poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 34

- Dziękuję James- Mówię zanim wychodzę z samochodu. Uśmiecha się, ale widzę, że coś podejrzewa. By uniknąć pytań posyłam mu fałszywy uśmiech i wychodzę. Kieruję się po schodach do naszego mieszkania. Zdejmuję buty i idę do sypialni. Kładę się na łóżku i chowam twarz w poduszkach. W mojej głowie jest mętlik i naprawdę nie umiem doszukać się prawdy. Z jednej strony wiem, że Harry nie byłby w stanie być, aż takim dobrym aktorem, ale z drugiej mam wątpliwości co do jego wierności. Już raz naruszył moje zaufanie i nie mogę być zbyt naiwna, muszę go bacznie pilnować.
Pomiędzy nami jest więź, której pod żadnym prawem nie powinno się naruszyć. Istnieją rzeczy, które mogą być tak okrutne, że potrafią zniszczyć wszystko. Jeśli wiesz o czym mówię. Nasza więź, choć budowała swoją trwałość na zaufaniu, miłości i prawdzie zaczęła pękać. Powstają w niej dziury jak w cienkim materiale, który się rozciągnie. Czuję, że gdzieś w głębi się od niego oddalam i przez to stwierdzenie wieź znowu pęka, ale nie rozpada się. Jest na tyle silna by to wytrzymać. Musi być. Tak bardzo o to walczyliśmy i nie chcę by ktoś mógł to popsuć.
Wycieram łzy z moich oczu, gdy słyszę jak drzwi się otwierają. Spoglądam w ich stronę i zauważam Harry'ego. Skrada się i wygląda na to, iż myśli, że śpię. Podciągam niekontrolowanie nosem i wtedy zapala światło.
- Rose?- Szepce i podchodzi do mnie- Co się stało? Dlaczego płaczesz?- Siada na łóżku i obejmuje mnie.
- Nie ważne- Wzdycham i odsuwam się od niego.
- Rose, powiedz mi co się dzieje- Patrzę w jego oczy i widzę ból, prawdziwy ból i zaniepokojenie. Ten widok łamie mi serce.
- Spotkałam Evę- Szepcę nie wierząc w to co robię. Jakimś dziwnym sposobem i chęcią chciałam to zataić i po prostu o tym zapomnieć. Odłożyć w kąt moje wątpliwości i skupić się na nas. Nie chcę psuć tego co mamy, tego o co tak bardzo walczyliśmy. Nie chcę by coś zakłóciło nasz spokój.
- Co? Kiedy?- Zaczyna wiercić się na swoim miejscu i widzę jak z każda minutą rośnie jego zdenerwowanie.
- W wesołym miasteczku- Mówię, odwracając od niego wzrok.
- Co ci powiedziała? Powiedz mi, Rose- Chwyta mnie za rękę. Odwracam wzrok w jego stronę.
- Powiedziała... Powiedziała, że ty... ty dostałeś pieniądze za to wszystko i że udawałeś... przychodząc do szpitala- Zaczynam płakać- P-powiedziała, ż-że t-ty przychodziłeś do niej- Przerywam, łapiąc oddech- Powiedziała, że spaliście ze sobą- Wybucham przeraźliwym płaczem. Wstaję z łóżka i chodzę po pokoju, trzymając się za włosy. Świadomość tych słów niszczy mnie od środka. Zmierzenie się z prawdą boli... bardzo boli.
- Co do cholery?!- Wstaje gwałtownie. Ciągnie za swoje włosy i wygląda na bardzo wściekłego. Żyła na jego szyi jest widoczna jak nigdy dotąd.
- Przespałem?!- Krzyczy, a następnie powtarza to cicho. Opiera się rękoma o szafkę ze spuszczoną głową. Chcę dotknąć jego pleców i powiedzieć, że ma się uspokoić, ale w tym momencie on z krzykiem zrzuca wszystko z komody. Przestaję oddychać i cofam się do tyłu. Wazon roztrzaskuje się na małe kawałeczki. Odwraca się do mnie i wtedy zauważam jego oczy. Są ciemne i przepełnione złością. Nie mogę doszukać się pięknej zieleni, widzę tylko zwykłą otchłań... czerń. To jak niebo i ziemia. Gdy patrzysz na zieleń, widzisz dobro i czujesz się odurzona pięknością, a gdy patrzysz w tę czerń widzisz istne piekło. Piekło, które jest w nim. Widzisz też nicość i to sprawia, że zaczynasz się bać.
Idzie w moim kierunku. Uderzam plecami w ścianę, a nieprzyjemny ból rozchodzi się wzdłuż kręgosłupa. Napiera na mnie i ta bliskość powoduje, że się duszę.
- Harry- Błagam, ale on ignoruje mnie.
- Wierzysz jej?!- Wzdrygam się i spoglądam na niego- Odpowiedz!
- Nie wiem- Szepcę, a on uderza pięścią w ścinę zdrapując z kostek skórę. Odsuwa się i znów ciągnie za swoje włosy.
- Nienawidzę jej! Zrobiła to specjalnie, bo jest zazdrosna i wściekła! Chce cie zniszczyć, bo wybrałem ciebie! Ona kłamała- Krzyczy, a ja stoję wciśnięta w ścianę i nie mogę patrzeć jak bardzo cierpi. Jest straszny, ale świadomość, że to z powodu bólu, złagadza to.
Siada na łóżku i powtarza cicho ostatnie dwa wyrazy. Jego głos się załamuje, a po chwili słyszę cichy szloch. Moje serce pęka.
- Rose, ja przepraszam- Milczy przez chwilę- Nie zrobiłem tego. To są kłamstwa. Przecież wiesz, że cię kocham- Podchodzę do niego i przytulam go.
- Wiem. Dlatego ci wierzę- Szepcę. Harry wtula się we mnie jak małe dziecko. Bawię się jego włosami, a on stopniowo się uspokaja. Kładziemy się na łóżku i zasypiamy.

Mija tydzień od całego zamieszania między nami. Teraz jest wszystko w najlepszym porządku. Za dwa dni mam umówioną wizytę u lekarza, a dzisiaj idziemy na urodziny Nialla.
Poganiam Harry'ego, gdy zbyt długo jest pod prysznicem. Ubieram się w czarne spodnie oraz bluzkę
, a Harry wychodzi w samym ręczniku z łazienki. Posyłam mu w powietrzu buziaka, a następnie zajmuję łazienkę. Nakładam makijaż i używam mojego ulubionego perfum, a potem wychodzę z łazienki.
- Stój!- Zatrzymuje mnie- Idziemy do sypialni- Rozkazuje.
- Co? Po co?- Wybucham śmiechem. Wpycha mnie do sypialni i zaczyna całować. Odpycham go śmiejąc się.
- Ubieraj się!- Śmieję się.
- Wyglądasz gorąco- Mierzy mnie wzrokiem i przygryza wargę. Kręcę głową i zostawiam go samego w pokoju.

Gdy dojeżdżamy na miejsce Steph biega z aparatem i każdemu robi zdjęcia. Jest tutaj dość sporo osób.
- Rose!- Steph przytula mnie, a następnie Harry'ego- Zrobię wam zdjęcie!- Jest tak podekscytowana. Śmieję się i pozuję do zdjęcia. Wchodzimy do środka i gdy zauważam Nialla wskakuję na jego plecy. Prawie się obalamy, ale za pomocą ściany utrzymujemy równowagę. Śpiewamy mu sto lat, a on śmieje się. Wręczamy my prezent, którym jest chomik. Tak naprawdę to nie wiem dlaczego chomik, ale wpadł na to Harry.
- Chomik!- Niall zaczyna się cieszyć jak małe dziecko, sprawiając, ze zaczynamy się śmiać. Podchodzi do nas Chloe.
- Cześć!- Wita się z nami- Niall? Wszystko w porządku?- Pyta go śmiejąc się.
- Patrz! Dostałem chomika!- Śmieje się, a gdy spogląda na nas puka palcem w czoło i pokazuje na Nialla. Wybuchamy z Harrym śmiechem. Ten wieczór zapowiada się ciekawie.
- Co tu robi nauczy....- Słyszymy i nagle odwracamy się w stronę dwóch chłopaków z piwem w ręce- Rose? Yyy... co jest grane?- Spoglądam na Harry'ego, a potem na Nialla i szukam jakiejś pomocy.
- Spoko, jest zaproszony. Jest z Rose
- Ooook- Okręcają się i idą na górę. To było dość dziwne. Spodziewałam się więcej pytań. Możliwe, że to za sprawą alkoholu podeszli do tego tak normalnie.
- Chodźcie- Niall prowadzi nas na kanapę, gdzie jest cała reszta naszej paczki. Witam się z wszystkimi, a następnie siadam obok Harry'ego. Obejmuje mnie ręką.
- No to po kieliszeczku!- Niall rozlewa każdemu po kieliszku wódki. Podnosimy je do góry i szybko wypijamy. Kilka osób- w tym ja- popija alkohol sokiem.
Przez następną godzinę każdy jest już pijany. Opowiadamy śmieszne historie i żarty. Jest naprawdę zabawnie.
- Chodźcie tańczyć!- Chloe ciągnie Nialla, a Zayn Steph. Harry wstaje, a ja za nim. Potykam się o własne nogi i zaczynam się śmiać. Dopiero teraz poczułam jak alkohol uderzył do mojej głowy. Stanęliśmy na środku salonu i wszyscy zaczęliśmy tańczyć. Wirowaliśmy w ogół siebie i skakaliśmy w rytm muzyki. Nagle poczułam jak robi mi się słabo i chwyciłam się Harry'ego.
- Harry- Pisnęłam, gdy moje nogi same się ugięły. Przytrzymał mnie i pomógł wyjść na zewnątrz.
- Masz szczęście, że idziesz do lekarza- Mruknął. Postanowiłam to zignorować. Wzięłam kilka głębokich oddechów. Powoli siła powracała do mnie.
Po kilku minutach weszliśmy do środka i usiedliśmy na kanapie. Steph znowu biegała z aparatem.
- Uśmiech!- Krzyknęła w nasza stronę. Pocałowałam Harry'ego w policzek, a ona uwieczniła ten moment. Po chwili zdjęcie zostało zrobione. Wtuliłam się w Harry'ego i zamknęłam oczy.
Muzyka grała przeraźliwie głośno i sprawiała, że czułam jak wszystko drży. Jednak moje ciało było tak osłabione, że bez problemu zasnęłam w ramionach Harry'ego.

___________________________

Cześć! 

Ten rozdział kompletnie mi nie wyszedł :( ale są zdjęcia xD 
Iiii jestem śpiąca i nie wiem co pisać. 
Ostatnio rozważam założenie kolejnego bloga, ale wpierw muszę wymyślić genialną fabułę xD

No to dobranoc misiaczki :****

30 komentarzy= next 

A! I nie zapominajcie pisać o swoich propozycjach :) 

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 33

- Kocham cię- Szepnął do mojego ucha. To niesamowite że działa na mnie w taki sposób. Wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa wprawia mnie w bezwładność. Poddaję się jemu. Jestem jego. Przy nim czuję się lepiej niż w niebie. Uśmiechnął się ukazując swoje dwa dołeczki którymi oczarował mnie już gdy zobaczyłam go po raz pierwszy. Serce przyśpieszyło swoje tępo zmieniając je na nieregularne. Każda komórka się pobudziła i wszystko we mnie szaleje. To nie jest huragan, to nie jest wir, to jest po prostu miłość. Otarł swoim nosem o mój. Uśmiech wpełznął na moje usta. Spojrzałam na jego pełne wargi. Miałam zamiar je pocałować ale lubię się z nim bawić. Chwycił moje dłonie które były opuszczone wzdłuż mojego ciała. Podniósł je na wysokość mojej klatki piersiowej. Złączył nasze dłonie. Spojrzałam w jego oczy. Cholernie piękna, uzależniająca i wprawiająca w stan wewnętrznej euforii zieleń. Iskierka świeciła na jego tęczówkach. Bez problemu mogłam dostrzec pożądanie. Długo nie czekałam by jego usta złączyły się z moimi.

