poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 45

Wydarzenia, które ostatnio miały miejsce jeszcze w pełni do mnie nie dotarły. Wciąż spoglądam z niedowierzaniem na moją dłoń i za każdym razem mam wrażenie, że tego 'pierścionka' tam nie ma.
Obydwoje znaleźliśmy się w pułapce Evy i to przez nią nie słusznie osądziłam Harry'ego i niepotrzebnie odeszłam. Teraz nie mam powodów by być na niego zła. Musimy jednak odbudować cześć naszej miłości i wzmocnić ją jeszcze bardziej. Nie mogę być już bardziej szczęśliwa. Mam dwie cudowne córki i Harry'ego u boku. To wszystko co potrzebne mi do szczęścia.
- Wychodzisz?- Niall przygląda mi się, gdy stoję w drzwiach i patrze na Melissę.
- Co?- Odrywam wzrok i przenoszę go na niego
- Pytałem czy wychodzisz- Chichocze
- A, tak. Idę do Harry'ego- Kiwa głową i posyła mi słodki uśmiech. Wychodzę z pomieszczenia i kieruję się do sali Harry'ego. Gdy mam wchodzić wpada na mnie Birdy, która nie zwraca na mnie większej uwagi i wybiega ze szpitala. Wzdycham i wchodzę do sali

Harry

Leżałem na łóżku i przeglądałem zdjęcie na telefonie, które przesłała mi Rose. Była na nich Meg i Melissa. Gdy zdjęcia się skończyły niechętnie odłożyłem telefon i przeniosłem wzrok na drzwi. Niespodziewanie do pokoju weszła Birdy.
- Harry! Co ci się stało?- Podbiega do mnie i zgarnia włosy z mojego czoło. Wykrzywiam usta w grymasie i gestem reki każe jej usiąść na krześle- Powiedz- Naciska.
- Spotkałem się z Rose- Zaczynam, a ona marszczy czoło- Słuchaj... Nie możemy być razem- Mówię szybko by mieć to z głowy. Nie czuję się z tym źle. Rose zawsze była w moim sercu, a Birdy dobrze o tym wiedziała.
- Co? Dlaczego?- Pyta zdziwiona.
- Rose była w ciąży. Ze mną. Wiesz, że nadal ją kocham i nie mogę jej z tym zostawić samej- Wstaje i podchodzi do okna.
- Jak to w ciąży?! Tak nagle ci to powiedziała?- Wzdycha ciężko.
- Birdy, to jest nie ważne... Po prostu o...- Przerywa mi.
- Odejdę! Nie musisz się martwić. Już mnie więcej nie zobaczysz!- Krzyczy wściekła i wybiega  z pokoju. Zauważam Rose, która z grymasem wchodzi do sali i otwiera okno.
- Czemu nic nie mówisz?- Pytam- Usiądź- Klepię krzesło obok łóżka. Martwi mnie jej milczenie. Ostatnio ciągle była bardzo rozgadana i emanowała od niej radość.
- Harry...- Zaczyna i siada na krześle- Nie chcę być uważana za tą, która odbija chłopaka na dziecko- Wzdycha i patrzy na mnie smutnym wzrokiem.
- Dlaczego miałabyś być?- Marszczę czoło w dezorientacji
- Dobra...- Wzdycha i pociera ręce o uda- Przyniosłam ci jedzenie- Kładzie siatkę na stoliku przed nią- Jadłeś śniadanie? Słyszałam, że nie chcesz- Wzdycha
- Ty doskonale powinnaś wiedzieć, że szpitalne jedzenie jest do bani- Przeczesuję włosy i opadam na łóżko.
- Ale musisz coś jeść- Marudzi i chodzi po pokoju.
- Rose!- Jęczę- Czy możesz w końcu powstrzymać owsiki w twoim tyłku i raczyć mnie chociaż przytulić?- Podnosi swoje brwi, ale po chwili zaczyna chichotać i siada na moim łóżku- Powinien cię zbadać lekarz by wyleczyć się z tego gówna- Mówię i wskazuję na jej tyłek.
- Nie mam owsików- Marszczy zabawnie nos i zakłada ręce.
- Masz!- Śmieję się
- Nie
- Masz
- Nie
- Kocham cię- Mówię śmiejąc się
- Też cię kocham-  Nachyla się i składa na moich ustach krótki pocałunek.

Kilka tygodni później...

Przyszłam do domu obładowana zakupami. Głównie było to jedzenie, no w końcu miałam trzy żarłoki do wyżywienia. Mimo, że miałam więcej zajęć, to byłam bardzo szczęśliwa. 
- Jestem!- Wykrzyknęłam z kuchni i położyłam zakupy na blacie. Zdziwiona tym, że nikt się nie odezwał, zaczęłam chodzić po mieszkaniu.
- Harry?- Otwieram pokój dziewczynek i marsze brwi, gdy ich nie ma. Następnie wchodzę do sypialni, a moje serce prawie wybucha z miłości. Harry leży na łóżku wraz z Meg i Melissą. Śpi, tak samo jak one. Podchodzę po cichu do łóżka i przeczesuję włosy Harry'ego, a następnie całuję córeczki w główkę. 
Czuję, ze teraz mam już wszystko. Luki w moim sercu są załatane, a ja odzyskałam szczęście i teraz z otwartością patrze na przyszłość, bo wiem, że choć wiele trudności sprawiała nam nasza miłość, to jest na tyle piękna i wytrzymała, że zniesie wszystko.


