sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 8


- Jestem!- Krzyczę gdy wchodzę do domu. Zdejmuję ubranie wierzchnie i idę do salonu.
- Jesteś dzisiaj trochę później- Mama patrzy na zegar. Szukam jakiejś sensownej wymówki, ale nie mam do tego głowy. Wzruszam jedynie ramionami i idę do góry. Rzucam się na łóżko i patrzę w sufit. Dręczy mnie myśl do czego by doszło gdyby nie dzwonek. To jest mój nauczyciel nie mogłoby dojść do czegoś więcej. Chodzi tutaj o pocałunek rzecz jasna. Harry jest dorosły, przystojny i co najważniejsze jest moim nauczycielem. Nie mogłabym zauroczyć się właśnie w nim. Nie mogłabym, prawda? Co jeśli już to nastąpiło? Moje myśli ciągle wracają do niego i jego cudownych oczu. To chore. On jest nauczycielem, nauczycielem!
Wstaję z łóżka i idę do łazienki. Biorę relaksujący prysznic by pozbyć się dręczących myśli. Na szczęście rany już nie pieczą tak jak rano. Nakładam na nie maść by szybciej się goiły. Wychodzę w samym ręczniku. Staję przed szafą nie wiedząc co na siebie włożyć.
- Rose?!- Słyszę głos Jamesa. Po chwili wpada do mojego pokoju.
- Co?- Pytam.
- Jedziesz ze mną po auto?- Uśmiecham się i kiwam głową. Odwzajemnia uśmiech i wychodzi z pokoju. Biorę szybko czarne spodnie i bordowy sweter. Gdy jestem gotowa zbiegam na dół.
- A czym tam pojedziemy?- Pytam
- Tata nas zawiezie- Mruga do mnie, a następnie zaczyna łaskotać. Uciekam na korytarz by założyć trampki i pójść do samochodu.
***
Zajeżdżamy pod dom zwany bliźniakiem. Rozglądam się z ciekawością po otoczeniu.
- Obyś synu coś kupił- Klepie go po plecach. James uśmiecha się i gestem mi również każe wyjść.
- Pa tato- Mówię i biegnę do brata, który zdążył już odejść. Fantastycznie jest widzieć go takiego podekscytowanego. Z jego twarzy nie znika cudowny uśmiech.
Nie zorientowałam się nawet kiedy zadzwonił dzwonkiem, dopóki się nie otwarły. Ku mojemu zdziwieniu był to młody chłopak. Przywitał się z nami, a po chwili ruszył przed siebie by pokazać nam samochód. Było to.....
Obserwowałam z boku jak mój brat ogląda auto i wymienia się swoimi spostrzeżeniami z chłopakiem. Z tego co udało mi się usłyszeć to jest wszystko dobrze.
- Podoba ci się?- Pyta mnie James.
- Jasne jest świetny- Mówię i się uśmiecham. Chłopak wręcza mojemu bratu kluczyki, a Jam szykuje pieniądze. Uśmiecham się sama do siebie. Wygląda jakby kupował zabawkę.
- Na razie- Żegnamy się z chłopakiem i wsiadamy do auta. Pociera swoje dłonie na co parskam śmiechem.
- Tylko nas nie zabij- Śmiejemy się i ruszamy.
***
Prowadzi lepiej niż bym przypuszczała. Podjeżdżamy na podjazd gdzie czeka już na nas mama. Za pewne bała się, że James spowoduje wypadek.
- Kochanie jest cudowny- Ściska go, a ja zastanawiam się czy mówi o aucie czy o nim. Uśmiecham się widząc jak mój brat ściska mamę. To przyjemne uczucie.
- Noo! Jest dobry- Mówi ojciec i pierwsze o robi to ogląda samochód. Potem wychodzi siostra, która udaje zachwyconą bo w cale ją to wszystko nie obchodzi. Jednak dla mnie to wszystko ma znaczenie. Każdy się cieszy i widzę jak Jamesa otacza rodzinna miłość, której mi niestety czasami brakuje.

