ochotę zaszyć się pod ziemię. Mój mózg nie jest w stanie nic stworzyć gdy jest tak rozpraszany. Od dawna miałam problemy z wystąpieniem przed klasą. Teraz nie powinnam się martwić bo wszyscy skupieni są na nauczycielu. Nie mogę zapamiętać jego imienia. Wpatruje się we mnie wyczekująco. Moja niezdarność sięga zenitu i gdy chcę pisać kreda wysuwa się z mojej ręki i upada. Nachylam się ale po chwili postanawiam ukucnąć. Żałuję że założyłam tę bluzkę. Prostuję się i poprawiam ją.- Panno Rosalie, proszę się nie denerwować- Krew spłynęła z mojej twarzy. Ten człowiek jest denerwujący. Nie wiem co te dziewczyny w nim widzą. Zaczynam pisać działanie ale przerywam gdy nauczyciel znacząco odchrząkuje.- Jesteś pewna tego zapisu?- Patrzę na niego z wymalowanym na twarzy znakiem zapytania. O co mu chodzi? Wszystko jest w porządku. Nerwowo poprawiam włosy.- Och, usiądź. Przygotuj się na kolejną lekcję bo inaczej dostaniesz ocenę niedostateczną. Zapraszam pannę Edwards- Stoję jeszcze chwilę kompletnie zbita z tropu. Ruszam na giętkich nogach do ławki i obserwuję dziewczynę która robi wszystko by tylko przykuć jego uwagę. Zapisuję działanie które jest prawidłowe. Podnoszę głowę i widzę jak nauczyciel bezczelnie przygryza wargę i patrzy w dekolt Sofii. Otwieram buzię ale żaden dźwięk nie wydobywa się z moich ust. To niedorzeczne. Może to jakiś pedofil? Wzdycham z ulgą gdy słyszę dzwonek. Pakuję książki i kieruję się do wyjścia.
- Rosalie- Okręcam głowę tak że patrzę przez ramię. Nauczyciel kiwa ręką bym podeszła. Biorę głęboki oddech i cofam się o kilka kroków.
- Tak?- Głos mi lekko drży i jestem zakłopotana.
- Chciałbym widzieć cię na zajęciach poza lekcyjnymi. Sądzę że powinnaś powtórzyć materiał- Wpatruję się w niego zbulwersowana. W ubiegłych latach byłam pilną uczennicą włącznie z matematyką a teraz nagle pojawia się jakiś wielce pan w rurkach jako surowy nauczyciel matematyki i uważa że jestem kiepska? Wypraszam to sobie.
- Sądzę że to nie potrzebne- Warczę. Wygląda jakby był zdziwiony. Ktoś ma chyba zbyt wysokie ego.
- Cóż jak uważasz ja...
- Przepraszam ale się śpieszę- Znajduję szybką i dość nie konkretną wymówkę. Wychodzę z sali i z ulgą że się uwolniłam idę w kierunku łazienek. Otwieram ciężkie drzwi. To pomieszczenie zostanie już obskurne na zawsze. Ściany są brudne i popisane. Drzwi kabiny również są już zużyte. Niektórzy uczniowie przychodzą tutaj i uprawiają tak zwany szybki numerek. Och to naprawdę paskudne. Poprawiam swoją fryzurę i wychodzę.
*
Stoję na zagrywce i czekam aż piłka poleci w moim kierunku. Cieszę się gdy w końcu widzę ją przed sobą. Szykuję się do odbicia gdy nagle przede mnie wbiega Maria najlepsza uczennica z wf. Odbija piłkę tym samym mnie popychając. Upadam twardo na tyłek. Syczę gdy czuję przeszywający ból nadgarstka. Wstaję obolała i masuję swoją dłoń.
- Wszystko w porządku?- Pyta nauczyciel.
- Nie do końca
- Pokaż- Podaję mu swoją dłoń a on ogląda ją jakby znał się na tym najlepiej. Pan Stevenson nie jest młody i na pewno ma jakieś swoje doświadczenie ale akurat to chyba jest jego słaby punkt. Mlaska i odsyła mnie do pielęgniarki. Maria chichocze wraz z grupką swoich przyjaciółek. Posyłam mordercze spojrzenie i nie śpiesznym krokiem idę do gabinetu pielęgniarki. Gdy jestem na głównym korytarzy czuję zimne powietrze. Mam na sobie krótkie aż zbyt czarne spodenki i tego samego koloru bokserkę. Włosy mam związane w wysokiego kucyka. Skupiam się na swoim nadgarstku do czasu gdy uderzam w kogoś. Oblewam się rumieńcem widząc przed sobą nauczyciela matematyki.
- Miękkie lądowanie panno Collins- Pamięta moje nazwisko. Mógłby sobie podarować to 'panno' i mówienie do mnie pełnym imieniem.
- Szkoda tylko że kilka minut temu takie nie było- Mówię ale zaraz tego żałuję- Eee... znaczy się że miękkie- Kąciki jego ust lekko drżą. Bawi go to.
- Rozumiem. Gdzie się wybierasz podczas lekcji?
- Do pielęgniarki
- Panny Jonson nie ma
- Och- Wzdycham
- Jeśli chcesz mogę na chwilę ją zastąpić- podnoszę jedną brew.
- Nie sądzę żeby pan coś poradził na mój nadgarstek.
- Czyżby?- Unosi brew. Przebiegam po nim wzrokiem i gdy orientuję się że przygryzam wargę oblewam się rumieńcem i szybko wypuszczam ją.
- Chyba już tak mnie nie boli- Wzruszam ramionami i okręcam się  na pięcie.
- Zajęcia po za lekcyjne są o 17- przewracam oczami i zaciskam pięści. Denerwuje mnie to że uważa iż jestem kiepska z matmy.
Gdy dochodzę akurat dzwoni dzwonek. Wbiegam do przebieralni i szybko ściągam ubrania. Zakładam obcisłe dżinsy i bluzkę z dekoltem. Zakładam tak trampki i biorę torbę. Żegnam się z dziewczynami i pędzę na pierwsze piętro. Sprawdzam czy są jakieś zmiany w palnie ale niestety nic nie ma. Przeskakuję wzrokiem na listę po za lekcyjnych zajęć. Jako pierwsza zapisana jest matematyka. Kilka osób jest już wpisanych. Moją uwagę przykuwają zajęcia z języka polskiego i wf. Gdy mam się wpisać przypominam sobie że czeka na mnie Niall z Steph.
*
Po odrobieniu lekcji schodzę na dół. Przy stole siedzą wszyscy oprócz Jamesa. Nie skończył jeszcze pracy. Siadam obok Ron. Rodzice dyskutują z Ron. Biorę kolejny kęs.
- Ros jak w szkole?
- Dobrze
- Jak nowy nauczyciel?
- Jest dość surowy, uczy matematyki i nie przepadam za nim- Mówię szybko a Ronnie prawie zwija się z śmiechu. Tata ją karci. Opuszczam kuchnię gdy kończę jedzenie i idę do swojego pokoju. Siadam na łóżku i zaczynam poważnie rozmyślać czy nie zacząć powtarzać materiału. Z jednej strony chcę mieć dobre stopnie ale z drugiej może sobie pomyśleć że zrobił na mnie wrażenie. Wzdycham i sięgam po książkę. Zaczynam przeglądać tematy.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Przepraszam że tak długo nie dodawałam ale mam strasznie dużo nauki. Mam nadzieję że rozdział się podoba i dziękuję za tak dużo miłych komentarzy :* 
Pozdrawiam i całuję

Obserwatorzy