___________________________
Hej :)
Nawet nie wiem jak mam was przeprosić, ze nic nie dodawałam :( nie miałam w ogóle weny :'( Musze was też powiadomić, ze to ostatni rozdział, a niebawem pojawi się epilog! Nie chcę kończyć tego opowiadania, ale czuję wewnętrzną potrzebę :(
Nowy blog nie jest jeszcze opublikowany na bloggerze, ponieważ czekam na szablon, ale znajdziecie go na WATTPADZIE :D

I dodaję, ze nie sprawdzałam błędów, bo się rozchorowałam i nie miałam sił :(


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Ważne!... Chyba xD

Cześć :D
Niestety to nie rozdział :( chciałam go dodać w weekend, ale był u mnie kuzyn na wakacjach i kurcze nie dodam go do końca tygodnia! Teraz ja jadę do niego i nie będę miała możliwości :( 
A wiec życzę wam cierpliwości xD i dobrej zabawy! ;)
A tutaj dla was zwiastun nowego opowiadania. Zwiastun wykonała Melodia z Doliny Zwiastunów ;*** 

Buziaki! ;* 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 44

Wpatrywałam się w jego twarz jakby była książką, a ja kolejny raz czytałabym tą samą linijkę, nie mogąc zrozumieć znaczenia tego zdania. Nie mogłam zrozumieć albo pod prostu odczytać wyrazu jego twarzy. Jego wzrok był taki nieobecny jakby znajdował się w zupełnie innym miejscu i nic go nie otaczało. Jakby jego wnętrze było puste.
- Harry?- Moje łzy zaczynały wysychać i czułam jak zasychają. Dotknęłam delikatnie jego rękę, bojąc się kontaktu z jego skórą. Tak jak myślałam. Przez moje palce, a potem przez całe ciało przebiegł dreszcz jakby poraził mnie prąd- Powiedz coś- W moich oczach na nowo pojawiły się łzy. Gdy już miałam ochotę wylać na niego wodę z wazonu, który stał na stoliku, on jakby ocknął się i zamrugał szybko. Spojrzał na nasze dłonie więc pośpiesznie ją cofnęłam. Ku mojemu zdziwieniu szybko ją odnalazł i splótł nasze palce. Jego wzrok utkwił w mojej twarzy i czułam jak intensywnie wpatruje się w moje oczy. Również to robiłam, do czasu, gdy na jego ustach nie zaczął poformować się uśmiech. Wtedy stał się o wiele bardziej ciekawy od jego oczu. Serce zabiło mi szybciej, a łzy w moich oczach znikły. Uścisnął mocniej moją dłoń. 
- Naprawdę są moje?- Spojrzał na zdjęcie, a w jego oczach zamigotały iskierki. 
- Nie. Są nasze- Poprawiłam go, a szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy. Dobrze znów ujrzeć te dołeczki. Wstał i zrobił coś czego bym się nigdy nie spodziewała. Wyjął kwiaty z wazonu i uklęknął przede mną na. Patrzyłam na niego zdezorientowana i szczęśliwa zarazem. 
- Jesteś jedyną kobietą, która może towarzyszyć mi do końca życia. Chciałbym widzieć jak na twojej twarzy formułują się zmarszczki i jak pojawiają się pierwsze siwe włosy. Jesteś jedyną kobietą, która mogłaby mi dać tak piękne córki. I jestem cholernie dumny i szczęśliwy!- Wykrzyknął przykuwając uwagę innych. Zaśmiałam się i przygryzłam wargę- I gdy teraz o tym wiem to jestem wstanie rzucić wszystko by być tylko z tobą i moimi córkami- Wiedziałam, że mówi o jego nowej dziewczynie, ale w tym momencie ważniejsze były jego oczy, który błyszczały, gdy mówił o naszych córkach- Chcę być wiedziała jak ważna nadal dla mnie jesteś- Szuka czegoś w kieszeniach. Wyjmuje metalowe kółko od tymbarka i uśmiecha się szeroko- Wyjdziesz za mnie, Rosie?- Sposób w jaki wypowiedział zdrobnienie mojego imienia sprawiło, że rozpłynęłam się jeszcze bardziej. Oczywiście, że kochałam go nadal i chciałabym żeby moje córki miały ojca. 
- Tak- Chwilę nie mogłam uwierzyć, że to powiedziałam. To było wielkim szaleństwem, ale ostatnio wszystko było szaleństwem więc, dlaczego nie mogłam dalej brnąć w tym pięknych szaleństwie? Chwycił mnie mocno i okręcił się ze mną wokół własnej osi. Nasze śmiechy były słyszalne mimo wielu wiwatów i oklasków. Przez chwilę myślałam, ze to mój sen. Uszczypnęłam się, ale nadal tu stałam. Harry chwycił moją twarz w swoje dłonie i scałował chyba każdy milimetr. 
- Jedźmy do szpitala- Wyszeptał i odgarnął niesforne kosmyki z mojej twarzy. Pokiwałam głową i szybko opuściliśmy restaurację. 
Nasze palce były ze sobą splecione, gdy podążaliśmy parkingiem. Zaczęłam kierować się w stronę jego auta, ale on zachichotał i kręcąc głową zaczął prowadzić mnie w innym kierunku. Otworzył mi drzwi od jego nowego samochodu i usiadł na miejscu kierowcy. Po chwili byliśmy w drodze do szpitala. 