***
Jak każdego ranka pośród tygodnia dzwoni mój budzik, który ma za zadanie sprawić bym ocknęła się z snu o zielonych tęczówkach i bujnych lokach na jego głowie. Coś dzieje się w mojej głowie. Nie wiem czy to źle, czy przeciwnie. Harry zaprzątnął moje myśli w ekspresowym tempie. Oprócz myślenia o nim przez cale dnie, pojawia się też w moich snach. Wydaje mi się to naprawdę dziwne. Chyba to nie jest norma, że śnie o nauczycielu?
Podczas brania prysznica zauważam, że po wczorajszym smarowaniu moje rany wyglądają znacznie lepiej. Zakładam czarne rurki i bordową bluzkę. Uwielbiam ten kolor. Postanawiam coś zmienić dzisiejszego dnia. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to rozpuszczenie moich brąz włosów. Robie jeszcze delikatny makijaż zanim schodzę na dół. Wychodzę szybciej by nie musieć zostawać na śniadaniu. Dzięki temu unikam wymyślania wymówek dlaczego nie jem.
Czuję sie inaczej gdy nie idę po Steph. Brakuje mi ich towarzystwa, ale nie chcę by ucierpieli przeze mnie. Wystarcza mi to, że ja jestem obiektem do wyśmiewania przez "gwiazdy" naszej szkoły.
Jak zawsze zaczynam matematyką. Siadam w ławce i wyjmuję podręczniki. Harry spóźnia się przez co w moich myślach pojawia sie jego obraz i naszej dyrektorki. Staram się pozbyć tych myśli.
Gdy na niego patrzę czuję się inaczej. Coś w środku jakby zapala ogień w moim sercu. Nie mogę oderwać się od jego ciała. Ma na sobie obcisłe rurki i czarną koszulę z odpiętymi kilkoma guzikami. Dostrzegam kilka tatuaży, ale skupiam się teraz na podziwianiu jego doskonałości. Nie pasuje mi on do roli surowego nauczyciela, którym jest.
Lekcja mija mi szybciej niż zazwyczaj. Pakuję swoje torby i wychodzę prędko z sali. Poruszam się po korytarzu. Zatrzymuje mnie jednak mocne szarpnięcie. Odwracam się i widzę moich przyjaciół.
- Co się do cholery dzieje?!- Krzyczy Steph przez co zamykam oczy.
- Dlaczego nas unikasz?- Pyta Niall. Otwieram moje oczy i patrzę w górę by się nie rozpłakać.
- Nie chcesz się już z nami przyjaźnić? Już nic dla ciebie nie znaczymy? Dlaczego nie powiesz nam tego wprost, co? Ok, nie chcesz się już z nami przyjaźnić to nie! Pieprze to! I wiesz co? Nienawidzę cię! - Niall próbuje coś powiedzieć, ale nie jestem w stanie tego usłyszeć, ponieważ odwracam się na  pięcie i zaczynam biec nie zwracając uwagi na ludzi. Łzy zaczęły moczyć moją twarz. Skręcam w pusty, ciemny korytarz i siadam na podłodze. Obejmuję moje nogi i chowam w nich twarz. Słowa Steph były najgorszymi z możliwych. Nienawidzi mnie... Miało być inaczej, ale jak zawsze musi pójść coś nie po mojej myśli.
- Rose! Rose!- Słyszę znajomy głos. Ocieram szybko łzy i spoglądam na postać. - Przepraszam cię, poniosło ją- Kręcę głową.
- Nie Niall, ona chciała to powiedzieć i miała racje. Nienawidzi mnie. Potraktowałam ją ostatniego razu źle i teraz jeszcze zaczęłam was unikać, a wszystko po to żebyście wy nie ucierpieli. Nie chciałam żebyście też stali się obiektem do naśmiewania przez paczkę Toma.
- Rose....- Przytula mnie mocno.- Naprawdę chodziło tylko o to? Przecież jesteśmy jak trójca święta nic nas nie rozdzieli- Uśmiecham się.
- A jednak
- Proszę cię nie płacz. Zobaczysz, jutro już będzie ok- Wyciera moje łzy i uśmiecha się do mnie. Horan zawsze miał w sobie to coś, że potrafił mnie pocieszyć w każdej sytuacji.
***
Po pięciu godzinach lekcyjnych nadszedł czas bym zajęła się pracą w bibliotece. Wchodzę po schodach na ostatnie piętro i idę do Pani Stevenson która pracuje w tej bibliotece od samego początku jej powstania.
- Dzień dobry- Witam się uprzejmie
- Och dzień dobry Rose- Uśmiecha się miło.
- Od czego mam zacząć?- Przechodzę do konkretów.
- Chciałabym żebyś przejrzała te stare książki do których prawie nikt już nie zagląda. Te które twoim zdaniem nie powinny się tam znajdować będziesz odkładać do wózka, a następnie Steph je poukłada- Kompletnie zapomniałam, że byłyśmy razem w to zaangażowane.
- Czy Steph już tuta jest?- Pytam.
- Nie, niestety dzisiaj nie mogła przyjść- Mówi , a po chwili patrzy na mnie z spod swoich okularów- Myślałam, że się przyjaźnicie- Wzdycham i siadam zrezygnowana na krzesło.
- Pokłóciłyśmy się
- Oj… każdy w swojej przyjaźni czy nawet miłości przeżywa kłótnie. To jest normalne. Po prostu nie można pozwolić by dalej się w to brnęło- Uśmiecham się i kiwam głową.
- Gdyby to było takie proste jak brzmi- Wzdycham i wstaję.
- Więcej wiary w siebie Rose!- Krzyczy gdy wychodzę.  Kieruję się na sam koniec biblioteki, który jest prawie jak za ścianą. Nikt już tej części nie odwiedza.  Są tutaj stare książki, które teraz mają nowsze wersje.
Zabieram się za pierwszy dział. Zanim zacznę cokolwiek czytać czy przeglądać muszę to obetrzeć z kurzu. Kilkakrotnie kicham gdy kurz unosi się w powietrzu. Słyszę chichot, który skądś kojarzę. Odwracam się i widzę opartego o regał nauczyciela. Harry’ego. Czuję się niezręcznie i unikam jego wzroku.
- Nie wiedziałem, że czytasz te stare rupiecie
- Nie, ja po prostu je przeglądam… Taka pomoc dla Pani Stevenson- Kiwa głową z zrozumieniem. Odpycha się od regału i do mnie podchodzi. Chwyta kosmyk moich włosów.
- Dlaczego nie przyszłaś na korepetycje?
- Nie mogłam bo jechałam z bratem- Kiwa głową i kładzie kosmyk moich włosów za ucho. Stoję wmurowana w ziemię. Nie mogę oderwać oczu od jego. Popchnął mnie na regał przez co książki dotychczas znajdujące się w moich rękach z nich wypadły. Podszedł zwinnym krokiem do mnie i naparł swoim ciałem. To się nie skończy dobrze. Mimo to nie mam ochoty go odpychać. Co się ze mną dzieje?! Pochyla swoją twarz, która znajduje się milimetry od mojej. Odsunął się ode mnie gdy usłyszeliśmy chrząkniecie. Moje policzki piekły niemiłosiernie. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
 _______________________
Rozdział nie jest sprawdzony 
 Na początek chce was przeprosić, ze nie dodałam rozdziału wczoraj ale po prostu kiepsko się czułam.

Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz

Oraz zapraszam na Afraid

wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 7


Rano budzi mnie budzik ustawiony na nocnej szafce. Gdy się ruszam, odczuwam ból. Nie za bardzo umiem go opisać. Trochę piecze, swędzi i jakby pękała skóra. Siadam na łóżku i w tym momencie wspomnienia do mnie wracają. Nie wiem dlaczego wczoraj tak zareagowałam i pewnym stopniu czuje się z tym źle. Może to alkohol, który wypiłam w towarzystwie niejakiego Louisa. Teraz z pewnością w oczach elity stanę się jeszcze większą gapą. To nie martwi mnie aż tak bardzo, lecz to jak potraktowałam Steph. Jest mi z tym strasznie głupio. Z pewnością muszę ją przeprosić.
Podeszłam do szafy i przeszukałam jej wnętrze by znaleźć coś luźnego. Oczywiście z jednego powodu... Bym mogła się w to wcisnąć.
Idę do łazienki i gdy staję przed lustrem mam ochotę płakać, krzyczeć. Moja twarz jest blada, usta są sine, oczy małe i czerwone, widać pełno czerwonych krwinek zarówno jak i na oczach, jak i na twarzy. Wchodzę pod prysznic, ale gdy pierwsze krople obijają się o moją skórę wybiegam z niego o mało co nie zabijając na mokrych płytkach. Rany są świeże więc w reakcji z woda strasznie zaczęły mnie szczypać. Postanowiłam w tym wypadku opłukać się delikatnie i umyć włosy za pomocą słuchawki.
Nie jem śniadania tylko ubieram moje martensy na chłodniejsze dni takie jak dziś. Na bluzę zakładam czarna skórzana kurtkę i wychodzę z mieszkania podczas gdy wszyscy śpią. Weszłam do sklepu po wodę, a następnie przemierzałam park. Przygotowywałam się psychicznie na zmierzenie się z wszystkimi. Po pewnym czasie gdy spojrzałam na zegarek stwierdziłam, że spokojnie mogę już iść.