- Uwielbiam twoje usta- Mówi, gdy odsuwa się ode mnie. Delikatne ciepło wpływa na moje policzka. Motylku bulgoczą w moim brzuchu na jego słowa. To co jest miedzy nami, to niewyobrażalnie piękna więź. Nigdy nie kochałam kogoś tak mocno jak jego. Uwielbiam każdy jego detal i czas, który mogę z nim dzielić. Budujemy mur, który nie tak dawno runął wraz z wszystkim. Mam Harry'ego i nic więcej nie potrzeba mi do szczęścia.
- Masz zamiar iść na studia?- Pyta, a ja otrząsam się z moich myśli i poprawiam na łóżku.
- Wydaje mi się, że to nie na sensu- Wstaję by zasłonić okno przez które wpada zbyt wiele słońca- Musiałabym nadrobić znacznie większy materiał niż wyznaczyli mi nauczyciele i wykroczyć poza materiał. Nie jestem w stanie tyle zrobić. Mam pól tora miesiąca na nadrobienie pól roku materiału- Wzdycham.
- Co w takim razie zamierzasz?- Jego oczy bacznie mnie obserwują, gdy związuję włosy w kucyk.
- Znajdę jakąś pracę
- Ja mogę chodzić do pracy, nie musisz tego robić.
- Ale chcę, chyba nic się nie stanie jeśli oboje będziemy pracować
- No nie wiem
- Przynajmniej nie będę się sama nudziła, gdy ciebie nie będzie.
- No dobra- Jego silne ręce chwytają mnie w pasie i przyciągają do siebie. Staje miedzy jego nogami, gdy on siedzi na łóżku. Pochylam się i składam na jego ustach pocałunek.
- Może zjemy śniadanie gdzieś na mieście?
- Dobry pomysł- Uśmiecham się do niego i odsuwam. Idę szybko do łazienki i maluję rzęsy. Harry zakłada buty, gdy ja wrzucam telefon i portfel do torebki. Wciągam na nogi moje sandały i wychodzę z mieszkania.
Kroczymy ulicami, trzymając się za ręce i to sprawia, że jestem szczęśliwa. Tak, taka mała rzecz, a tak wiele. Jestem szczęśliwa, bo niegdyś musielibyśmy się z tym kryć, a nie dawno mogłabym tylko o tym marzyć.

Unosimy się i szybujemy. Szybujemy jak nigdy nikt, ponad chmury pełni szczęścia i zdumienia. Wykraczamy po za granicę bólu i cierpienia, jesteśmy tam gdzie nic złego nie ma prawa nas dopaść. Jesteśmy tam gdzie są zakochani, prawdziwie zakochani.

Siadam na drewnianej ławce, a Harry idzie zamówić dla nas hamburgery. To jest to co kocham- nie chodzimy do drogich restauracji, nie wyjeżdżamy na drogie wakacje... Po protu robimy to co lubimy.
- Trzymaj- Podaje mi hamburgera i siada na przeciwko mnie. Wgryzam się w fast food'a i delektuję się chwilę smakiem.
- Smakuje?- Pyta.
- Jeszcze pytasz? Jasne, że tak- Harry śmieje się i wyciera chusteczką ketchup z kącika moich ust. Zapada cisza, w której zdążam zjeść połowę hamburgera.
- Jak się czujesz?
- Um... naprawdę jest już dobrze- Odpowiadam i to mam na myśli. Guzek na mojej głowie znikł, a wraz nim jakby wszystko. No może oprócz kilku zakręceń w głowie. Nie rozumiem po co była cała afera z pójściem do lekarza skoro to nic takiego.
- Mimo wszystko powinnaś iść do lekarza- Zgniata papierek i upija łyk piwa.
- Proszę cię, nie zaczynaj- Był dzień, w którym pokłóciliśmy się, a to za sprawą tego, że nie chciałam iść do lekarza. Myślałam, że tę sprawę mamy za sobą, bo naprawdę nie chcę się z nim kłócić.
- Dlaczego ty musisz być taka uparta- Mamrocze.
- A ty taki natrętny
- Jakbyś nie mogła pójść do lekarza i się zbadać. Nie jest powiedziane, że będziesz musiała tam zostać.
- Czy to naprawdę tak by cię uszczęśliwiło?- Pytam go, podnosząc lewą brew.
- Mhm
- Ok, w takim razie pójdę- Wzdycham- Ale pod jednym warunkiem. W przyszłym tygodniu.
- Ok, ale ja też mam warunek- Uśmiecha się dumnie.
- Jaki?
- Osobiście dopilnuję, że tam pójdziesz- Pochyla się nade mną i myślę, że mnie pocałuje, ale on zjada kawałek mojego hamburgera. Nie. Nie. WIELKI kawałek mojego hamburgera!
- Nie!- Piszczę, a on zaczyna się śmiać- Oddawaj wielki, gruby potworze mojego hamburgera!- Dźgam go w brzuch i staram się nie myśleć o tym jak głupio wyglądam gadając do jego brzucha.
- Mogę zamówić ci kolejnego
- No co ty! Chcesz żebym pękła?
- Czyli dobrze, że zjadłem ten kawałek. Nie mógłbym dopuścić do tego by moja Rosie pękła- Przewracam oczami, ale po chwili oboje wybuchamy śmiechem. Sprzątamy po sobie i idziemy na spacer.
- Patrz- Harry wskazuje ręką na plakat.
- Wesołe miasteczko- Zachwycam się.
- Ta, od dzisiaj
- Super. Pójdziemy?- Spoglądam na niego.
- Dobrze córeczko, możemy iść i się pobawić w wesołym miasteczku
- Ej!- Dźgam go w brzuch. Harry łaskocze mnie, gdy idziemy. Potykam się, ale on zdąża mnie złapać. Swoją uwagę skupiam na aucie, które się zatrzymuje.
- Cześć!- Niall wychyla się z okna i krzyczy do nas.
- Hej!- Przebiegamy przez ulicę i podchodzimy do niego.
- Co u was?- Pyta Horan.
- Właśnie wracamy do domu-Odpowiadam- A u ciebie?
- Jadę po Chloe i jedziemy do wesołego miasteczka- Uśmiecha się.
- My też idziemy do wesołego miasteczka!- Piszczę z zachwytu.
- Super. Widzimy się na miejscu- Puszcza mi oczko i odjeżdża z piskiem opon. Kręcę głową z dezaprobatą.

Cały teren jest zatłoczony nie tylko przez dzieci, tak naprawdę są tu ludzie w każdym wieku. Kręcimy się z Harrym koło budek z jedzeniem i alkoholem. Kupujemy po jednym piwie i zmierzamy na jakąś rozrywkę. Zatrzymujemy się przed zamkiem strachu.
- Chodźmy tu!- Ciągnę go.
- Czekaj! Musimy kupić żetony- Śmieje się z mojego dziecinnego zachowania. Nic nie poradzę na to, że gdy byłam mała jedyną największą rozrywką była mała karuzela na placu zabaw. Większość czasu spędzałam w domu, sama. Bawiłam się klamerkami, bo nie miałam lalek. Dostałam jedną na gwiazdkę, byłam prze szczęśliwa, ale mama spaliła ją, ponieważ podobno była ona moim jedynym światem. Wtedy nie zauważałam jak podła była.
- W takim razie chodźmy- Uśmiecham się mimo moich dość mało miłych wspomnień. Harry kupuje żetony i ustawiamy się w kolejce. Młody chłopak zabiera od nas żetony i wpuszcza do środka. Siadamy w wagoniku i czekamy, aż ruszymy. Za nami nie ma nikogo i to powoduje, że czuję się trochę zdenerwowana. Ruszamy, a ja mam ochotę krzyczeć. Przybliżam się do Harry'ego i chwytam go za rękę. Panuje tutaj straszna ciemność. Gdy długo nic nie ma podnoszę głowę próbując coś wypatrzeć. Nagle słyszę jakiś skrzekot i coś zaczepia się o moje włosy. Zaczynam krzyczę na cały głos, a Harry się śmieje.
- Weź to ze mnie!- Piszczę i brzmię jakbym miała płakać.
- Nic tu nie masz- Przytula mnie. Spoglądam na niego, a potem przed nas i zaczynam krzyczeć.
- Nie! Harry chcę stąd wyjść! Zabierz mnie stąd!- Krzyczę, gdy wjeżdżamy w pajęczynę i jeden z pająków siedzi na moim dekolcie. Rusza się i sadzę, że jest żywy. Krzyczę tak mocno, że aż boli mnie gardło.
- Rose- Harry ciągle się śmieje. Chwyta pająka- On jest sztuczny- Pokazuje mi, a ja wzdycham z ulgą.
- To koniec, tak?- Pytam , a nagle przed nami wyskakuje kościotrup, który wisi na sznurku. Zamykam oczy i wtulam się w Harry'ego. Nagle nasz wagonik się zatrzymuje. Sądzę, że Harry jest w stanie usłyszeć bicie mojego serca. Wagonik się cofa, a coś dziwnego dotyka moich pleców. Odwracam się i widzę tego kościotrupa. Zaczyna się przeraźliwie śmiać,a ja prawie zrywam się do ucieczki.
- Ej! To tylko maszyna- Harry przytula mnie i szepce do ucha- Nie bój się, jest już koniec- Czuję się bezpiecznie, gdy Harry mnie uspokaja. Wyjeżdżamy i prawie wybiegam z wagoniku. Myślałam, że to będzie zamek strachu dla dzieci, w ogóle nie straszny, ale pomyliłam się.
- Już dobrze?- Harry pyta. Kiwam głową- Byłaś tak przestraszona- Przytulam się do niego i idziemy w umówione miejsce. Docieramy pod największą karuzelę i zauważam naszych znajomych. Podbiegam do Steph i Chloe. Przytulam je mocno.
- Co ty taka wyczerpana?
- Byłam w zamku strachu- Krzywią się.
- Nie chcemy cię straszyć, ale kupiliśmy żetony na... to- Mówi Chloe wskazując karuzelę.
- Huh... fajnie- Posyłam im chyba najbardziej sztuczny uśmiech jaki kiedykolwiek posłałam.
- A jak się czujesz?- Pyta Steph.
- Jest już ok, naprawdę zapomnijmy o tym- Uśmiecham się. Chloe wzrusza ramionami i spogląda na Steph.
- Chodźcie dziewczyny!- Krzyczy Louis. Wypijam resztę swojego piwa by bardziej się wyluzować i podbiegam do Harry'ego. Zajmuję miejsce obok niego i Steph. Harry zapina mnie, a następnie siebie. Chłopak odpowiedzialny za karuzelę podchodzi i sam jeszcze raz upewnia się czy aby wszyscy są dobrze zapięci. Chwytam Harry'ego za rękę i oddycham głęboko.
- Czy można stąd jeszcze zejść?- Pyta Steph, ale nagle karuzela zaczyna działać.
- Jezu- Jęczy. Niall i Chloe wiwatują i śmieję się z nich. To dwójka naprawdę niezastąpionych ludzi. Niczego się nie boją i naprawdę świetnie do siebie pasują. Zaczynamy się kręcić i unosić coraz bardziej do góry. Moje włosy latają na wszystkie strony. Steph zaczyna krzyczeć, gdy jest coraz szybciej. Zayn uspokaja ją, a ja dołączam do Nialla i Chloe, a wszystko za sprawą widoku. Same kolorowe światełka i Harry z rozwianymi włosami. Mam ochotę go pocałować, ale dzieli nas siedzenie. Zatrzymujemy się do góry nogami i śmieję się z Harrym.
- Za chwilę spadnie mi but!- Krzyczy i nagle wszyscy wybuchają śmiechem, nawet Steph. Spadamy z wielką prędkością i wygląda to tak jakbyśmy mieli się rozbić, ale nagle znów unosimy się do góry.
- Chyba zwymiotuję!- Krzyczy Louis i śmieję się. Wolę karuzele niż zamki strachu.
Bawimy się jeszcze chwilę na karuzeli, ale w końcu zatrzymujemy się na dole. Trudno od razu złapać równowagę więc wyglądamy na trochę pijanych. Ogólnie wyglądamy dość roztrzepanie. Włosy są porozwiewane na wszystkie strony, a ubrania pogniecione. Idziemy w stronę ławek pod parasolem. Wszyscy siadają oprócz mnie.
- Stawiam piwo!- Śmieję się i idę do budki z alkoholem. Staję w kolejce i przeglądam portfel.
- No. No. Kogo moje oczy widzą- Słyszę i odwracam się. Za mną stoi Eva, koszmar gorszy niż zamek strachu. Mam ochotę uciec albo po prostu zapaść się pod ziemię.
- Cześć- Mówię szorstko.
- Widziałam cię z Harrym- Mówi z głupim uśmiechem- To naprawdę niewiarygodne... jak można być tak naiwnym- Przewraca oczami, a ja marszczę oczami.
- Nie wiem o czym mówisz- Syczę.
- Och, kochaniutka. Mu chodzi tylko o seks, jak każdemu facetowi. Myślisz, że on siedział w pokoju i płakał, że ty leżysz w szpitalu? Może i udawał zatroskanego jak przychodził cię odwiedzać, ale nie robił tego bezinteresownie. W zamian za tą całą szopkę z pomaganiem i w ogóle, zaistniał jeszcze bardziej w mieście, a wiąże się z tym popularność i większe pieniądze. Może i pracuje w warsztacie, ale na jego konto wpływa niezła sumka. Człowiek przyzwyczajony do luksusu nie może z dnia na dzień pozbyć się wszystkiego- Mówi, a ja łapię oddech. Nie wierzę w to co mówi... albo po prostu nie chce w to wierzyć- No i kochanie, on tak bardzo cię kocha, że bez żadnych zawahań ośmielał się do mnie przychodzić i zaspokajać swoje potrzeby- Marszczę czoło i odwracam wzrok. Nie wierz w to, nie wierz w to. Harry cię kocha! Podchodzę do budki i kupuję alkohol, gdy mam odchodzić słyszę jej głos.
- Och! Powiedz, że mu, że gdybyś mu nie wystarczała to może wpaść- Śmieje się głupio, a ja z walącym jak młot sercem wracam do znajomych. Staram się ignorować jej słowa, ale nie mogę nic na to poradzić,
że jakaś część mnie obawia się, iż
to może być prawda.
- Coś się stało? Źle się czujesz? Rose?- Gdzieś w głowie słyszę te słowa, ale dominują słowa Evy, które ranią moją duszę.
- Rose!- Potrząsam głową.
- C-co?- Patrzę na znajomych i widzę zmartwienie na ich twarzach.
- Wszystko w porządku?
- Tak, zamyśliłam się- Harry przytula mnie, ale odsuwam się. Widzę dezorientację na jego twarzy.
- Musze zadzwonić- Wymuszam uśmiech i odchodzę na bok. Dzwonię do Jamesa i proszę by po mnie przyjechał. Godzi się bez problemu. Cieszę się, gdy jest w okolicy i będzie tutaj lada chwila. Kieruję się do wyjścia. Wysyłam Harry'emu SMSa z wiadomością, że brat odwiózł mnie do domu, bo źle się poczułam.