Biegiem ruszyliśmy na odpowiednie piętro. Nie czekaliśmy na windę lecz biegliśmy po schodach. Wpadliśmy akurat na lekarza, który szedł korytarzem. Odgarnęłam przyklejone włosy z mojego czoła i szybko oddychając zaczęłam wyjaśniać wszystko lekarzowi. Kazano Harry'emu zjawić się za chwilę w pokoju pielęgniarek by pobrać mu krew i zrobić na wszelki wypadek badania. Chwyciłam jego dłoń i zaciągnęłam do pokoju Melissy. Przy łóżeczku siedział Niall i bawił się jej rączką. Byłam mu tak bardzo wdzięczna. 
Weszłam ostrożnie do pokoju. Obejrzałam się i zauważyłam, że Harry cały czas stoi w tym samym miejscu. 
- Chodź- Szepnęłam i chwyciłam jego dłoń. Niall spojrzał w naszym kierunku. Zdziwienie, aż nim wstrząsnęło. Odsunął się pośpiesznie od łóżeczka, robiąc Harry'emu miejsce.
- To jest Melissa, mają dopiero dwa miesiące- Uśmiechnęłam się, gdy zaczęła marszczyć swoje czółko i zaciskać pieści jakby coś jej się śniło. Harry z wahaniem dotknął jej rączki, a ona od razu chwyciła jego palec i mocno zacisnęła piąstkę. 
- Cześć, mała- Dotknął jej główki, a ona otarła delikatnie buzię i zamlaskała. Spojrzałam na Nialla i zaczęłam wychodzić z pomieszczenia. Horan poszedł w moje ślady. Chciałam by Harry pobył z nią sam, ponieważ pierwsze spotkanie mogło być dla niego krępujące. Stałam przy szybie i widziałam, że coś do niej mówi. Błądził palcem po wenflonie i wskazywał na aparatury. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Poczułam czyjąś obecność obok mnie. 
- Będzie dobrym ojcem- Słowa blondyna sprawiły, że spojrzałam na niego z uśmiechem. 
- Wiem to- Przytaknęłam i przytuliłam się do niego. Jego dłonie zaczęły głaskać moje plecy. Nadal nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Podniosłam moją dłoń i uśmiechnęłam się widząc 'obrączkę' na moim palcu. Życie lubi nas zaskakiwać. Nigdy nie sądziłabym, że tak zakończy się to spotkanie.
Niall odsunął się ode mnie z uśmiechem i odwrócił się w kierunku Harry'ego, który akurat wyszedł z sali. Skupiłam swój wzrok na jego zaczerwienionych oczach i mimo, że płacz nie jest czymś dobrym... ten był. Mówił, że Harry'emu zależy na córkach i to było najpiękniejsze w tym wszystkim. Niczego więcej mi już nie brakowało.

Harry oraz Melissa zostali zabrani, a my z Niallem czekaliśmy na korytarzu. Wydawało mi się, że trwa to wiecznie, mimo tego, że minęła zaledwie godzina. Położyłam głowę na ramieniu Nialla, a moje oczy samoczynnie się zamknęły.
- Rose!- Obudziło mnie czyjeś natrętne szturchanie.
- Hmm?- Mruknęłam i otwarłam oczy.
- Już jest po- Niall uśmiechnął się do mnie, a wtedy wszystko do mnie dotarło.
- Wszystko jest w porządku?- Zaczęłam panikować.
- Tak!- Zaśmiał się i objął mnie ramieniem- Chodź- Chwycił moją rękę i zaczął prowadzić do sali. Harry leżał na łóżku i uśmiechnął się na mój widok.
- Dziękuję!- Podbiegłam do niego i przytuliłam go z całej siły.
- Um... Rose, chyba go miażdżysz- Zachichotałam na słowa blondyna i odsunęłam się.
- Nie masz za co dziękować- Uśmiecha się i spogląda na Nialla- Nie mogę się doczekać, aż poznam Meg. Wybrałaś idealne imiona- Przyciągnął mnie do siebie, a ja zamknęłam oczy by móc rozkoszować się tą chwilą. Tak dobrze być znowu w jego ramionach.

_______________________________

Hejka! ;*

Wybaczcie, ale te upały mi nie sprzyjają! Dostałam weny więc musiałam zacząć szybko pisać, bo ostatnio z tym u mnie kiepsko :/ 
Wiem, że rozdział krótki, ale chciałam coś dodać, a mam jeszcze dużo roboty dzisiaj więc dlatego :D 
Mam nadzieję, że podoba wam się rozdział :o 

30 KOMENTARZY= NEXT

Buziaki! ;***** 

Ps. Big zmierza ku końcowi :( ale nowe opowiadanie jest już w mojej głowie! 

wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 43

Miłość moja i Harry'ego jest jak rozbita szklanka. Gdy spadnie i się potłucze sprawi, że zostaną z niej większe i mniejsze elementy. Te większe da się pozbierać i posklejać, a tych małych nie. Tak jest zawsze, gdy się kłócimy- sprawiamy, że nasza miłość pęka na różne kawałki i nigdy nie jesteśmy wszystkiego wstanie pozbierać. Gdy kłótnie będą częste, a miłość będzie roztrzaskiwać się na tysiące kawałków, w końcu nie zostanie nic.
Miłość jest jak tlen, gdy go nie mamy, umieramy. Z miłością jest trochę inaczej. Nie tracimy życia lecz chęci do niego. To jest śmierć, naszych resztek uczuć... Całkowite wyniszczenie duszy. Nigdy nie wiemy, kiedy tlenu nam zabraknie. Nigdy nie wiemy, kiedy nasza miłość się skończy.

Są różne rodzaje miłości i w tej chwili czuję tę największą, tą której nie powinno się odbierać... tą najwspanialszą. Matczyną.
Czuję strach, że mogę ją stracić. Boję się o Melissę, ale odczuwam też wielką siłę. Siłę do walki. W obronie mojego dziecka jestem skłonna oddać wszystko. Wszystko mogę zrobić by ją ocalić. Czuję to teraz i wiem, że muszę działać. Nie mogę pozwolić by coś jej się stało. Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.