***

Przeszłam wraz z całą masą ludzi przez bramę. Miałam opuszczoną głowę, ale mimo tego zauważyłam moich przyjaciół. Podeszła bym do nich gdybym się tak bardzo nie wstydziła. Nie chce ich upokorzyć. Tak więc całą drogę do sali od matematyki pokonałam z spuszczona głową. Miałam zero chęci na nią. Po dzwonku ślimaczym tempem szłam do ławki. Wyjęłam książki po czym położyłam głowę na ławce. Słyszałam jakby za mgłą tą znajomą chrypę, nie byłam w stanie zacząć go słuchać i uczestniczyć w lekcji.
Czułam osłabienie w moim organizmie. Coraz ciężej mi się oddychało oraz coraz słabiej słyszałam
- Rose... Rose?- Ocknęłam się i podniosłam wzrok na Harry'ego, który miał zmarszczkę na czole ewidentnie spowodowaną moim zachowaniem
- Wszystko w porządku?- pyta na co kiwam, że tak; oczywiście kłamiąc.
- W takim razie choć do tablicy- przełykam z trudem silę i biorę głębokie wdechy. Gdy wstaję obraz mi się zajmuje, a wszystko co słyszę odbija się echem. Tracę grunt pod nogami gdy daje krok między ławkami. Pamiętam tylko silne uderzenie, a potem… to już tylko pustka.

***

Zamrugałam kilkakrotnie żeby przyzwyczaić swoje oczy do światła. Usiadłam na małym łóżku. Po chwili poczułam ból w kości potylicznej.
- Jak się czujesz?- Spytała niska blondynka o ślicznych niebieskich oczach i malinowych ustach. Była naszą szkolna pielęgniarką.
- Trochę boli mnie głowa- wymamrotałam i potarłam bolące miejsce.
- Zemdlałaś.... Uderzyłaś głową o podłogę ma prawo cię boleć- uśmiechnęła się sympatycznie. - Jadłaś coś dzisiaj?
- Ummm...tak- skłamałam, ponieważ gdyby dowiedział się ktokolwiek, że nie jem już trzeci dzień to prawdopodobnie zamknęli by mnie w pokoju i ciągle karmili.
- W takim razie to zapewne osłabienie.... Pan Styles niedługo przyjdzie... Musiał dokończyć lekcję
- Ha... Pan Harry....- kobieta przerwała mi
- Pomógł mi cię przynieść tutaj
- Och- W całej szkole usłyszeć można było dzwonek. Nie minęła minuta gdy do pomieszczenia wszedł Harry. Zrobiło mi się strasznie głupio gdy stanął przede mną.
- Jak się czujesz? Wszystko w porządku?- Pielęgniarka zaczęła tłumaczyć, że to od osłabienia. Harry pokiwał głową nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Rose czy jest ktoś w domu kto mógłby cię odebrać?- Spytała blondynka. Zastanawiałam się chwilę nad odpowiedzią. Tata zapewne pracuje, a mama siedzi u swojej koleżanki. Robi tak zawsze gdy jesteśmy w szkole. Rzecz jasna, że James mnie nie odbierze
- Nie... nikogo nie ma- Powiedziałam ochrypłym głosem. Pielęgniarka westchnęła i szukała pomocy z strony Harry'ego.
- Mogę ją zabrać do mnie- Sądzę, że nie tego spodziewała się blondynka. Sama nie za bardzo tego chciałam.
- Ja...umm... nie wiem czy to dobry pomysł- Jąkałam się jeszcze bardziej gdy Harry zmrużył oczy, a na jego czole pojawiły się zmarszczki
- Hmm... chyba to dobry pomysł... - Spojrzałam na blondynkę błagalnymi oczami by cofnęła te słowa
- Czyli już mogę ją zabrać?- Pyta Harry, a blondynka kiwa potakująco głową. Podchodzi do mnie zwinnym krokiem niczym dzikie zwierze. Chwyta mnie za ramię. Usiłuję stłumić jęk, na całe szczęście tylko się krzywię i strzepuję jego rękę. Nieco zdziwiony chowa ją do kieszeni swoich spodni. Opuszczamy gabinet i idąc szarymi korytarzami w ogóle na siebie nie spoglądamy. Dzieli nas dość spory dystans.
- Czujesz się już lepiej?- Pyta i wcale na mnie nie spogląda.
- T-tak- Mówię drżący głosem. Nic nie mówi tylko otwiera drzwi i puszcza mnie pierwszą jak prawdziwy dżentelmen. Idziemy przez parking pełny samochodów. Wzdycham gdy widzę jego audi, które nadal wygląda jakby dopiero co wyjechało z salonu. To, że ma pieniądze uświadomiłam sobie już w dzień korepetycji gdy stanęłam pod jego domem, a raczej willą.
- Napędziłaś mi niezłego stracha gdy zemdlałaś- Mówi i uśmiecha się. Moja głowa ląduje na szybie gdy ruszamy.
- Nie wątpię...- Uśmiecham się sama do siebie w rozbawieniu gdy wyobrażam sobie to całe zdarzenie.- Chciałam ci podziękować. Słyszałam, że...
- To nic wielkiego- Odrywa wzrok od drogi przed nami i uśmiecha się do mnie. Potrząsam głową i powracam wzrokiem za szybę. Moje oczy jednak nie są zbyt posłuszne i ciągle wracają wzrokiem w jego stronę. Przyłapuję siebie samą na patrzeniu, a raczej skanowaniu całego ciała Harry'ego.
- Hmm...?- Odwraca głowę i widzę jak po jego twarzy przemyka cień rozbawienia. Rumienię się i odwracam od niego wzrok.