Kłamstwo. Prawda. Kłamstwo. Prawda. Myśli wirują w mojej głowie jak tornado, tornado moich myśli, złych myśli. To jest jak tornado i wulkan. Gorąco wypełnia moje wnętrze i to tylko ułamki sekundy, gdy wybuchnę, ale nie żarem i złem. Lecz smutkiem i bólem.


____________________________

Hejka!

No to ja mam już luzik! Możecie się spodziewać teraz trochę częściej rozdziałów! :D 

Jak wrażenia po rozdziale? Czy tylko ja nienawidzę Evy? XD Jak zawsze dzielcie się wrażeniami ze mną ;D na ciekawe komentarze odpowiem! 

Jak widzicie dodałam zdjęcie. Z powodu, że ostatnio ktoś chciał żebym dodawała i po za tym nie wiem czy wyobrazilibyście to sobie tak jak ja xD 
Jeśli macie jakieś pomysły co do bloga typu zakładka, w której można zadawać pytania bohaterem czy właśnie zdjęcia. Walcie śmiało! :P 

A tutaj macie kontakt do mnie ( nie wiem czemu to piszę, ale może akurat komuś zachce się do mnie napisać i umilić mi czas XD): 

Gadu- Gadu: 7279447
Twitter: @Z_z_2
Ask: http://ask.fm/Rosie123201

25 komentarzy= next! 

+ dziękuję osobom, które polecają moje opowiadanie, a wiem, że takowe są 

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 32

Ludzie pragną zawzięcie szczęścia i gdy go nie osiągają stają się zazdrośni i po prostu smutni. To zabawne. Większość z nich nie doznała jeszcze cierpienia, przecież jest ono kluczem do szczęścia. Musimy wiedzieć co jest szczęściem, a szczęście to brak cierpienia.

Stoję za Harrym, gdy on wścieka się od kilkunastu minut, że nie może znaleźć kluczyków od domu. Wkłada ręce w kieszenie chyba po raz setny.
- No przecież je tu kładłem- Warczy sam do siebie. Uśmiecham się mimowolnie i kładę rękę na jego ramieniu. 
- Jesteś pewien, że nigdzie ich nie zostawiłeś?- Pytam go, a on znów sprawdza kieszenie- Harry, sprawdzasz je chyba setny raz. Sprawdzę torbę. 
- Tam ich na pewno nie ma- Mówi i zagląda pod wycieraczkę. Nachylam się nad torbą i przeszukuję jej wnętrze. Uśmiecham się triumfalnie, gdy je znajduję. 
- Tak, mistrzu. Tutaj ich nie ma- Wybucham śmiechem, gdy otwieram drzwi, a w jego oczach igra porażka. Rzucam klucze na szafkę i zdejmuję moje sandały. Wchodzę do wnętrza i wzdycham na bałagan, który Harry zrobił szukając oczywiście... kluczy. 
- Masz dzisiaj pechowy dzień do kluczy- Śmieję się z łazienki, gdy wchodzę do salonu, on leży na kanapie w samych bokserkach, a wszystkie jego ciuchy rozrzucone są tak jak szedł. 
- Harry- Karcę go. Podnoszę jego spodnie i rzucam nimi w niego. Mruczy tylko niezadowolony. Kręcę głową i zaczynam sprzątać. Chowam jego ubrania do kosza na pranie, a wszystkie inne rzeczy układam na swoje miejsce. Biorę miotłę i w momencie, gdy chcę zamiatać, Harry odzywa się po swojej krótkiej drzemce. 
- Nie musisz tego sprzątać
- Ktoś musi- Przesyłam mu buziaka w powietrzu i kontynuuję wcześniej przerwaną czynność. 
- Nie chcę żebyś była moją gosposią- Mruczy pod nosem. 
- A kim mam być?- Pytam, ale w sumie nie oczekuję od niego odpowiedzi. 
- Chcę żebyś była moją Rose- Spoglądam na niego z uśmiechem- Tylko moją- Dodaje po chwili
- Jestem tylko twoja- Uśmiecha się szeroko ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Pokazuje żebym do niego podeszła, ale gdy robię pierwszy krok, zaczyna dzwonić mój telefon. Wyjmuję urządzenie z kieszeni i uśmiecham się, gdy okazuje się, iż to James dzwoni. 
- Cześć, mała!- Krzyczy do słuchawki. Parskam śmiechem. 
- Cześć, stary!
- Dobrze słyszeć twój głos, śmiech- Wzdycham.
- Kiedy wracasz?- Zmieniam temat. 
- Właściwie to stoję pod drzwiami Harry'ego
- C-co?- Pytam nie dowierzając. 
- Jestem z Emily, otwórz drzwi. 
- O-ok- Rozłączam się szybko. 
- Harry! Ubieraj się! Mamy gości!- Biegnę do pokoju i rzucam w niego pierwszymi lepszymi ciuchami. Odkładam miotłę i gnam do drzwi. 
- Widzisz, jednak dobrze mieć gosposię- Jęczę, a on śmieje się z mojego roztargnienia. Otwieram drzwi i od razu James rzuca się na mnie. Zataczamy się na ścianę i wybuchamy śmiechem. 
- Moja małą siostrzyczka- Chwyta moją głowę i całuje mnie w czoło. Przytulam go, a następnie spoglądam nad jego ramię. Zauważam wysoką blondynkę, która uśmiecha się. Odsuwam się od brata, a on przedstawia nas sobie. 
- Rose to jest Emily- Dziewczyna przytula mnie i uśmiecha się sympatycznie. 
- Cześć- W korytarzy staje Harry. 
- No, a to jest Harry- Mówi James i próbuje ukryć śmiech. 
- Przyszedłeś mi dać w twarz?- Przewracam oczami. 
- Nie, ale jeśli się prosisz...- Kręcę głową i prowadzę ich do salonu. 
- Coś do picia?- Pytam, gdy wszyscy siedzą. 
- Coś zimnego- Kiwam głową i idę do kuchni. Wyjmuję z lodówki sok, a następnie wyciągam szklanki. Niosę to wszystko do salonu i kładę na stoliku. Wracam znowu do kuchni i wyjmuję jakieś słodycze. 
- Rose!- Karci mnie Harry. 
- Co?- Siadam obok niego. 
- Czy możesz w końcu usiąść? Jeszcze niedawno się źle czułaś, a teraz chodzisz jakbyś miała owsiki w tyłku- Marszczę czoło i kątem oka widzę rozbawienie w oczach naszych gości. 
Rozmawiamy tak naprawdę o wszystkim, ale nic nie poradzę na to, że ciągle sprzeczam się o byle co z Harrym. 
- Słyszałam, że się zaręczyliście- Mówię i gdzieś w mojej głowie pojawia się obraz ceremonii ślubnej. 
- Tak- Emily rozpromienia się i pokazuje swoją dłoń. Na jej palcu widnieje delikatny, ale piękny pierścionek. 
- No. No. Nie wiedziałam, że mój braciszek ma taki dobry gust- Spoglądam na Jamesa, a on przewraca oczami. Sama nie wiem co mam na myśli. Chyba zarówno dziewczynę jak i biżuterię. 
- Planujemy ślub, ale to powoli. Jesteśmy na etapie szukania mieszkania- James pakuje ciastko do swojej buzi. 
- Ciesze się, że wam się układa- Mówię. 
- A wam? Jak się układa?- Pyta dziewczyna, a ja przełykam z trudem ślinę. Nie lubię mówić o swoich uczuciach. 
- Super. Mieszkamy razem, wzięliśmy supertajny ślub, a teraz spodziewamy się dziecka- Harry odpowiada całkiem poważnie, a ja spoglądam na niego zdezorientowana. 
- Co?- Pyta James. 
- Żartowałem stary. Nie planuję ślubu, a już na pewno dziecka. To mały bachor, który nie robi nic oprócz ryczenia i srania w pieluchy- James śmieje się, a ja opieram się o kanapę. Ja również nie planuję ślubu, jednak dziwni mnie jego podejście do dzieci. Sadziłam, że raczej je lubi. 
- Jak możesz tak mówić? Przecież im pomogłeś?- Styles spogląda na mnie z uniesioną brwią. 
- Pomogłem starszym dzieciom- Odpowiada. 
- Nie ważny jest wiek! Chyba tak uważasz prawda? Jeśli nie to może i my nie powinniśmy się spotykać! Przecież dzieli ans dość duża różnica wiekowa! 
- Rose- Warczy.
- To obłęd! Dzieci są cudowne i dla twojej świadomości nie tylko ryczą i... Dają też dużo szczęścia i... - Harry podnosi jedną brew. 
- I...?
- I to wspaniałe patrzeć jak w człowieku powstaje nowe życie. Z małego ziarenka rodzi się dziecko. To zaszczyt móc je wychować. Nie ma nic silniejszego niż miłość między dzieckiem, a matką, bo one zawsze będzie cię kochać...- Urywam zalewając się łzami. Nie wiem dlaczego zaczęłam o tym mówić, ale świadomość, że Harry tego nie rozumie sprawia mi ból. Powróciły również wspomnienia. Moja matka tak jak Harry nie czuli radości z dziecka. Byłam niechciana i odrzucona. Ona nie mogła mnie docenić, a ja mimo to ją kocham, bo to jest już w nas zakodowane. 
Wstaje i z kanapy, a James zaraz za mną. 
- Rose
- Zostawcie mnie- Szepce i zaszywam się w salonie. Czuje upokorzenie przed wszystkimi, dlatego chowam się w pomieszczeniu i przykrywam kołdrą. Szlocham cicho, gdy wspominam to jak matka mnie uderzyła i jak mną gardziła. 
Drzwi wejściowe trzaskają i zdaję sobie sprawę, że mój brat opuścił nasze mieszkanie. Zamykam oczy z zamiarem zaśnięcia, a wtedy Harry uchyla drzwi i zagląda. Wchodzi powoli i czuję jak ugina się łóżko pod jego ciężarem. 
- Rose, przepraszam. Nie chciałem żebyś poczuła się urażona- Mówi i dotyka mojego ramienia. 
- Dzeci są wspaniałe
- Wiem- Mówi, ale wiem, że kłamie. Nie można od tak zmienić swojego zdania. Wzdycham, a jego ręka wplątuje się w moje włosy. Sycze, gdy dotyka wrażliwe miejsce. 
- Co to?- Marszczy czoło i przejeżdża raz jeszcze po guzie.
- Uderzyłam się o prysznic jak upadłam. To nic wielkiego. 
- Naprawdę powinnaś pójść do lekarza
- To naprawdę nic wielkiego. Przejdzie, a jeśli nie to pójdę do szpitala
- Ok- Mówi i całuje mnie we włosy- Przepraszam
- Jest ok, Harry