Gdy ją chwytam od razu zauważam jej podwyższoną gorączkę. Jest blada i ledwo oddycha. Staram się by panika nie przejęła kontroli nad moim ciałem i wybiegam z domu. Niall otwiera szybko drzwi od auta i oboje wsiadamy. Czuję moje szybkie bicie serca. Tysiące różnych myśli przelatują przez moją głowę, ale walczę by nie pochłonęła mnie rozpacz i strach. Wygrzebuję z siebie resztki odwagi i siły, której jest coraz mniej. To jest walka z czasem. Walczę o życie mojej córki, ale walczę także ze sobą.
Wbiegam do szpitala i rozglądam się w poszukiwaniu lekarza. Kątem oka zauważam Nialla podbiegającego do pielęgniarki. Stoję na środku korytarza z dzieckiem na rękach, a wokół mnie są ludzie. Ludzie, którzy nie zauważają roztrzęsionej matki. Zajęci są sobą, a gdy podnoszą głowy ich oczy wyrażają obrzydzenie, albo ciekawość. Ciekawi ich co się dzieje, ale żadne z nich nie fatyguje się by pomóc.
- Rose!- Nagle do moich uszu dociera ogromny hałas wywołany przez pacjentów i personel. Otrząsam się i odwracam głowę w stronę Nialla. Lekarz w białym fartuchu wyciąga ręce po dziecko. Spoglądam na moją córkę i oddaję ją mu. Wiem, że trafia w dobre ręce, ale we mnie i tak jest niepokój. On jest i będzie zawsze, gdy będę musiała którąś z córek oddać w ręce nieznajomego.
- Zajmiemy się nią. Proszę usiąść i poczekać- Kobieta wskazuje na krzesła zajęte przez ludzi. Mój wzrok utkwiony jest w lekarzu. Czuję dłoń na moim nadgarstku, która ciągnie mnie na siedzenia. Opieram się o ścianę i zsuwam na krzesło. Chowam twarz w dłoniach. Zaczynam odczuwać straszny ból głowy i totalny mętlik. Serce bije mi jak oszalałe. Nie słyszę niczyich głosów... Cisza.

Kilka dni później...

Nadal żyję w stresie, ponieważ nadal nie zdiagnozowano żadnej choroby. Melissa musiała zostać w szpitalu, ponieważ po gorączce nastąpiło krwawienie. To był cios prosto w serce. Stałam się kłębkiem nerwów, strachu i smutku. Nikt nie mógł mnie uspokoić. Moim lekiem na to był widok Meg i spokojnej Melissy. 


Wchodzę do pokoju i podchodzę do małego łóżeczka. Siadam na krześle i chwytam jej malutką dłoń. Drugą ręką głaszczę jej czoło. 
- Wiem, że jesteś silna i wyzdrowiejesz- Szepczę- Jesteś moim aniołkiem, wiesz? Ty i twoja siostra. Bije od was tyle dobra i spokoju, że jesteście dla mnie jak lek, który przynosi ukojenie. Kocham was tak bardzo, że nie przeżyłabym straty żadnej z was. Wycierpiałam tak wiele... Musisz wyzdrowieć. Wyzdrowiejesz, wierzę w to- Wycieram łzy ze swoich policzków i wstaję by pocałować ją w czoło. 
Ktoś wchodzi do pomieszczenia więc odsuwam się od dziecka i spoglądam na lekarza. Prostuję się i wkładam kosmyk moich włosów za ucho. 
- Dzień dobry- Mówię drżącym głosem. Mój wzrok podąża za Niallem, który wchodzi do pomieszczenia i staje obok mnie. 
- Dzień dobry- Mówi lekarz i podchodzi do nas- Wiemy już co jest pańskiej córce- Odpowiada i wypuszcza powietrze ze swoich ust jakby było to dla niego ciężarem. 
Mój puls znacznie przyśpiesza, a moje nogi stają się giętkie. Ręce zaczynają drżeć więc zaczynam się nimi bawić. 
- Czy to coś poważnego?- Pyta Niall, a ja spoglądam na lekarza i przyglądam się mu. Gdy kiwa przytakująco głową wybucham płaczem. 
- To białaczka szpikowa- Mówi cicho, ale na tyle byśmy mogli to usłyszeć. Czuję jak nogi pode mną się uginają i siadam na krześle. Niall opiekuńczo obejmuje mnie ręką. Wtulam się w jego klatkę. 
- Czy możemy coś zrobić?- Pyta, a jego głos zaczyna się załamywać. Nie jestem w stanie wykrztusić z siebie żadnego słowa, dlatego jestem wdzięczna Niallowi. 
- Konieczny jest przeszczep szpiku...- Robi pauzę i spogląda w swoje notatki- Na początku zrobiliśmy pani badania...- Spogląda na mnie, a ja kiwam głową- Niestety nie może być pani dawcą szpiku- Czuję jak mój świat się zawala. 
- Jak to?! Przecież musi być jakiejś wyjście!- Chcę wstać, ale Niall chwyta mnie za ramiona. 
- Jest- Odpowiada lekarz i patrzy na Nialla, a potem na mnie. 
- Jakie?- Pytam cicho. 
- Dawcą szpiku na pewno będzie ojciec- Chowam twarz w dłoniach i analizuję jeszcze raz jego słowa. 
- Nie...- Kręcę głową- To nie możliwe- Łzy leją się z moich oczu, a całe moje ciało drży. 
- To jedyny ratunek. Nie ma pani dużo czasu- Wzdycha i wychodzi. 
- To jest koszmar, tak?- Płaczę i spoglądam na Nialla- Ona nie może umrzeć...
- Nie umrze jeśli wyznasz Harry'emu prawdę- Kuca obok mnie. 
- Ale...- Spoglądam na Melissę. Nie wybaczyłabym sobie gdybym jej nie pomogła. Jest dla mnie wszystkim i jeśli ocalę jej życie wyznając prawdę Harry'emu, zrobię to- Powiem mu- Wzdycham, a Niall przytula mnie. 

Kilka dni później...