***

- Chcesz coś do picia?- Pyta gdy ja idę w kierunku salonu.
- Umm... może wodę- Wchodzę do pomieszczenia i uśmiecham się na widok śpiącego Tofika. Podchodzę do kanapy i głaszczę go tak by się nie obudził. Porusza się i po chwili kładzie na plecach. Chichoczę i głaszczę go po brzuchu.
- Uważaj... niezły z niego flirciarz- Śmieję się na słowa Harry'ego i sięgam po szklankę z przeźroczystą cieczą. Biorę kilka łyków i spoglądam na Harry'ego, który siedzi na kanapie i patrzy w sufit. Nie wiedząc co robić zaczynam się wiercić i szukam jakiegoś miejsca, które sprawiłoby żebym nie czuła się tak mało komfortowo.
- Harry?- Mówię cicho.
- Hmm?
- Co robisz?
- Myślę co mógłbym robić z uczennicą- Rumienię się, a on przejeżdża dłonią po swoich włosach widocznie skołowany tym jak zabrzmiały jego słowa.
- Umm... możemy…
- Możemy pograć w x-boxa- Wstaje i zaczyna wszystko podłączać.
- Nie wiem czy to dobry pomysł- Mówię, ale Harry zachowuje się jakby w ogóle mnie nie słyszał.- Nie jestem w to dobra
- A w co jesteś?- Pyta Harry z szerokim uśmiechem na twarzy. Jego oczy aż lśnią z rozbawienia. Po raz setny robię się czerwona.
- Ugh...- Wzdycham.- Nie w to o czym myślisz- Mówię
- Szkoda- Podnoszę jedną brew i wykorzystuję to, że stoi tyłem. Biorę jedną z poduszek i rzucam w niego.
- Jak dziecko... jak dziecko- Powtarza jakby do siebie i kręci głową.- Możemy zaczynać- Odwraca się w moją stronę. Wstaję i idę obok Harry'ego.
- Zdejmij bluzę. Będzie ci za ciepło- Wymyślam szybko jakąś wymówkę.
- Nie mam nic pod spodem- Znów się rumienię.
- Mi to nie przeszkadza- Uśmiecha się tak słodko, że mam ochotę włożyć w dołeczki swoje palce.
- Nauczyciel chyba nie powinien być tak zboczony.
- Po za szkołą ja nie jestem nauczycielem, a ty moją uczennicą- Chwilę myślę nad tym co powiedział. Mimo tego i tak nie zachowam się tak jak przy moich przyjaciołach.