Budzę się nad ranem owinięta ramieniem Harry'ego. Wyplątuję się z jego objęć i podnoszę delikatnie. Szukam mojej piżamy, a gdy znajduję ją na podłodze, wciągam szybko. Daje krok i wtedy zataczam się i chwytam szafki. Oddycham głęboko, ale to nie sprawia, że jest mi mniej nie dobrze, wręcz przeciwnie. Biegnę do łazienki i upadam boleśnie na kolana nad toaletą. Ścieram łzy i siadam na zimnych płytkach. Po chwili, gdy czuję się lepiej wstaję i spłukuję wodę. Myję zęby i biorę prysznic. Wychodzę z łazienki owinięta w ręcznik. 
- Cześć- Całuję Harry'ego w policzek. Kładzie talerz na ławie więc siadam na krześle i wgryzam się w kanapkę. Nie chce mi się jeść lecz staram się robić wszystko by nie nabrał podejrzeń co do mojego zdrowia. 
- Jak się czujesz?- Pyta, gdy siada na przeciwko mnie. 
- Coraz lepiej- Daję sobie w myślach z liścia. Dlaczego kłamię? Bo nie chcę wrócić do szpitala, boję się tego miejsca. Czuję się w nim jak w psychiatryku. Różni się to tylko tym, że mnie odwiedzają goście i jestem normalna. 
- To dobrze- Uśmiecha się- Jesteś pewna, że nie chcesz iść do lekarza? 
- Tak- Odnoszę talerz do zlewu i idę do sypialni. Zakładam bieliznę i zastanawiam się czy powinnam ubrać sukienkę. Nie lubię ich nosić, gdy miesiączkuję, ale zdaję sobie sprawę, że teraz akurat nie ma okresu. Dziwne, pamiętam, że w szpitalu byłam zła, ponieważ z moich obliczeń wychodziło, że nie będę mogła jechać na plażę. Możliwe, że coś mi się pomyliło. Zakładam sukienkę i mimo wszystko szukam mojego notatnika. 
- Rose!
- Co?
- Ktoś do ciebie dzwoni!- Wzdycham i rzucam z powrotem notatnik do szafki. Wybiegam z sypialni i odbieram połączenie od Chloe. 
- Hej, jak się czujesz?- Pyta. 
- Och, hej. Dzisiaj znacznie lepiej. 
- Zamierasz pójść do lekarza?- Brzmi na zdenerwowaną. 
- Umm... nie
- Ok, ale pamiętaj, że jeśli te objawy wrócą, koniecznie się musisz zbadać. 
- Dobrze
- Trzymaj się, muszę iść do pacjenta
- Pa- Rozłączam się i idę do Harry'ego. Wychodzimy na spacer, następnie jedziemy na zakupy i tak mija cały dzień. Czasami prawda może być tak bolesna, że uciekamy od niej, zanim zdążymy ją poznać.


__________________________
 Hejka! 

Dostałam tyle miłych snów, że nie obyło się bez łzy ;) nie płaczę dużo więc to naprawdę niesamowite xD chciałam podziękować każdej kochanej osobie, która komentuje i czyta. Wiedzcie, że was uwielbiam! 

Rozdział jest niesprawdzony w sumie to zaczął się kisić, bo czekał na opublikowanie od weekendu :D byłam zbyt zabiegana i w sumie nadal jestem. 
Dzisiaj między naszymi gołąbeczkami pojawiło się spięcie haha ale nie bójcie się przed wami dopiero najlepsze!

No więc miłego słonecznego dzionka i sprawnej klawiatury do komentowania haha Pa! :*** 

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 31

Spoglądam na Harry'ego pytająco. Wzdycha i wstaje z kanapy, śledzę jego ruchy, gdy zmierza do drzwi. Naprawdę ciągle wydaje mi się, że jestem w jakimś śnie i gdy się obudzę nadal będę leżała na szpitalnym łóżku. To piękny sen i może trwać wiecznie. Mam wszystko czego pragnęłam od tak długiego czasu.
Wychylam się, gdy słyszę śmiech Harry'ego. Po chwili do pokoju wchodzi Zayn, Louis, Niall, Chloe i Steph. Siadam i uśmiecham się szeroko na ich widok. Tyle niespodzianek i szczęścia!
- Witaj w domu!- Louis drze się, a Harry uderza go ulotkami w głowę. Rzuca je na stolik i siada obok mnie.
- Dobrze was widzieć- Steph rzuca się na mnie i ściska prawdopodobnie z całych sił.
- Ej! Bo mi ją udusicie- Harry odpycha Steph, Nialla i Louisa. Jego słowa powodują u mnie dziwne uczucie w sercu. Bronię się przed myślami, że mogłam to wszystko zostawić, ale i tak czarne scenariusze przyćmiewają rzeczywistość.
Moi przyjaciele siadają na kanapach. Steph oczywiście zajmuje miejsce na Malika kolanach. Jestem zdziwiona, gdy Chloe siada na Horanie, ale decyduje się nie odzywać. Zayn wyciąga ze swojej kieszeni paczkę papierosów i zapala jednego.
- Ile razy mam ci mówić, że nie masz palić u mnie w domu- Harry napina swoje mięśnie, więc wplątuję swoje palce w jego loki.
- Zayn, idź na balkon- Moja przyjaciółka schodzi z jego kolan i siada na fotelu, gdy on otwiera drzwi i wychodzi na mały, skromny balkon.
- Tak sobie pomyśleliśmy, że może chcielibyście się rozerwać- Louis poprawia się na kanapie i kontynuuje- Jedziemy nad jezioro, jedziecie z nami?- Spoglądam na Harry'ego, a on na mnie. Jezioro brzmi świetnie, byłabym cały czas na świeżym powietrzu wśród gwaru i...
- Proszę- Steph robi minę zbitego szczeniaka, a Niall jak zawsze się z niej wyśmiewa. Parskam śmiechem, gdy rzuca go poduszką, a dostaje Chloe.
- Chcesz jechać?- Harry nachyla się i szepce do mojego ucha. Przygryza płatek mojego ucha, a po moim ciele przechodzi dreszcz.
- Mhm- Kiwam głową.
- Jesteś pewna, że dasz radę?- Odgarnia kosmyk moich włosów.
- Mam ciebie- Jego oczy rozbłyskują.
- Jedziemy z wami- Oznajmiam, a dziewczyny piszczą i rzucają się na mnie.
- Chodź, mamy dla ciebie strój- Ciągną mnie do łazienki i Steph wyjmuje bikini ze swojej torby plażowej.
- Podkreśli twoją karnację- Chloe opiera się o ścianę.
- Umm... Nie jest trochę... skąpy?
- No weź. Harry się ucieszy, a po za tym jesteś szczupła, zgrabna, młoda... możesz takie nosić- Steph puszcza mi oczko i wychodzą. Wzdycham i ściągam ostrożnie swoje ubrania.
- Pomóc ci?- Słysze Harry'ego za drzwiami.
- Nie, dam sobie radę- Odpowiadam śmiejąc się.
- Wiesz, nie chcę żebyś znów zrobiła sobie krzywdę
- Mhm...wszyscy wiemy co chodzi ci po głowie, Styles- Słysze jego śmiech. Otwiera drzwi, ale jestem w trakcie robienia koka. Podchodzi do mnie i oplata mnie w pasie, składa pocałunki na mojej szyi.
- Rozpraszasz mnie- Chcę utrzymać poważny ton, ale brzmi to jak zduszony jęk.
- Wolę, gdy są rozpuszczone- Ściąga gumkę z moich włosów.
- Muszę iść do fryzjera- Wzdycham.
- Przysięgnij, że ich nie zetniesz
- Um... taki miałam zamiar
- Schodzicie na dół?- Steph staje w drzwiach.
- Tak, tylko uszykuję rzeczy- Mówię i odwracam się by wrzucić jeszcze kilka niezbędnych rzeczy do torby plażowej. Przyjaciółka wychodzi z mieszkania, a Harry szuka swoich kluczyków.
- Znalazłeś?!- Krzyczę z łazienki.
- Nie!- Słysze w jego głosie nutkę zdenerwowania.
- Pojedziemy ze Steph. Poszukasz ich jak wrócimy- Idę do salony, który został cały przekopany przez Stylesa.
- Gdzie ja je mogłem schować?- Drapie się po głowie. Kręcę głową.
- Harry! Chodź już- Wzdycham i zakładam sandały. Bierze torbę i zamyka za nami drzwi. Schodzę po schodach, uważając, ale w pewnej chwili obraz mi się rozmywa i zjeżdżam po ścianie. Siadam na schodach i głęboko oddycham.
- Rose?!- Harry podbiega do mnie- Wszystko w porządku? Jesteś blada
- Po prostu zakręciło mi się w głowie- Uśmiecham się do niego i wstaję z jego pomocą. Łapie mnie za rękę i zmierzamy do auta Zayna.
- Jesteś pewna, że chcesz jechać?- Pyta po raz kolejny.
- Tak- Odwracam głowę i zauważam Nialla wsiadającego na motor, a wraz z nim Chloe.
- Niall ma motor?- Prawie piszczę ze zdenerwowania- Co jeśli coś sobie zrobi?
- Rose, Niall jest już dużym chłopcem- Louis śmieje się ze mnie, a Harry gromi go wzrokiem. Horan odjeżdża z warkotem silnika, a ja zaczynam się modlić by dojechał cały.
Zajmujemy tylne siedzenia i jestem szczęśliwa, że auto Malika ma klimatyzację. Opieram głowę o klatkę Harry'ego, a on trzyma mnie mocno ramieniem.
- Kocham cię- Szepcę, a on pochyla się i składa na moich ustach krótki, ale namiętny pocałunek.