Skontaktowanie się z Harrym nie było takie łatwe. Musiałam z Niallem popytać kilka osób i w końcu dostaliśmy jego numer od Louisa. Wysłałam mu smsa z zapytaniem czy mógłby się ze mną spotkać. Potrafię wyobrazić sobie jego zdziwienie w tamtym momencie. Nie podałam powodu, ale mimo to się zgodził. 
Dzisiejszy dzień jest tym, w którym Harry dowie się prawdy. Serce wali mi jak oszalałe z samego rana. Musiałam szybko opuścić szpital i udać się do domu by poprawić swój wygląd. Gdy zbliżała się godzina naszego spotkania wypiłam krople na uspokojenie, które pomogły mi chyba tylko na dziesięć minut. 
- Będzie dobrze. Harry to zrozumie- Steph przytula mnie i posyła mi uśmiech. Wzdycham i kiwam głową. 
Myślę, że im szybciej to zrobię tym szybciej pozbędę się nerwów i problemów więc zaczynam szybko iść na szpilkach co chwila wykrzywiając sobie nogę. Nie ma się co dziwić. Od dawna nie miałam tak wysokich butów na nogach i do tego są one jak z waty. Gdy orientuję się, że stoję przed restauracją zatrzymuję się i zamieram. Nie mogę. Nie dam rady. Już mam się zacząć cofać, ale jakiś mężczyzna zaprasza mnie do środka i chwyta w talii wprowadzając do środka. Rozglądam się i gdy zauważam Harry'ego czuję jak serce mi szaleje i biorę kilka głębokich oddechów. 
- Cześć- Podchodzę do stolika i siadam szybko na fotelu. Zdejmuję kurtkę i powieszam ją na oparciu.
- Cześć- Mówi z delikatnym uśmiechem i odkłada menu.
- Zamawiałeś coś?- Pytam i chwytam trzęsącymi się rękoma menu, ale wypada ono z moich dłoni. Obserwuje mnie co wcale mi nie pomaga- Ja podziękuję- Mruczę pod nosem i chowam dłonie pod stołem. 
- Dlaczego chciałaś się ze mną spotkać?- Kładzie dłonie na stole. Przełykam ślinę. Zauważam, że jego włosy są nieco krótsze od naszego ostatniego spotkania i tym razem są jeszcze lepiej ułożone. Jego zielone oczy są nadal takie same, a na ustach widnieje delikatny uśmiech- Hm?- Odrywam wzrok od niego i zaczynam grzebać w mojej torebce. Wyjmuję zdjęcie na którym jest Meg i Melissa. Drżącą rękę kładę je na stoliku. Jego wzrok od razu pada na zdjęcie. 
- To jest Meg- Pokazuję palcem- A to Melissa- Spoglądam na niego. Marszczy swoje czoło i patrzy an mnie zdezorientowany. 
- Są słodkie, ale nie rozumiem dlaczego mi je pokazujesz- Wzdycha i chwyta zdjęcie w swoje ręce. 
- To są moje córki- Szepczę cicho i spuszczam głowę.
- Och...- Wzdycha- Gratulacje- Uśmiecha się, a dwa dołeczki formułują się w jego policzkach- Kto jest tym szczęściarzem?- Pyta, a ja przełykam głośno ślinę. Podnoszę nieśmiało swój wzrok. 
- Ty- Patrzy na mnie, a nagle marszczy czoło i odkłada zdjęcie. 
- Jak to ja? To niemożliwe- Kręci głową. 
- Przepraszam. Ja nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Dowiedziałam się dopiero w Kanadzie. Nie chciałam tobie powiedzieć, bo myślałam, że jesteś z Evą- Mówię szybko, a łza spływa po moim policzku. Widzę, że ma mętlik w głowie. 
- Załóżmy, że to ja jestem ojcem...
- Jesteś nim- Przerywam mu. 
- Co skłoniło cię do powiedzenia mi tego?- Przygląda mi się. 
- Melissa... Ona jest w szpitalu. Ma białaczkę szpikową i potrzebuje przeszczepu. Tylko ty możesz być dawcą- Płaczę- Nie musisz bawić się w ojca. Po prostu chcę żebyś pomógł mojej córce- Spuszczam głowę i chowam twarz w dłoniach. 

__________________________

Hejka ;)

Nie dodałam wczoraj, ponieważ chciałam żeby ten rozdział był idealny, a nie miałam weny. Za to dzisiaj ją miałam i w sumie to nawet podoba mi się ten rozdział :) Ostatnio były krótsze więc chciałam żeby ten był dłuższy ;)
Mam nadzieję, że wam się spodoba i pozostawicie swoje opinie :D Z góry dziękuję wszystkim za komentarze :* 

20 KOMENTARZY= NEXT

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 42

Płacz moich córek był najpiękniejszym dźwiękiem w moim życiu. Czas się dla mnie zatrzymał i nie liczyło się tak naprawdę nic. Zniknęły wszystkie moje lęki, cierpienia i bóle. Byłam tylko ja i moje córki. Radość jaka pojawiła się we mnie, była nie do opisania. Fala szczęścia przeszła przez całe moje ciało i utkwiła w sercu. Nie liczyło się dla mnie nic innego niż one.
Trzymanie ich w swoich rękach, było jak trzymanie całego świata. Serce, aż wrzało z mojej miłości do nich. Od tamtego czasu wiedziałam, że są moimi aniołkami i będę ich strzegła do końca życia.