***

- Boks?- Jęczę, a Harry się śmieje.
- Czujesz to?
- Co?
- Smak przegranej- Śmieje się. Uderzam go pięścią w bark. Chwyta się i udaje, że go boli. Kręcę głową i nie potrafiąc być dłużej poważna wybucham śmiechem. Gra się rozpoczyna, a ja nie mam siły i do tego wciąż chichoczę. Przegrywam pierwszą rundę z resztą jak każde inne.
- O Boże, ale się zmęczyłam- Jęczę i sięgam po szklankę. Wypijam resztę wody. Harry wpuszcza Tofika do salonu. Ten wbiega jak szalony i zwala ogonem kartki z stolika. Nachylam się po nie równo z Harrym. Podnoszę głowę w momencie gdy on robi to samo. Jesteśmy tak blisko siebie, że nasze nosy prawie się stykają. Patrzę w jego zielone oczy i walczę sama ze sobą by nie utonąć w ich zieleni. Uświadamiam sobie co się dzieje gdy rozlega się dzwonek do drzwi. Podnoszę się szybko i kładę kartki na stoliku. Przeczesuję swoje włosy i chwilę nie wiem co robić. Harry zniknął z pomieszczenia. Robię to samo. Przepycham się obok niego.
- Rose!- Woła moje imię.
- Cześć Rose!- Słyszę znajomy głos. Odwracam się i widzę Louisa.
- Nie gadam z tobą Louis!- Krzyczę i wychodzę przez bramę. Zastanawiam się skąd Harry zna Louisa.
_____________________________________

Siemka! Przepraszam, że długo nie dodawałam, ale byłam/jestem chora. 
Co się dzieje? Dlaczego tak mało jest komentarzy pod ostatnim rozdziałem?

Bym zapomniała! Zapraszam was na nowy blog. Jest to kolejne fanfiction o Harrym. Mam nadzieję, że zajrzycie i skomentujecie. :*