Dojeżdżamy na miejsce kilka minut po Niallu. Harry wyciąga naszą torbę plażową z bagażnika i idziemy zająć miejsce na plaży. Ciepłe słońce ogrzewa moją skórą. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy na widok tak wielkiej ilości ludzi i wody. Kładę głowę na ramieniu Stylesa, gdy idziemy po parzącym piasku. Chloe piszczy nie mogąc już znieść piasku, więc Niall karze jej wskoczyć na swoje plecy.
- Chodźcie tu- Zayn rozkłada ręcznik blisko wody. Harry wyjmuje nasz koc i rozkłada go na plaży. W mgnieniu oka pozbywa się swoich ubrań.
- Idziesz do wody?- Pyta z zadziornym uśmiechem.
- Um... chwilka- Zdejmuję swoje spodenki, a następnie bluzkę. Podbiegam do Harry'ego.
- Skąd masz ten strój?- Marszczy czoło.
- Od Steph. Nie podoba ci się?
- Wyglądasz w nim seksownie- Oplata swoje ramię w okół mojej szyi, gdy wchodzimy do wody. Jest ciepła i koi wszystkie moje dolegliwości. Puszcza mnie i odpływa ode mnie.
- Harry- Marszczę czoło. Idę dalej, ale tam gdzie on stoi, ja nie mam dna. Rozglądam się, gdy on znika, a po chwili łapie mnie za nogi przez co prawie tracę równowagę. Szarpię się, gdy bierze mnie z dala od ludzi.
- Harry, puść mnie- Błagam piszczącym głosem.
- Ok- Jego ręce rozluźniają się. Krztuszę się wodą, gdy idę na dno. Szybko wypływam i łapię się jego ramion. Parska śmiechem więc uderzam go w klatkę.
- Nie rób tego nigdy więcej
- Ale chciałaś być puszczona- Puszcza mi oczko. Prycham zsuwam się z niego. Nurkuję pod wodą i ściągam jego kąpielówki. Odpływam tak daleko, jak tylko mogę. Wypływam na powierzchnię wody wybuchając śmiechem. Harry gromi mnie wzrokiem i płynie w moją stronę. Piszczę i uciekam, gdy wyczuwam dno. Gdy tracę równowagę czuję jak moja góra od stanika się odpina. Szybko łapię za sznurki i wiążę je, gdy klękam na piasku. Widzę Steph i Chloe, które śmieją się ze mnie. Wyglądam na pewno zabawnie. Marszczę czoło, gdy Harry mnie wymija. Podnoszę się i rzucam się na jego plecy przez co obala się i ląduje pod wodą. Zayn wiwatuje, a Niall kręci głową ze śmiechem. Koncentruję na nich uwagę i Harry wykorzystuje to łapiąc mnie w pasie. Unoszę się nad wodą więc zaczynam piszczeć. Biegnie ze mną na pomost.
- Harry!- Krzyczę, gdy puszcza mnie i uderzam o taflę wody, a potem kilka razy obijam się o dno. Od małości lubiłam pływać, więc jestem dość dobrą pływaczką. Teraz jestem niestety osłabiona i na pewno nie dam rady pokonywać takich dystansów jak przedtem. Pozwalam unieść się wodzie i udaję topielca.  Gdzieś w oddali słyszę pisk Steph i twierdzę, że była koło mnie jak Harry wrzucał mnie do wody. Zaczynam myśleć, że to co zrobiłam było bezmyślne i w momencie, gdy chcę się obrócić na plecy, silne ręce łapią mnie w talii i zostaję wyciągnięta na pomost. Wyczuwam, że to Harry więc, gdy kuca nade mną, ja wybucham śmiechem i składam pocałunek na jego ustach.
- Rose!- Krzyczy na mnie, a Steph wzdycha.
- Od razu wiedziałem!- Chwali się Niall. Styles wstaje i idzie w kierunku zejścia z pomostu. Robię usta w dzióbek, a następnie wzdycham i biegnę za nim. Siada na kocu więc staję nad nim.
- Przepraszam. Wiem to było głupie, ale trzeba było mnie nie wrzucać do wody- Zakładam ręce na piersi, a on podnosi głowę i patrzy na mnie ze złością w oczach.
- Przestraszyłaś mnie- Syczy przez zęby- Nie rób tego nigdy więcej
- Dobrze- Mówię i siadam obok niego. Kładę głowę na jego ramieniu i obserwuję go.
Po kilku minutach przychodzi do nas Zayn z rękami wypchanymi alkoholem. Każdemu daje po jednej butelce, ale on sam nie pije, ponieważ musi prowadzić auto. Harry otwiera moje piwo i podaje je mi. Wszyscy siedzą na kocach i rozmawiają między sobą. Czuję jak moja głowa zaczyna pulsować, ale nie z powodu alkoholu. Opieram głowę o rękę i oddycham głęboko. Nie wiem co się dzieje, ale wcześniej nic takiego mi się nie zdarzało. Może powinnam pójść na badania? Boję się jednak, że będę musiała spędzić kilka dni w szpitalu, a tego nie zniosę. Mam dość bycia zamkniętą w czterech ścianach.
- Rosie? Wszystko w porządku?- Harry gładzie swoją dłoń na moim plechach i pochyla się delikatnie.
- Tak, jest w porządku- Kłamię, bo nie chcę by się martwił. Był czas, w którym oboje byliśmy jak obłąkani ludzie, którzy bez celu chodzą ciemnymi ulicami. My błąkaliśmy się w swoich myślach. Zgubiliśmy własną drogę i siebie. Los, który nie zna umiaru w swoich niespodziankach sprawił, że nasze drogi znów się złączyły i stanowią kolejny fundament naszego związku. Życie jest wspinaczką, ale widoki są piękne. 
Uśmiecham się sama do siebie i upijam duży łyk alkoholu.
- Niall?- Wołam go.
- Hmm?
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś o motorze?- Podnoszę jedną brew.
- Nie było okazji- Uśmiecha się więc kiwam głową i spoglądam na Harry'ego. Leży na kocu i rozmawia z Zaynem. Patrzę na wodę, a po chwili czuję jak żółć podnosi mi się do gardła. Zakrywam usta dłonią i szybko wstaję. Biegnę do łazienek, a kilka osób dziwnie się na mnie patrzy. Otwieram drzwi i drżąca ręką staram się je prze kluczyć. Opadam przed ubikacją i zwracam wszystko co dzisiaj zjadłam. Łzy spływają po moich policzkach, a ciało całe drży. Spłukuję wodę i opieram się o ścianę.
- Rose?- Słyszę Steph i Chloe.
- Tutaj- Odpowiadam zachrypniętym głosem.
- Otwórz- Instruuje mnie Chloe. Podnoszę się i wychodzę z łazienki. Steph łapie mnie za rękę, gdy nogi mi się plączą i prawie upadam. Z pomocą podchodzę do umywalki i przepłukuję twarz.
- Wiesz od czego to?- Pyta Chloe. Jest pielęgniarką i mam nadzieję, że mi pomoże.
- Nie- Odpowiadam.
- Może coś zjadłaś?- Gładzi mnie po ramieniu.
- Jadłam tylko śniadanie- Wzdycha i przytula mnie.
- Chodźmy. Harry strasznie się przestraszył- Ciekawe jak mu się wytłumaczę. Teraz na pewno mnie stąd zabierze.
- Rose- Stoi przed budynkiem z rekami w swoich kieszeniach od spodni. Podchodzi do mnie, gdy tylko wychodzę.
- Nic mi nie jest- Mówię, a Chloe gromi mnie wzrokiem.
- Dlaczego kłamiesz?
- Przepraszam, po prostu... nie chcę znów wylądować w szpitalu- Wzdycha i przytula mnie.
- Steph, powiedz Malikowi, że wracamy
- Harry- Błagam.
- Nie ma mowy. Pewnie złapałaś jakąś chorobę
- Nie jestem tego pewna- Chloe spuszcza wzrok ze zdenerwowania.
- Co masz na myśli? To przez to, że wcześniej opuściła szpital?- Harry naskakuje na nią. Łapię go za ramię.
- Umm... nie jestem pewna. Niech Rose pójdzie do lekarza- Uśmiecha się delikatnie i szybko ucieka. Spoglądam na Harry'ego. Podnosi jedną brew i podnosi palec.
- Jutro idziesz do lekarza- Otwieram buzię, ale uprzedza mnie- Bez gadania, a teraz chodź do auta.

___________________________________

Witajcie kochani! 
Muszę wam powiedzieć, że góry wywarły na mnie cudowne wrażenie! ^^ Polecam Skalne Miasto w Czechach chodź jedne schody liczą 1500, a jest ich sporo ;) To tak na marginesie :D

Poradziliście sobie z moją zagadką ;D
Ten rozdział w ogóle mi się nie podoba :c Trochę taki bezsensu? No cóż... musi być i mniej ciekawy ;) no i znów zbliżamy się do gorącej akcji :D ale to nie to o czym myślicie ;)

Mam najlepszych czytelników! Haha... Jestem ciekawa kto tak strasznie się nudził :D ale tak jak wcześniej wspominałam tego typu sytuacje mnie nie denerwują tak samo jak pytanie kiedy kolejny rozdział :D 

Hmm... dzisiaj zrobię troszkę inaczej, a mianowicie jeśli będzie 5 dłuuuugaśnych komentarzy dodam szybciutko, a jeśli będzie 20 nie anonimowych to dodam w poniedziałek ;* 

Buziaki :*******

sobota, 24 maja 2014

Rozdział 30

Znacie to uczucie, gdy chcecie by ta chwila trwała wiecznie? Właśnie tego teraz pragnę, chcę by czas stanął w miejscu, a przede mną by klękał Harry. Ja cicho łkałabym cały czas, a on mówiłby te piękne słowa.
To jednak nie żaden sen, ani bajka, to po prostu rzeczywistość i muszę coś zrobić, mimo tego, że serce wali mi jak oszalałe, a ręce trzęsą. Boję się odezwać, ponieważ mój głos pewnie będzie roztrzęsiony.
- Pojawiłeś się jak huragan w moim życiu. Tak nagle, trwałeś chwilę, a gdy odszedłeś zostawiłeś po sobie niezły bałagan. Są ludzie silni i nie. Ja byłam silna dopóki nie natłok wydarzeń. Ty i rodzina sprawiliście, że pogubiłam się na swojej własnej drodze. Nie byłam w stanie udźwignąć bałaganu wewnątrz mojego serca i smutku rodziny. Chciałam by Bóg wziął mnie w swoje ręce i bym mogła czuć się kochana, bezpieczna... chciałam patrzeć na was z góry i cieszyć się waszym szczęściem. Byłam zbyt samolubna w swoich poczynaniach. Nie wzięłam pod uwagę, że nie mogłabym zobaczyć na waszych twarzach szczęścia gdybym odeszła. Bóg mi pomógł, bo sprawił, że przeskoczyłam kilka rozdziałów do przodu i mogłam z każdym dniem walczyć z bólem. Na moim sercu jest blizna, którą mi sprawiłeś, ale takich rzeczy nie idzie się pozbyć, ona już tam będzie, a ja nigdy nie zapomnę. Miłość jest jednak piękna, bo przetrwa wszystko i wiedz, że mur, który budowaliśmy nie rozsypał się do końca. Myślę, że jeśli będziemy walczyć to go naprawimy. Musimy tylko chcieć- Przełykam głośno ślinę. Ciągle bawię się kawałkiem mojej białej sukienki- Każde serce ma swój brakujący element. Ludzie szukają swojej drugiej połówki bardzo długo, a my znaleźliśmy się tak szybko. Jesteś brakującym elementem mojego serca- Podnoszę wzrok i prawię rozsypuję się widząc jego łzy- Kocham cię, Harry- Wpatruję się w niego wyczekująco, ale on nic nie robi. Patrzy na mnie jak zahipnotyzowany szklistymi oczami i policzkami mokrymi od łez. Niezdarnie poprawiam swoje włosy. Czuję się zawiedziona, ale nie rozumiem, dlaczego nie chce nic zrobić, powiedzieć, przecież on też mnie kocha; tak powiedział. Kręcę głową z dezaprobatą i chwytam wózek, z zamiarem odjechania. On nagle łapie moją twarz w swoje ręce i przywiera swoimi ustami mocno, do moich. Czuję jak wszystko co złe ulatnia się ze mnie, a wnętrze wypełnia  radość i szczęście. Oplatam dłońmi jego kark, a gdy odsuwa się by zaczerpnąć powietrza, wybucham płaczem.
- Tak się bałam- Szepcę i mocno się przytulam.
- Moja Rosie- Chwyta moje nogi i podnosi się ze mną.
- Co robisz?- Uśmiecham się i wycieram łzy.
- Sądziłem, że chcesz w końcu wyjść ze szpitala, ale jeśli nie to mogę cię zawieźć do sali- Odwraca się przodem do budynku.
- Nie!- Piszczę- Zabierz mnie stąd- Spoglądam w jego pełne szczęścia, oczy. Uśmiecha się i niesie mnie w stronę auta.
- Czekajcie!- Słyszę głos dziewczyny, a nagle przed nami staje Chloe- Masz wypis- Wygląda jakby przebiegła kilkanaście kilometrów- Prawie bym zapomniała. Byłam trochę zajęta- Rumieni się- Och... wyglądacie tak ślicznie- Całuje mnie w policzek- Pa!- Krzyczy, a Harry wybucha śmiechem.
- Co cię tak bawi?- Spoglądam na niego.
- Był u niej Niall, nie wnikam dlaczego była taka zajęta- Chichoczę w jego klatkę i zatrzymuję wzrok na jego przesłodkich dołeczkach. To nie sen, prawda?
-Kocham cię- Oplatam dłońmi jego kark.
- Powtórz to
- Kocham cię, kocham cię, Harry

Harry wnosi mnie do swojego mieszkania. Wyglądamy jak młoda para. Jego umięśnione ręce trzymają mnie jak pannę młodą, a ja mam na sobie białą jak śnieg sukienkę. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Teraz mam wszystko.
- Nie wierzę, że zrobiłeś to dla mnie- Sadza mnie na kanapie.
- Dla ciebie wszystko- Serce rozpływa mi się na tak wiele słów z jego strony.
- Chciałabym zobaczyć cię naprawiającego auto- W moich myślach pojawił się jego obraz przy samochodzie, bez koszulki....- Wyglądasz seksownie- Zakrywam buzię ustami i szybko rumienię się. Nie chciałam tego powiedzieć.
- Tak uważasz?- Harry wyszczerza się.
- Harry- Jęczę. Poprawia kosmyk moich włosów.
- Nie wierzę, że to dzieje się naprawdę
- Ja też- Patrzę w jego oczy, następnie na usta. Tak bardzo za nimi tęskniłam. Za jego pocałunkami, za nim, za wszystkim co z nim związane.
Pochylam się i złączam nasze usta. Harry chwilę jest zdezorientowany, ale otrząsa się i odwzajemnia mój pocałunek. Wplątuję swoje palce w jego włosy, a on jęczy w moje usta, wywołując falę przyjemności w moim brzuchu. Odrywa się ode mnie by po chwili chwycić mnie i przenieść do sypialni. Kładzie mnie na łóżku. Zagryzam wargę, gdy ściąga swoją koszulkę i ukazuje swoją wyrzeźbioną klatkę.
- Cofnij się- Instruuje mnie. Podpierając się na rękach, przesuwam się prawie na koniec łóżka. Wchodzi na łóżko i każe mi usiąść. Całuje moje usta, szczękę i szyję. Ciepłymi rękoma odpina moją sukienkę i ściąga ją z moich ramion. Kładę się, a on zsuwa ją do końca. Widzę jego jabłko Adama, gdy przełyka ślinę, patrząc na mnie. Odgarniam niesforne loki z jego twarzy. Pochyla się i składa pocałunki na mojej szyi, dekolcie i brzuchu. Wiję się pod nim, pragnąc więcej. Gdy łączy nasze usta, ja próbuję odpiąć jego spodnie, gdy dość długo mi to zajmuje, pomaga mi i zsuwa je ze swoich nóg. Ssie skórę na mojej szyi, następnie po wrażliwym miejscu, przejeżdża językiem.
- Harry- Jęczę, chcąc więcej. Tak bardzo za nim tęskniłam. Zwinnie pozbywa się mojego stanika, a gdy przychodzi kolej na majtki, spogląda na mnie niepewnie. Kiwam delikatnie głową, a on zsuwa dolną bieliznę. Obejmuję jego kark, gdy czuję jak powoli we mnie wchodzi. Jęczę, gdy całuje moją szyję i przyśpiesza.
- Spójrz na mnie- Jego głos jest pełny namiętności i opiekuńczości. Patrzę w jego oczy, a on całuje mnie w usta. Jest o niebo lepiej niż za pierwszym razem. Nie czuje już tak wielkiego bólu, lecz czuję przyjemność.
Wbijam paznokcie w jego plecy i wiję się.
Wygląda cudownie w delikatnym świetle księżyca. On jest piękny i należy do mnie. Nie mogę nadal uwierzyć w to, że spełniają się moje marzenia.
- Kocham cię- Szepce.
- Kocham cię- Odpowiadam i szczytuję jęcząc jego imię. Opada obok mnie i przykrywa się kołdrą. Przytulam się do jego rozgrzanego ciała, a jego ramię mocno mnie oplata, jakby bał się, że zniknę, albo rozpłynę się jak powietrze. Nie chcę uciekać, chcę tak zostać... już na zawsze, bo mam wszystko czego pragnę.