Od porodu minęły dwa miesiące. Każda noc jest tą nieprzespaną. Marzę by po męczącym dniu zasnąć bez budzenia się nad ranem i uspokajaniu córek. Niall i Steph mi pomagają, ale mimo to tracę siły i jestem naprawdę wykończona. Dzieci to wielka odpowiedzialność i gdy już nauczyłam się żyć bez Harry'ego, ja znowu go potrzebuję. Chciałabym by cieszył się ze mna i by tu był. By wspierał mnie tak jak przyjaciele. Niestety to jest niemożliwe. Niemożliwe, ponieważ on ma swoje życie z Evą.
Zaastanawiam się co włąśnie robi i czy o mnie myśli. Choć bardzo za nimj tęsknię to nie potrafię wyznać mu prawdy. Boję się jego reakcji i nie chcę wtrącać się w ich życie.
- Rose?- Podnoszę się i przecieram swoje oczy.
- Hmm?- Ziewam i przeciągam się.
- Krew leci ci z nosa- Podnosi brew i siada na fotelu.
- Znowu?- Jęczę i podnoszę się po paczkę husteczek.
- Jesteś przemęczona- Wzdycha i włącza telwizor.
- Wyłącz. Dopiero zasnęły, obudzisz je- Marszczę czoło. Przewraca oczami i wyłącza telewizor.
- Jesteś gorsza niż w ciąży- Marudzi przez co dostaję szału.
- To wszystko mnie wykańcza! Nie mam już siły...- Chowam twarz w dłoniach.
- Skoro to wszystko cię wykańcza to czemu nie powiesz prawdy Harry'emu?!- Wstaje gwałtownie z kanapy.
- Zwariowałeś?!- Również wstaję. Kręcę głową niedowierzając.
- Ciągle się tylko nad sobą użalasz! Po prostu się boisz! Próbujesz sobie wmawiać te wszytskie bzdury, ze nie chcesz niszczyć im zwiazku... Po prostu się boisz- Patrzę na niego z bólem.
- Niall...- Spuszczam głowę i ścieram łzy. Słyszę płacz i szybko znikam w pokoju. Biorę Meg na ręce i zaczynam ją kołysać.
- Cii...- Zaczynam płakać wraz z córką. Słowa Nialla w jakiś sposób mnie zraniły. Być może mówił prawdę, ale kompletnie nie rozumiem jego zachowania. Niall nigdy taki nie był.
- Cześć! Przyszła ciocia!- Słyszę głos Steph z przed pokoju więc szybko wycieram łzy i wkładam Meg do łóżeczka.
- Cześć- Uśmiecham się i wchodzę do kuchni.
- Gdzie są moje dziewczynki?- Uśmiecha się i opiera o blat.
- Śpią- Wyciągam szklanki.
- Mogę ci w czymś pomóc- Mówi, gdy wychodzi z kuchni i kieruje się do pokoju Meg i Melissy.
- Mam dużo prania. Jeśli to nie problem mogłabyś mi przy tym pomóc- Mówię z kuchni. Szukam kawy i orientuję się, że właśnie się skończyła- Kurde. Nie mam kawy- Sprawdzam raz jeszcze- Pójde do sklepu. Zaraz wracam!- Chwytam torebkę oraz wciągam balerinki na nogi i wychodzę z mieszkania. Na szczęśćie sklep jest niedaleko wiec nie pwoinno mi to zająć dużo czasu.
Wchodzę przez rozsuwane drzwi i kieruję się na dział z kawami. Chwytam od razu dwie. Kupuję jeszcze pieluchy. Gdy mam już podchodzić do kasy decyduję się na kupienie jakiś ciastek. Szukam moich ulubionych i wzdycham, gdy są na samej górze. Staję na palcach i próbuję ich dosięgnąć, ale jeszcze dużo mi brakuje.
- Cholera- Przeklinam pod nosem i podskakuję. Przed oczami widzę czyjąś rękę, która zdejmuje ciastka.
- Proszę- Odwracam się i zamieram. Mrugam kilka razy i wstrzymuję oddech. Przede mną stoi Harry Styles i podaje mi paczkę ciastek. Jak zwykle wygląda oszałamiająco i tak jak go zapamiętałam.
- Rose?- Słysze jego zdziwiony zachrypnięty głos i cofam się do tyłu- Co ty tutaj robisz?- Spoglądam na niego.
- Jestem na zakupach- Mówię cicho i poprawiam swoją torebkę. Marszczy swoje czoło jakby coś mu nie pasowało.
- Co u ciebie?- Pyta i nie spuszcza ze mnie wzorku.
- Bywało lepiej- Uśmiecham się delikatnie.
- Wyglądasz na wykończoną- Przygląda mi się.
- Mam ostatnio dużo na głowie- Odpowiadam szybko- A co u ciebie i Evy?- Pytam, a on marszczy czoło i patrzy na mnie zdziwiony.
- O niczym nie wiesz?- Kręcę głową i marszczę czoło.
- Eva nie była w ciąży- Mówi, a dla mnie czas staje w miejscu. Patrzę na niego w szoku. Moje nogi są giętkie, a oddech znacznie przyśpiesza.
- N-nie była?- Mówię sama do siebie.
- Ta- Przeczesuje swoje włosy. Serce zaczyna gwałtownie mi bić. Mam ochotę rzucić się na niego i powiedzieć mu jak bardzo za nim tęskniłam.
- J-ja...- Zaczynam mówić, ale jakaś dziewczyna podchodzi do Harry'ego.
- Tu jesteś!- Wzdycha.
- Chodź- Wyiąga do niej ręke.
- Birdy to jest Rose- Uśmiecha się do mnie szeroko i wyciąga rękę. Ściskam ją i zaczynam wszystko rozumieć, gdy obejmuje ją w pasie.
- Ja już musze iść- Zaczynam się cofać i chwytam koszyk.
- Twoje ciastka- Podchodzi do mnie i podaje je mi. Nagle jego wzrok pada na koszyk.
- Po co ci pieluchy?- Pyta zdziwony.
- C-co?- Pytam głupio i spoglądam na koszyk. Cholera- A! Pieluchy... są do mojej koleżanki. Ma dzieci i kazał mi kupić- Wymyślam szybko wymówkę i uśmeicham się sztucznie. Kiwa głową i przygląda mi się podejrzanie.
- Cześć- Mówi.
- Cześć- Odpowiadam i jak najszybciej kieruję się do kasy.