Budzę się owinięta kołdrą, a gorące słońce wpada przez okno. Przeciągam się i ziewam. Tak strasznie dobrze obudzić się gdzieś indziej. Wstaję z łóżka, nadal owinięta kołdrą. Przytrzymuję się szafki, a gdy utrzymuję równowagę, małymi kroczkami kieruję się do drzwi. Prawie wpadam na drzwi, potykając się o własne nogi. Zamykam oczy i oddycham głęboko. Chwytam klamkę i wychodzę. Dociera do mnie śpiewanie Harry'ego. Uśmiecham się mimowolnie i podpierając się wszystkiego idę za jego głosem. Docieram do małej kuchni. Podchodzę cichutko i łapię go od tyłu. Odwraca głowę i uśmiecha się. Jego ręce łapią mnie w talii i przyciągają do siebie.
- Cześć, kochanie- Całuje mój nosek.
- Hej- Całuję go w usta.
- Nie powinnaś sama chodzić- Upomina mnie, gdy ja kradnę mu kanapkę.
- Przepraszam
- I ubierz coś na siebie, bo mam ochotę znowu cię przelecieć- Wytrzeszczam oczami, a on się śmieje. Przełykam ślinę i szybko opuszczam kuchnię. Wyciągam z jakiejś szafy jego koszulkę i idę do łazienki. Chciałabym już w końcu normalnie chodzić. Tylko tego mi teraz brakuje. Wchodzę do wyszukanej przeze mnie łazienki. Biorę prysznic i przypominam sobie noc. Jestem w niebie, a nawet wyżej.
Wychodzę spod prysznica, wycieram się ręcznikiem uszykowanym przez Harry'ego i ubieram się. Myję jeszcze zęby, a następnie związuję swoje włosy. Krzywię się na widok mojej skóry, przydałoby się jej trochę natłuszczenia. Rozglądam się po pomieszczeniu i nagle na półce znajduję balsam. Szafka jest dość wysoko i muszę wspiąć się mocno na palce by jej dosięgnąć. Harry pewnie nie ma takiego problemu, jest wysoki. Szukam czegoś o co mogłabym się podeprzeć, ale jest tylko ściana. Wspinam się mocno na palce i gdy już prawie mam go w dłoni, tracę równowagę, a moje nogi staja się jak z waty. Upadam zahaczając ręką o rzeczy na szafce. Uderzam głową o kant prysznicu, a na mnie ląduje koszyk z jakimiś rzeczami Harry'ego oraz małe lusterko, które rozbija się na podłodze i kaleczy moją stopę.
W tej chwili mam ochotę się rozpłakać, ponieważ przez swoją głupotę nie mogę wykonać nawet zwykłej czynności, do tego narozrabiałam. Czy ja nie mogę mieć dłuzej niż dzień szczęścia?
- Rose?- Słyszę zdenerwowany głos Harry'ego- Wszystko w porządku?
- Tak- Mówię płaczliwym głosem i mam ochotę dać sobie w twarz.
- Rose, wpuść mnie- Szarpie klamkę.
- Nie
- Dlaczego?
- Bo narozrabiałam- Nie odpowiada, a po chwili słyszę jak przekręca zamek. Ma klucz- No i nie mogę- Kończę gdy wchodzi.
- Rose!- Podbiega do mnie- Nic ci nie jest?
- Nie- Moja dolna warga zaczyna niebezpiecznie drżeć.
- Cholera, twoja stopa
- Co z nią?- Spoglądam i nagle piszczę- Nie dobrze mi- Jęczę.
- Od kiedy nie znosisz patrzenia na krew?
- Odkąd widziałam jej litry- Uśmiecha się rozbawiony.
- Dobra, co się stało?- Zbiera wysypane rzeczy.
- Chciałam zdjąć balsam, ale nie miałam się czego podeprzeć. I gdy już go prawie miałam, straciłam równowagę no i...
- Mogłaś mnie zawołać- Marszczy czoło.
- Nie rozumiesz, że nie chce być kaleką? Chcę robić wszystko sama, tak jak dawniej! To jest jakaś, pieprzona kara, tak?!- Patrzy na mnie z litością- Przepraszam.
- Ok, nic się nie stało- Podnosi mnie i zanosi do salonu.
- Jestem niezdarna, co?- Patrzy na mnie z rozbawieniem.
- Każdemu mogło się zdarzyć- Wpatruje się w niego, gdy w skupieniu oczyszcza moją ranę. Nakleja plaster, a na koniec całuje skaleczoną stopę.
- Możesz pooglądać telewizję, a ja pójdę posprzątać
- Jasne- Uśmiecham się. Włączam telewizję i kładę głowę na poduszce. W tyle głowy czuję dziwne uczucie, a gdy dotykam delikatnie palcami wyczuwam guza. Wzdycham i okręcam się wygodnie.
Harry wraca po kilku minutach z balsamem w ręce. Siada na końcu kanapy i chwyta moją nogę. Wyciska balsam i zaczyna go wsmarowywać w nogę.
- Mmm- Zamykam oczy. Jakoś szybko mija ta chwila i gdy prawie zasypiam, on kończy. Wciska się za mnie i obejmuje mnie ręką w talii. Głowę kładzie w zagłębieniu mojej szyi i całuje swoje dzieło. Odrywa się od skóry, gdy dzwoni dzwonek do drzwi.

__________________________

Niespodzianka! 

Ojej! Napisałam ten rozdział! Jeeej! Nie lubię pisać scen +18, bo mi nie wychodzą, tak więc przepraszam xD
Mam nadzieję, że wam się podoba ;) 
Dodaję dziś, ponieważ w środku tygodnia nie dodam, bo mam wycieczkę :D 

Cieszę się, ze jakiemuś anonimowi tak się spodobało, że był skłonny dodać kilka komentarzy haha :* nie jestem zła ;) możecie tak mi nabić 40 komentarzy :d nie obrażę się xD to nie one są ważne 

Kurde... miałam coś jeszcze napisać, ale zapomniałam :/ 
A! Już wiem! Haa....
Ciekawe kto będzie sprytny i znajdzie coś w tekście :D to jakby ukryta wiadomość (?) powodzenia ;) możecie pisać swoje propozycje w komentarzach ;) 

Buziaki ;*

piątek, 23 maja 2014

Rozdział 29

"- Zaczekaj- Dziewczyna staje przede mną i patrzy na mnie wzrokiem, z którego nie mogę nic wyczytać. Rose była jak otwarta księga, jej emocje można było czytać przez oczy. Może to nie zaleta, ale ja to kochałem i kochać będę."

Brąz włosy pielęgniarki układają się kaskadami na jej chudych ramionach. Patrząc na nią uświadamiam sobie jak bardzo tęsknię za Rose. Chcę by znów objęła mój kark i wplotła swoje delikatne palce w moje włosy. Pocałowałbym jej słodkie usta, a ona oddała by pocałunek, wszystko byłoby tak jak dawniej. Szybko otrząsam się z swoich surrealistycznych marzeń.
- Nie jesteś z rodziny...- Gdzieś we mnie jest złość, ale nie potrafię zidentyfikować tego miejsca. Denerwuje mnie to, że jej tu nie ma, denerwuje mnie to, że nie wiem czy się obudzi, denerwuje mnie to, że nie chcą mi powiedzieć nic na temat jej zdrowia.
- Nie musisz kończyć, znam tę gadkę na pamięć- Przewracam oczami. Robię krok by ją wyminąć, ale ona łapie mnie za łokieć i spogląda na mnie wzrokiem jakby traciła właśnie swoją cierpliwość. Wygląda zabawnie. Pamiętam jak Rose marszczyła swój nosek gdy coś jej nie pasowało, to też było zabawne.
- Daj mi skończyć- Syczy- Chciałam powiedzieć, że wiem, że nie jesteś z rodziny, ale wiem kim dla niej jesteś i...- Spogląda na mnie. Jestem jak tykająca bomba i jeśli zaraz nie dowiem się prawdy to wybuchnę- Ona... obudziła się- To był cios, który we mnie uderzył jak strzała prosto w serce. Tak bardzo na to czekałem, ale teraz gdy to dzieje się naprawdę, nie wiem co zrobić. Mam ochotę wbiec do jej pokoju i ją uściskać, ale wiem, że ona nie chce mnie widzieć. Wewnątrz mnie panuje wielki chaos. Zwycięża jednak lęk, tak głupi i silny. Zaczynam się cofać, aż w końcu wybiegam ze szpitala. Czasami mamy swoje słabości i lęki. Chodź bardzo chciałem jej przebudzenia się, nie brałem pod uwagę lęku z jakim będę musiał się zmierzyć. To przeze mnie to zrobiła, wiem to i jeśli wszedłbym tam musiałbym umrzeć... umrzeć z lęku i smutku na widok jej cierpienia. Lęk jest w nas i nie idzie się go pozbyć.