Docieram do domu całkowicie przerażona i zdezorientowana.
- Jestem- Mówię i wchodze szybko do kuchni.
- Gdzie się podziewałaś?- Pyta Steph i wchodzi do pomieszczenia.
- Byłam w sklepie- Odpowiadam i wyjmuję zakupy.
- Tak długo?- Podnosi brew. Chowam twarz w dłoniach i zaczytnam płakać.
- Co się stało?- Podchodzi do mnie szybko.
- Spotkałam Harry'ego!- Patrzy zdziwiona.
- O Boże! To cudownie! Powiedziałaś mu?- Uśmiecha się szeroko.
- Nie, Steph. On ma dziewczynę. Nijaką Birdy- Wzdycham i wycieram policzki.
- Co? A Eva?- Wzdycham i siadam na krześle.
- Nie była w ciąży- Przeczesuję swoje włosy- Rozumiesz żeby gdyby nie jej kłamstwo ja teraz z im tworzyłabym szczęśliwą rodzinę?!- Płaczę
- Rose!- Słysze przerażony głos Nialla. Wbiega do kuchni i wygląd na spanikowanego- Coś jest nie tak z Melissą!

____________________

Hejka ;*
Przepraszam, ze tyle czekaliście na ten rozdział, ale nie mogłam się w ogóle za niego zabrać ;/ być może dlatego jest taki krótki :'(

Zapraszam do zakładki Bohaterowie :) 

Mam nadzieję, że rozdział choć trochę wam się podoba ;) 

Buziaki ;* 

15 KOMENTARZY= NEXT

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 41

- Ten jest ładniejszy- Powtarza Niall po raz setny. Kłócimy się od godziny, który wózek jest ładniejszy.
- Ale Niall, to są dziewczynki!- Oglądam różowy wózek, a Niall opiera się o niebieski z dodatkami czarnego.
- To co? Dziewczynki też lubią takie kolory- Zakłada ręce, a ja przewracam oczami.
- A czy ty cieszyłbyś się gdyby mama woziła cię w różowym?- Pytam i unoszę jedną brew.
- W sumie tak czy siak bym był małym kurduplem i nie robiłoby mi to różnicy- Mówi, a uśmiech na jego twarzy rośnie. Jęczę i przeczesuję swoje włosy.
- Jesteś dzisiaj strasznie denerwujący- Podchodzę do łóżeczek.
- Ja musiałem ciebie znosić kilak miesięcy i jakoś nie marudziłem- Wlecze się za mną.
- Niall, ostrzegam cię. Jeszcze jedno jakieś słowa to zakleję ci usta taśmą- Związuję swoje włosy w kucyk, gdy wychodzimy ze sklepu- Przez ciebie nic nie wybrałam. Następnym razem pójdę ze Steph- Jest początek maja i do porodu zostało mi kilka tygodni. Mój brzuch jest naprawdę wielki i przykuwa wzrok każdego.
- Pff... jak chcesz- Udaje obrażonego. Wchodzimy do marketu i kierujemy się na dział z owocami.
- O chole...- Niall chwyta mnie za rękę i każe się odwrócić. Spoglądam na niego zaskoczona.
- Co jest?- Pytam.
- Nie patrz. Udawaj, że coś kupujesz- Szepcze.
- Ale...- Kompletnie nie rozumiem jego zachowania. Udaję, że oglądam majonez. Super.
- Rodzice Harry'ego tu są- Mówi.
- Co?- Piszczę.
- Spokojnie, Harry'ego nie ma- Odkładam koszyk i szybko wychodzę z marketu.
- Widzieli mnie?- Pytam i zatrzymuje się, szybko oddychając.
- Nie- Mówi i staje obok mnie. Wyciągam wodę z torebki, gdy odczuwam dziwny ból. Marszczę swoje czoło i pocieram brzuch.
- Co jest?- Pyta Niall. Skurcz.
- N-niall... mam skurcze- Kolejny. Powtarzają się mniej więcej co minutę.
- C-co teraz?- Pyta spanikowany. Pot pojawia się na moim czole i zaczynam krzyczeć, gdy czuję rozrywający, od środka ból. Kilka osób zatrzymuje się i oferuje pomoc.
- Zawieź mnie do szpitala!- Pomaga mi wsiąść do auta, które na szczęście znajdywało się niedaleko nas. Niall szybko odpala samochód, a ja wyję z bólu. Biorę kilka głębokich oddechów- Niall!- Krzyczę.
- Co?- Pyta spanikowany.
- Wody... wody odeszły!