Rose

Budzę się, gdy jest pora obiadowa. Zauważam kolejną różę co oznacza, że tu był. Wzdycham i kładę się na boku. Powstrzymuję się jednak od wspomnień o nim i mobilizuję się do ćwiczeń. Chcę w końcu stanąć na trawie i zobaczyć zieleń.
- Rose!- Chloe wbiega do sali omal się nie zabijając.
- Coś się stało?- Poprawiam się na łóżku, a ona wyciera spod ze swojego czoła. Zauważam, że jest ubrana w normalne rzeczy.
- Mam dzisiaj wolne, ale musiałam tu przyjechać. Nienawidzę autobusów bez klimatyzacji- Wzdycha i wypija moją wodę. Chichoczę cicho.
- Co takiego się stało?
- Był wczoraj tutaj Harry...
- Mhm...
- No i wie, że się obudziłaś! Powiedziałam mu! Przepraszam!
- C-co?- Oddech uwiązł mi w gardle na samą myśl, że on o tym wie- Co teraz?
- Cześć...- Do pokoju wchodzi Steph- Co macie takie miny?
- Harry wie, że się obudziłam- Jestem przerażona, cała w środku drżę.
- To chyba świetnie, nie?
- Raczej nie. Nie jestem pewna czy chcę go widzieć- Steph wzdycha.
- To ja już pójdę. Pa- Wychodzi zanim jej odpowiadam.
- Rose, musisz wiedzieć, że on wiele zrobił z myślą o tobie i sądzę, że mu się to należy.
- Czy może w końcu mi ktoś powiedzieć co się stało przez ten czas, a nie żyję w ciągłej niewiedzy?
- Jasne, przepraszam- Steph siada obok mnie i kradnie mi truskawkę. Patrzę na nią wyczekująco- A więc...Twój tata awansował w pracy i praktycznie ciągle go nie ma i chyba kogoś sobie znalazł- Zaraz...Co? Mój tata ma nowa partnerkę? Mam nadzieję, że ma więcej skrupułów niż moja matka- Twoi rodzice są już po rozwodzie. Mama wyjechała z siostrą, ale dzwoniły kilka razy pytając o ciebie. James jest zaręczony z Emily. Są świetną parą. Niall rozmawiał z Ronn i uświadomił jej kilka rzeczy Na przykład, że nie spotyka się z sukami- Wybuchamy śmiechem- Ale poskutkowało, bo się zmieniła. Ja spotykam się z Zaynem- Pamiętam, gdy chciała zdobyć jego numer, a on powiedział, że nie pamięta. Po za tym to przyjaciel Harry'ego.
- Jak to?
- Często widywałam się z Harrym no i on kilka razy też tam był. Nie mogę w to uwierzyć!- Jest tak bardzo podekscytowana.- Styles był załamany, gdy dowiedział się co się stało. Musiał mu ktoś pomoc. Horan wyjechał w tym czasie na kilka miesięcy do kuzynki, która zachorowała na białaczkę.
- Rozumiem. Och, co u niej?
- Nie żyje.
- O Boże. Przepraszam.
- Ok.ok. To od Zayna wiem wiele rzeczy na temat Harry'ego. Zaczął od zerwania z dyrektorką, pogodził się z bratem oraz rodziną. Zmienił swoje życie i teraz sam zarabia na swoje utrzymanie, a swoje pieniądze przelał na szpitalu w Wolverhampton dla dzieci chorych na białaczkę oraz na twój oddział. Podobno wspomógł biedne rodziny i zawsze mówił, że to dla ciebie i to ty jesteś jego motywacją. Chodzi do pracy i zmienił się z charakteru. Panuje nad gniewem, jest wrażliwy, pomocny i uczynny- Chwilę jestem jakby w innym świecie. Staram się by dotarło do mnie to co powiedziała, ale trudno mi w to uwierzyć. Nie wierzę, że Harry coś do mnie czuje. Przecież byłam jego zabawką, tak? Miał mnie wyrzucić i na zawsze zapomnieć,a  nie odłożyć w kąt i pobawić się jak mu się przypomni.
Myśl jednak, że o mnie nie zapomniał i zrobił tyle z myślą o mnie sprawia, że żołądek ściska mi się, a serce szybko kołacze. Nie wiem co powiedzieć, jestem szczęśliwa, że o mnie pamięta. Przytulam szybko Steph i zaczynam płakać.
- Heeej- Pociera moje plecy.
- Czy-czy... on... Czy on mnie kocha?
- Sądzę, że nad życie. Widziałam jak użalał się nad sobą i płakał- Jestem pewna, że Steph słyszy moje serce- A ty... kochasz go?
- Kocham go cały czas i nigdy nie przestanę- Zamykam oczy i wyobrażam sobie nasze spotkanie. Chcę by było natychmiast. Tu i teraz.

Harry

Minął prawie tydzień od czasu, gdy dowiedziałem się, że Rose obudziła się. Choć bardzo chciałem ją zobaczyć zbyt lękałem się. Jestem ciotą i idiotą. Powinienem o nią walczyć, a nie siedzieć z piwem w ręce na kanapie i użalać się nad sobą.
Przypominam sobie jak rozmawiałem z ojcem. Powiedział mi coś co powinno być dla mnie motywacją.

- Kobieta chce życia jak z bajki i księcia z niej. Musisz jej po prostu to dać. 
- Co jeśli nie chcę?
- To znaczy, że jej nie kochasz, bo jeśli byś ją kochał, zrobiłbyś dla niej wszystko

Wstaję z kanapy i idę do łazienki. Biorę prysznic i zmieniam ubranie.

- Prawdziwa miłość przetrwa wszytko i zostanie na zawsze. Nie możesz sądzić, że już cię nie kocha. Miłość jest albo nie ma jej w ogóle. 

Zakładam buty i zbiegam ze schodów kamienicy.

- Nic nie osiągniesz, gdy nie będziesz walczyć

Wsiadam do auta i odjeżdżam.


Rose

Minął miesiąc. Miesiąc odkąd Harry dowiedział się o prawdzie. Spędziłam cały czas na czekaniu na niego, ale nadaremnie. On nie przychodził, kwiaty więdły i nie pojawiały się nowe by można było zastąpić stare. Potrzebowałam świadomości, że za mną tęskni i o mnie myśli. Ćwiczyłam wmawiając sobie, że muszę zacząć normalnie funkcjonować i może wtedy się mną zainteresuje, ale on po prostu stchórzył. Bał się i ja też. Jednak znaczna większość mnie do niego ciągnęła. Śmiem myśleć, iż Harry się zagubił i nie potrafi odróżnić miłości od troski i zauroczenia.
Chciałabym mieć własnego wymarzonego księcia na białym koniu, który by mnie rozumiał... ale czy to nie byłoby nudne? Sprzeczki to element związku....
I znów marzę o moim i Harry'ego związku, nie mogąc dopuścić do siebie myśli, że to nigdy nie będzie działo się naprawdę.
- Nooo, Rose. Jedziemy- Chloe chwyta rączki od wózka i pcha mnie w stronę windy.
- Nienawidzę windy- Marudzę
- Już niedługo nie będziesz musiała z niej korzystać- Mruga do mnie i ciągnie wózek, gdy drzwi się otwierają. Jestem podekscytowana świadomością, że zobaczę dwór. Jest już początek lata i chcę widzieć ten cudowny krajobraz.
- Gotowa?
- Jasne!- Chloe otwiera drzwi szpitalne i nagle uderza we mnie oślepiające słońce, które wręcz parzy. Przez chwilę jestem niezadowolona, ale gdy otwieram oczy zauważam cudowną zieleń i kolorowe kwiaty. Wytężam słuch, a wtedy docierają do mnie wszystkie wesołe śpiewy ptaków i krzyki dzieci. Mimowolnie uśmiecham się i ponaglam Chloe by zawiozła mnie na trawę.
Zatrzymujemy się na środku trawnika. W około mnie jest kilka drzew, są też o białych liściach. Wygląda jak prawdziwy raj. Nie mogąc się powstrzymać, zbieram wszystkie swoje siły i unoszę się na dłoniach. Uśmiech rośnie na mojej twarzy, gdy odrywam się od wózka. Chloe pomaga mi utrzymać równowagę. Zdejmuję szpitalne kapcie i dotykam bosymi nogami trawy. Bawię się palcami, a zieleń łaskocze moje stopy. Zaczynam się śmiać, a następnie przytulam Chloe.
- Byłam głupia chcąc to wszystko stracić, teraz widzę gdzie czai się szczęście- Mówię jak zahipnotyzowana.
- Cieszę się, że tak sądzisz- Całuje mnie w policzek- Czeka cię jeszcze jedna niespodzianka- Odwraca głowę w lewo, patrzę w tym kierunku i zauważam jakieś auto, którego nie znam. Po chwili męska sylwetka wychodzi z niego. Słyszę charakterystyczne kliknięcie drzwi. Mężczyzna odwraca się, a ja siadam na wózku. Nie oddycham chwilę, ręce zaczynają mi się pocić, a serce za chwilę chyba przebije mi skórę.
- Zabierz mnie... gdziekolwiek- Mówię rozhisteryzowanym głosem.
- Spokojnie- Bawi się moimi włosami. Spoglądam na niego i zauważam anioła. Jego nogi twardo kroczą, koszula rozwiana jest na boki, mierzwi swoje włosy, a promienie słońca padają na niego. Wycieram szybko łzę.
Muszę uciec, muszę uciec...
- Rose- Zamykam oczy, a jego głos kilkakrotnie powtarza się w mojej głowie. Ta niesamowita barwa i chrypka... Podnoszę wzrok.
- Harry- Szepcę cichutko. Klęka przede mną i zanim się orientuję on przytula mnie mocno. Właśnie obejmuję największą wartość mojego życia.
Nie mogąc dłużej wytrzymać, wybucham płaczem.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem- Ściska mnie jeszcze mocniej.
- Nawet nie wiesz jak długo czekałam na tę chwilę
- Przepraszam, że stchórzyłem, przepraszam za wszystko. Nie mógłbym cię zostawić, jesteś dla mnie światełkiem w tunelu. Sprawiasz, że moje życie nabiera sensu... O nie, to nie było tak- Chichoczę cicho, gdy drapie się po głowie- Ok, improwizuje- Ociera moją łzę- Twoje łzy są dla mnie cierpieniem, twój smutek jest dla mnie bólem więc proszę nie płacz, bo sprawiasz, że cierpię. Nie mogę znieść świadomości, że chciałaś ze sobą skończyć z mojego powodu. To jak zabicie części mnie, bo jesteś brakującym elementem mojego serca i muszę o nie dbać jak o własne. Już nigdy nie pozwolę by stała ci się jakaś krzywda. Chcę by i moje serce było częścią twojego, ponieważ.... Kocham cię, Rose.


___________________________

No i mamy wielki powrót Harry'ego!

Jeeest! W końcu! Przepraszam, ale pewnie rozumiecie, że niedługo wystawianie ocen i w ogóle. 
Sądzę, ze rozdział jest w miarę. 
Dziękuje za wszystkie komentarze!!! Ach... kocham was!
+ Wszystkie cytaty, które nie są w cudzysłowu są mojego autorstwa ;) 

25 KOMENTARZY= NEXT 

Pozdrawiam ;*

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 28


Życie to dar od Boga i powinniśmy je szanować. Czasem jednak podczas naszej egzystencji nie zauważamy tego co mamy na wyciągnięcie ręki. Myślimy, że szczęście jest daleko, gdzieś ukryte i musielibyśmy wiele pokonać by je zdobyć. Jednak błądzimy i oszukujemy samych siebie, ponieważ jest ono bliżej niż nam się wydaje. Po prostu jest świetne w swoim ukrywaniu się. Czai się w małych rzeczach. Mogą być to przedmioty, ale także i ludzie. Więc zanim zaczniecie ubolewać nad waszym brakiem szczęścia zastanówcie i przyjrzyjcie się swojemu życiu i nie popełniajcie tego błędu co ja. Nie widziałam szczęścia, ani promyka nadziei. Teraz wiem, że to czai się w ludziach, których mam na wyciągnięcie ręki.

Zostaję wyrwana ze snu przez pielęgniarkę. Byłabym normalnie zła, że o piątej rano każą mi się obudzić by tylko zmienić kroplówkę i zmierzyć temperaturę itp., jednak sen, który mi się śnił nie należał do najlepszych.
- Podnieś rękę- Powoli unoszę kończynę, a kobieta patrzy na mnie złym wzrokiem jakby nie wiedziała, że tyle czasu spędziłam w śpiączce- Przytrzymaj- Nakazuje, a w tym czasie zmienia kroplówkę i plaster przy moim wenflonie. Walczę z oczami, które same mi się zamykają. Próbuję zająć czymś mózg żeby nie spać. Jedyną rzeczą, którą potrafię się zająć jest myślenie o Harrym. Chciałabym go zobaczyć i dotknąć. Sprawdzić czy się zmienił i czy jego skóra nadal emanuje takim ciepłem. Strach jednak sprawia, że to nie jest takie proste. Nadal w moim sercu jest dziura, której nigdy do końca nie da się załatać.
Termometr oddaje charakterystyczny dźwięk i wyciągam go spod pachy. Pielęgniarka kiwa głową, posyła delikatny uśmiech i opuszcza pokój. Wzdycham głośno i przeczesuje wzrokiem pomieszczenie. Zamykam oczy, a pojedyncza łza spływa po moim policzku. Przedtem było skompilowanie i trudno, ale teraz jest jeszcze gorzej, bo jestem w czarnej dziurze i ciągle spadam, grunt pode mną się załamał. Nie wiem na jakim etapie w życiu jestem.

Budzę się przed śniadaniem, a moim odruchem jest chęć wstania i pójścia do łazienki. Szybko orientuję się, że nie mam takiej możliwości. Czuję jakbym nie miała czucia w nogach, chociaż tak nie jest. Całe ciało jest zbyt zdrętwiałe i bez silne bym mogła normalnie funkcjonować. Nie sądziłam, że mogę tak bardzo pogorszyć sprawę. Jak na razie jestem skazana na łóżko, ponieważ nie mogę chodzić i mam ograniczone ruchy.
- Dzień dobry, Rose- Podnoszę wzrok i spoglądam w stronę lekarki- Jak się czujesz?
- Trochę lepiej- Odpowiadam- Kiedy będę mogła chodzić?- W tej chwili moim marzeniem jest stanąć boso na zielonej trawie i wdychać świeże powietrze oraz zapach cudownych kwiatów.
- Czeka cię kochanie rehabilitacja. Musisz obudzić twoje mięśnie- Uśmiecha się i notuje coś na kartce- Odwiedzi cię dziś okulista i jeśli mi się uda to załatwię ci rehabilitacje.
- Dobrze, bardzo pani dziękuję
- Musze dbać o mojego pacjenta- Mruga jednym okiem- Muszę już iść, bo za chwilę wyjeżdżam. Do zobaczenia, Rose.
- Do widzenia- Żegnam się z kobietą, która po chwili wychodzi.