Harry

Czasami nowi ludzie pojawią się w naszym życiu po to byśmy zapomnieli. Birdy jest dla mnie właśnie taką osobą. Spotkanie jej było dla mnie światełkiem w tunelu...było kluczem do nowego życia. Sprawiła, że moje myśli o Rose, zaczęły blaknąć. Jej mądrość i prawdziwe słowa wiele mi wytłumaczyły. Wyczułem jej dobro już wtedy, gdy powiedziała, że nie chce starać się być taka jak Rose, bo wie, że ona była jedyna w swoim rodzaju i tylko ją mogłem darzyć tak wielkim uczuciem. Birdy nie nastawia mnie przeciwko niej, a tłumaczy mi jej zachowanie. Słucha mnie i mówi, że jest tylko małym fragmentem mojego serca...tym, który żyje, bo reszta należy do Rose i nie chce tego zdobywać, ponieważ czułaby się z tym źle. Kocham to, że jest i że mi pomaga. Ona wie, że nigdy moje uczucie do niej nie będzie takie, jak do Rose, ale w pełni to rozumie i akceptuje.
Starając się wymazać wszystkie złe scenariusze z życia, podjąłem decyzję. Wraz z Birdy przeprowadziliśmy się do moich rodziców. Mieszkamy jakieś 100 kilometrów od Londynu, ale to dobrze mi zrobi.
- Harry?- Otwieram oczy i oślepia mnie słońce. Leżę na hamaku, a słońce ogrzewa moją skórę.
- Hm?- Spoglądam na Birdy. Uśmiecha się zadziornie, a po chwili psika mnie pistoletem na wodę. Śmieje się i ucieka. Wstaję, ale zanim zdążam rozejrzeć się za bronią Gemma wylewa na mnie wodę. Otrząsam się i spoglądam na ogródek. Jace i chłopak mojej siostry biegają za dziewczynami. Śmieję się i chwytam za jeden z pistoletów. Biegnę za Birdy, a ona piszczy. Chwytam ją w pasie i biegnę z nią w stronę basenu.
- Dzieci!- Mama pojawia się na ogrodzie w momencie, gdy Birdy wpada w ubraniach do basenu.
- Tak mamo?- Pyta przesłodzonym głosem Gemma i udaje niewiniątko.
- Obiad- Śmieje się i wchodzi do domu. Nagle czuję coś dziwnego. Tak jakbym chwilę nie oddychał, nie funkcjonował, a zaraz potem następuje szybkie bicie serca. Jakbym coś wyczuł...Otrząsam się i pomagam Birdy.
- Jestem cała mokra- Jęczy i idzie do domu, a ja nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Odwraca się i posyła mi wściekłe spojrzenie.
- Przyniosę ci ubrania- Gemma wbiega po schodach, na górę. Zajmuję miejsce przy stole.
- Co na obiad?- Pyta Jace.
- Coś dobrego- Odpowiada tata i śmieje się. Spoglądam na Birdy, która w suchych ubraniach zasiada obok mnie.
- Mmm... pysznie pachnie- Nakłada na swój talerz jedzenie, a ja idę w jej ślady. Podczas siedzenia przy stole czuję na sobie wzrok rodzicielki. Spoglądam na nią pytająco, a ona wzdycha.
- Harry...- Patrzę wyczekująco- Wydaje mi się, że widziałam dzisiaj Rose- Mówi, a w pomieszczeniu zapada cisza. Mój puls znacznie przyśpiesza.
- Kochanie, ile razy mam ci powtarzać, że to nie była ona- Ojciec chwyta jej dłoń i wzdycha.
- Mogłabym przysiąc... Widziałam Nialla- Spoglądam na nich i nie mogę nic z siebie wydusić.
- To mogła być jego dziewczyna- Mama wzdycha i przytakuje. Przełykam głośno ślinę, a Birdy chwyta mnie za dłoń.
- To już mnie nie obchodzi- Mówię mimo tego, że świat zatrzymał się w miejscy, a moje serce wali jak oszalałe- Rose to zamknięty rozdział- Chcę w to wierzyć.

Niall

Wszystko działo się tak szybko. Emocje we mnie toczyły huragan i aż mnie rozpierały. Byłem jak tykająca bomba uczuć, która za chwilę mogła eksplodować. W tym wszystkim dominował strach. Wielki strach. Bałem się, że nie zdążymy dojechać, że coś pójdzie nie tak. Przeklinałem i wrzeszczałem na wszystkich kierowców. To była najbardziej szalona jazda w moim życiu.
Pielęgniarki szybko zareagowały i w mgnieniu oka została zabrana. Siedziałem na szpitalnym krzesełku i tupałem nogą albo chodziłem w kółko. Słyszałem jej krzyk i to sprawiało, że robiło mi się słabo. Mijały godziny, a Rose nadal nie urodziła. Steph i rodzina Rose zdążyła już przyjechać. Trochę się uspokoiłem, ale nerwy nadal przy mnie są.
Rozejrzałem się po wszystkich twarzach i każda wyrażała to samo, ale czegoś mi brakowało. Brakowało mi czyjejś twarzy. Harry'ego. Powinien tu być albo z Rose. Jego zadaniem byłoby wspieranie jej, ale on o niczym nie wie. Nie wie, że Rose jest w tym szpitalu i rodzi jego córki. Zmienię to.

_______________________

Hejka ;*

Dziękuję osobom, które życzyły mi udanych wakacji. Były takie ^^ no może troszkę za bardzo się spaliłam, ale jest ok xD 
Tak się przestraszyłam, bo jak wróciłam to nie miałam weny do niczego, ale dzisiaj polepszył mi się humor... może dlatego, że byłam na zakupach i kupiłam sobie buty, o których ciągle marzyłam :D no nie wiem xD jestem zła, że Niemcy wygrali! To był jedyny mecz, który oglądałam i jeszcze drużyna, której kibicowałam przegrała :/ 
A co do rozdziału to dzisiaj zaskakująco pojawiła się perspektywa Nialla... końcówka ciekawa co?  Haha :D jestem taka zła :P 

Jeśli ktoś napisze cudowny, oryginalny, zabawny itp komentarz to dostanie dedykację w następnym rozdziale i może coś jeszcze ;)  :D 


środa, 9 lipca 2014

Przeczytajcie :)

Cześć :) niestety to nie rozdział, a jedynie notka mówiąca o tym, że wyjeżdżam nad morze. Bardzo was przepraszam, ale nie udało mi się dokończyć rozdziału :( wyjeżdżam jutro, a wracam 14 lipca więc jeśli już będę miała czas po podróży to od razu coś dodam :*
Buziaczki, kochani :*

Ps. Udanych wakacji :)

Obserwatorzy