Czas w szpitalu ciągnie się bardzo długo i z jednej strony jest to dobre, a z drugiej złe, ponieważ dobija mnie tysiąc myśli na sekundę. Przed obiadem odwiedza mnie okulista i okazuje się, że to nic poważnego i wada sama z biegiem czasu zniknie. Ciesze się, że to chociaż jedna dobra wiadomość od kilku dni.
- Przyniosłam ci obiad- Do pomieszczenia wpada Chloe. Kładzie talerz na szafce i poprawia swój biały fartuch.
- Dziękuję, ale nie jestem głodna- Uśmiecham się do niej delikatnie.
- A czy ty kiedykolwiek jesteś głodna?- Wzdycha- Same kości nie są atrakcyjne- Pokazuje mi język i podchodzi do kwiatów na szafie.
- Był tutaj wczoraj?- Pytam chociaż dobrze wiem, że tu był.
- Nie wiem- Wyrzuca zwiędłe róże do kosza- Szybciej wczoraj kończyłam pracę.
- Och...
- Tęsknisz za nim?
- Co?- Moje ręce natychmiastowo zaczynają się pocić.
- Nic. Nic. Wasza historia chyba jest ciekawa. Opowiesz mi ją kiedyś?
- Chloe wydaje mi się, że to strata czasu.
- Ciągle nie, nie, nie- Marudzi.
- Zawieź mnie na stołówkę- Odwraca się z szeroko otwartymi oczami.
- Ja... ja nie wiem czy to dobry pomysł- Przeczesuje swoje włosy.
- Proszę- Prawie piszczę.
- Ugh... no dobra- Pomaga mi usiąść, a następnie z trudem udaje mi się usiąść na wózku. Wzdycham z ulgą, gdy wyjeżdżamy z pokoju i w końcu mogę zobaczyć jakieś inne kolory i innych ludzi. Pielęgniarki uśmiechają się do mnie, a pacjenci mierzą wzrokiem. Zaczynam czuć się niepewnie od wścibskich spojrzeń. Na stołówce panuje wielki gwar i mogę dostrzec ludzi w różnych wiekach. Dzieci ganiają się po pomieszczeniu, nastolatkowie grają w gry, a dorośli gawędzą między sobą. Zauważam, że nie pasuję do żadnej z tych grup.
- Rose?- Chloe staje przede mną.
- Hmm?
- Chcesz tutaj zostać?- Wzdycham i kręcę głową.
- Mogę wypożyczyć jakieś gry żeby z tobą zagrać
- Dziękuję Chloe, ale chcę zostać na chwilę sama- Kiwa głową i pomaga mi z powrotem położyć się na łóżku. Odstawia wózek i wychodzi z pokoju. Okręcam głowę i wybucham płaczem.
Chcę wierzyć, że to co zrobiłam wyszło mi na dobre, ale tak nie jest. Czuję się inna, odrzucona. Do tego sprawiłam, że inni przeze mnie cierpieli.
Czasem w życiu robimy coś myśląc, że to sprawi, iż będzie dobrze, że znikną wszystkie problemy. Jednak nasze myśli są samolubne, bo tak naprawdę myślimy tylko o sobie. Nie bierzemy pod uwagę cierpienia innych lecz to co nam wyjdzie na dobre. Wydaje mi się, że Bóg ukarał mnie za tę samolubność.

Podciągam nosem w momencie, gdy drzwi się otwierają. Wycieram swoją twarz i spoglądam na drzwi. Zamieram gdy rozpoznaję figurę. Nie. Nie. To nie możliwe by Harry przyszedł akurat teraz, w tym momencie.
- Cześć- Jego głos jest jakiś inny. Zbliża się do mnie, a wtedy rozpoznaję, że jest to Jace. Wzdycham z ulgą i zauważam, że wstrzymywałam powietrze.
- Um... cześć- Poprawiam szybko włosy.
- Jak się czujesz?- Siada na krześle obok mnie.
- Fizycznie lepiej- Uśmiecham się delikatnie.
- Jakie to uczucie obudzić się po takim czasie?- Pociera rękoma o swoje uda.
- To jakby minęło ci pół życia. Wydaje mi się, że wiele mnie ominęło- Wzdycham.
- Chyba tak jest- Marszczę czoło. Jace wydaje się być zakłopotany.
- Czy... czy to co zrobiłaś to... przez Harry'ego?- Widzę jak bardzo niepewnie czuje się w tej rozmowie. Z resztą ja też. Wydawało mi się, że jest dla mnie oschły, a teraz zjawia się tutaj taki troskliwy.
- To nie jest najlepszy temat- Kiwa głową-... ale nie chodziło tylko o niego- Podnosi na mnie wzrok.
- Sądziłem, że jesteś dla niego kolejną zabawką, ale on naprawdę cię kocha. Zrobił dla...- Przerywa nagle- Przepraszam, nie powinienem tego mówić
- Jest ok- Mówię choć w moich oczach są łzy.
- Pani Rosalia?- Do pomieszczenia wchodzi chłopak.
- Tak- Odpowiadam zaskoczona wizytą.
- Jestem rehabilitantem i poproszono mnie bym do pani przyszedł- Jeśli wszyscy rehabilitanci tak wyglądają to mogę częściej łamać nogi.
- Tak. Tak. Proszę- Uśmiecham się.
- Ja już pójdę. Do zobaczenia, Rose- Jace wychodzi i zdążam mu tylko pokiwać.
- Jak się pani czuje?- Pyta chłopak, gdy przygotowuje łóżko.
- Dobrze- Odpowiadam- Umm... czuję się trochę staro, gdy mówisz na mnie 'pani'- Rehabilitant śmieje się i zauważam w jego policzkach znajome dołeczki.
- W takim razie... jestem Max- Podaje mi rękę.
- Rose- Ściskam jego dłoń i uśmiecham się. Piszczę i zaczynam się wiercić, gdy chwyta moją nogę.
- O matko wyglądałaś jak foka- Czuję jak na moje policzki wkrada się czerwień.
- Dzięki- Przewracam oczami- Powinieneś być bardziej delikatny- Śmieje się.
- Wiesz, że w tym szpitalu wiele mówi się na twój temat?- Przełykam głośno ślinę.
- Jak to?
- Wiesz... najpierw próbujesz odebrać sobie życie, a potem niby nieziemski chłopak, na którego lecą wszystkie pielęgniarki przynosi ci każdego dnia różę
- Och...- Czuję się zakłopotana. Spogląda na mnie piwnymi oczami.
- Ok...zamknę się- Sądziłam, że jeszcze się odezwie i może uda mi się coś od niego wyciągnąć, bo czuję się jakbym miała rozwiązać najważniejszą zagadkę z przeszłości, ale on wcale tego nie zrobił.

Harry

Ona była jak anioł. Delikatnie, ale stanowczo stąpała po ziemi do póki nie zjawiłem się ja. Sprawiłem, że latała i nie bała się konsekwencji, a potem zmieniłem swoje oblicze i stałem się przeszkodą, która sprawiła, iż droga pod jej nogami się rozstąpiła i jej delikatne, drobne ciało powoli spadało... aż upadło.

Jak każdego dnia wróciłem z warsztatu samochodowego, do swojego małego, skromnego mieszkania. Zanim zamówiłem chińszczyznę- niestety, ale nadal nie opanowałem gotowania- wziąłem kąpiel. Gdy krople zimnej wody spadały na moje ciało przypomniałem sobie wyjazd z Rose i to gdy kąpaliśmy się na basenie. Wiem, że można uzależnić się od wielu rzeczy, ale mniej prawdopodobne jest uzależnienie się od człowieka, a najbardziej nieprawdopodobne jest to, że właśnie to zrobiłem. Rose jest dla mnie jak narkotyk i ubolewam nad każdym dniem, gdy nie mogę usłyszeć jej głosu ani jej dotknąć. Boli mnie widok jej leżącej na szpitalnym łóżku. Wypowiedziałem i wypłakałem tam już wiele uczuć i słów. Jestem przepaścią, która nas dzieli.

Nadchodzi wieczór więc wstaję z kanapy i przebieram się w bardziej odpowiednie ubranie. Następnie wciągam moje ulubione, ale już zniszczone buty. Wychodzę z mieszkania i kieruję się prosto do szpitala. Droga zajmuje mi pół godziny, ale lubię iść pieszo i w tym czasie przemyśleć rzeczy, które mógłbym jej powiedzieć. Na końcu i tak wszystko zapominam więc w sumie jest to bezsensowne. Wybrałem życie na własne utrzymanie i teraz wiem jak trudne to jest. Muszę oszczędzać paliwo w moim samochodzie.

- Dzień dobry- Witam się z kobietą w kwiaciarni.
- Witaj, Harry- Starsza kobieta- która nie tylko robi ładne bukiety, ale równie jest i dobrą osobą na zwierzenia- bez pytania bierze czerwoną różę i owija ją tylko... czymś... nie znam się na tym. Dlaczego róża i ten kolor? Chyba wiadome jest, że dlatego, iż jest ona oznaką miłości, którą darzę tylko i wyłącznie Rose. Mówi ona również o tęsknocie, a u mnie ona jest tak wielka, że nie wiem jak może się we mnie mieścić.
- Proszę- Podaje mi kwiat w momencie, gdy wyjmuję portfel.
- Dziś na koszt firmy- Kiwam głową i uśmiecham się z wdzięczność. Im bliżej jestem czuję się coraz bardziej podekscytowany tym, że ją zobaczę.

W szpitalu witam się z pracownikami, którzy pewnie dobrze mnie już znają. Idę korytarzem i wchodzę do pokoju Rose. Podchodzę do szafki z bukietem i zauważam, że zwiędłe kwiaty zostały wyrzucone. Wkładam nową różę i podchodzę do łóżka.
- Cześć- Mówię cicho i całuję ją w policzek. Siadam na krześle a następnie zaczynam swój monolog. Mówię o pracy i o tym co robiłem po niej. Kończąc znów trapią mnie myśli jak mogłem do tego dopuścić. Rose jest moim oczkiem w głowie i przysiągłem sobie, że nie pozwolę by coś jej się stało... obiecywałem też wiele innych rzeczy.
- Wiem, że to moja wina, bo sprawiłem, że w twojej głowie pojawił się mętlik i tak naprawdę nie wiedziałaś co było fałszywe, a co prawdziwe. Jestem kretynem i draniem, ale moje serce nie jest z kamienia. Gdyby było nie czuł bym tak wielkiego bólu jak czuję teraz- Ocieram samotną łzę i spoglądam na nią. Jej skóra przybrała żywszego odcienia i sądzę, że to dobry znak. Nagle jej ciało okręca się na bok... jakby spała... tak normalnie. Mówi coś pod nosem. Wstaję jak poparzony i wybiegam z pomieszczenia. Wpadam na pielęgniarkę.
- Przepraszam- Pomagam jej wstać.
- Wszystko w  porządku?- Pyta.
- Rose jest nadal w śpiączce, tak?- Nie mogę się powstrzymać by nie zadać tego pytania. Pielęgniarka wstrzymuje oddech i wygląda jakby nie wiedziała co powiedzieć.
- Ok... zapytam się kogoś innego- Prawie warczę. Harry uspokój się, miałeś panować nad gniewem.
- Zaczekaj- Dziewczyna staje przede mną i patrzy na mnie wzrokiem, z którego nie mogę nic wyczytać. Rose była jak otwarta księga, jej emocje można było czytać przez oczy. Może to nie zaleta, ale ja to kochałem i kochać będę.

______________________________

Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Nie wiecie jak mi głupio, że nie dodałam. Miał być w środę, ale okazało się, że nie mam czasu. W czwartek zaginał mój kot i byłam w wielkiej rozsypce... nie miałam więc siły. W piątek jechałam do lekarza, wczoraj zaczęłam pisać, ale przerwałam bo straciłam wenę. Dodaję więc dzisiaj, ponieważ ten dzień jest moim najszczęśliwszym. Znalazł się mój kotek! Był zamknięty i nie mógł wyjść :(

Dobra... do rzeczy. 
Rozdział jest kitowy- to po pierwsze. 
Mam nadzieję, że wybaczycie mi te wypociny ;* 

20 komentarzy= next 


Wchodźcie na Uprowadzona!


Pamiętajcie by sprawdzać zakładkę bohaterowie, ponieważ  co jakiś czas jest uzupełniana :)

Obserwatorzy