Wybaczcie, ale muszę: 6 komentarzy= następny 

Możecie zostawiać swoje tt, aski.... cokolwiek 

piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 6

Obudziłam się po godzinie 11:00. Wykonałam poranna toaletę po czym zbiegłam na dół.
- Cześć mamo- usiadłam na blacie. Po tacie nie było ani śladu wiec pewnie jest w pracy. Rodzicielka odpowiedziała mi szybko przez masę zajęć.
- Śpioch- zaśmiałam sie na słowa Jamesa i dźgnęłam go palcem w brzuch. Nie pozostał mi dłużny i zaczął mnie łaskotać.
- Dobra... Przestań- wydyszałam. Zmierzwił swoje włosy i usiadł na krześle.
- Zdałem prawo jazdy
- Serio?- zeskoczyłam z blatu.
- No... Szukam teraz jakiegoś auta
- Gratulacje...- naszą rozmowę przerwała mama.
- Rose chcesz śniadanie?
- Nie- wymamrotałam
- Musisz coś zjeść
- Nie chce
- Dlaczego?
- Bo nie jestem głodna
- Wczoraj prawie nic nie jadłaś
- Ugh... Daj spokój- przewróciłam oczami i wyszłam z kuchni. Usiadłam na kanapie w salonie. Ronnie pewnie była ze swoimi przyjaciółkami na mieście. Wspominając o tym naszła mnie ochota na wyjście do jakiejś kawiarni. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do Steph. Umówiłyśmy się za dziesięć minut na rogu jej ulicy.
*
- Znasz jakieś dobre kawiarnie?- pytam bo w tych sprawach jestem zielona.
- Nie, dlatego pójdziemy do pierwszej lepszej- spojrzałam na nią kątem oka.
- Czyli ta?- skinęłam w kierunku kawiarni o nazwie "Cupcake". Steph spojrzała na nazwę a potem na mnie i zachichotała. Weszłyśmy do środka. Było tutaj dość ciepło. Ściągnęłyśmy kurtki i powiesiłyśmy na wieszakach zaraz przy wejściu. Wystrój nie był jakoś specjalnie nowoczesny ale podobało mi się. Krzesła, stoły i panele były wykonane z białego drewna. Ściany natomiast miały kolor biało- kremowy. Ciepła kawiarni dodawały kolorowe kwiaty na każdym stołku oraz lampki. Usiadłyśmy przy jednym z wielu stolików. Po chwili przyszła kelnerka z menu. Chwyciłam jedno i zaczęłam przeglądać.
- Co bierzesz?- Spytałam
- Kawę i ciastko- Skinęłam głową. Nie czekałyśmy długo za kelnerką. Wróciła do nas po chwili tym razem z kartką.
- Co podać?- spytała uprzejmie.
- Dwie kawy latte i jeden placek... O ten- Steph mówiła zamówienie które uzgodniłyśmy. Kelnerka poszła za ladę a my zaczęłyśmy rozmowę.
- No wiesz ja uważam że ten pies to wabik na dziewczyny- pokręciłam głową na jej słowa. Po wczorajszym spotkaniu o wszystkim opowiedziałam jej w rozmowie przez telefon.
- Daj spokój Steph
- No co?- w pomieszczeniu rozległ sie dźwięk otwieranych drzwi. Automatycznie spojrzałyśmy w tym kierunku.- O wilku mowa- Cholera. Jeszcze tego brakowało.
Jak zwykle wyglądał przystojnie. Podszedł do lady. Mówił cos do kasjerki. Pewnie składał zamówienie. Gdy się odwrócił zauważył nas i uśmiechnął się. Podszedł do naszego stolika. Nie mogłam oderwać od niego oczu. Co ten człowiek w sobie ma że tak na mnie działa?
- Cześć dziewczyny- Powiedział uśmiechając się przy tym szeroko.
- Dzień dobry- Przywitała się Steph. Ja natomiast nie wiedziałam co powiedzieć.
- D-d...cześć Harry- uśmiechnął się raz jeszcze tylko tym razem inaczej.
- Niech pan siada- Moja przyjaciółka wskazała na krzesło obok nas- Jak idzie matematyka mojej przyjaciółce?- Pyta gdy Harry siada. Czuje sie nie zręcznie i mam wrażenie że chce mnie upokorzyć.
- Teraz już dobrze- Mruga do mnie po czym oblewam się rumieńcem. Wydaje mi się jakbym zrobiła coś nie legalnego. Nic takiego nie zrobiłam wiec pozostaje tylko pytanie czy to co czuje powiązane jest z obecnością nauczyciela?
Steph zachichotała. Zmarszczyłam delikatnie czoło i upiłam łyk kawy.
- Kiedy następne lekcje Rosalie.... umm Rose?- urocze było to jak zająknął się. Czy ja właśnie użyłam słowa "urocze"? No ale to nic takiego bo przecież dużo rzeczy jest uroczych prawda?
- Sadzę, że... Gdy będę potrzebować- Odpowiadam skrepowana. Steph kopie mnie pod stołem. Patrzę na nią, a ona kiwa głową. Wiem dokładnie o co jej chodzi. Chce bym umówiła się na jutro. Zrobiłabym to gdyby nie fakt, że czuję się dziwnie.
- Dobrze więc...- Harry zaczyna, ale wcinam się
- Sadzę, że jutro to odpowiedni dzień- Steph uśmiecha się dumnie, a ja oblewam się rumieńcem. Spoglądam na nauczyciela. W obydwóch policzkach widnieją cudowne dołeczki. Zielone oczy wlepione są we mnie. Patrzę dokładniej. Są niczym skoszona trawa. Czuje jej zapach i woń. Wyobrażam sobie łąkę. Zero zmartwień. Pełen spokój i szczęście. Jest w tych oczach dużo radości. Wnioskuje to po iskierkach. Jednak mimo tego są bardzo tajemnicze i pozostawiają zagadkę do odkrycia. Czuje się jakbym miała odnaleźć elementy układanki, a to był pierwszy.
- Rose... Rose?- przerywam moje wpatrywanie się gdy słyszę głos przyjaciółki. Kiwam głową by pozbyć się zielonych tęczówek.
- Ummm... Co mówiłaś?- czerwienie się. Spoglądam na Harry'ego gdy czuje na sobie jego wzrok.
- Ugh...Mówiłam, że musimy iść- Kiwam głową i żegnam się z nauczycielem krótkim " do widzenia"
*
Przemierzałyśmy nasze ulubione sklepy tak naprawdę bez celu. Przyszłyśmy do galerii tylko ze względu na ogarniającą nas nudę. Żadna z nas nie kupiła sobie nic z pośród tak wielu cudownych rzeczy. Przymierzałyśmy niektóre z nich tylko dla zabawy. Przeważanie były one za drogie, ponieważ wyszła nowa kolekcja na zimę. Można było oczywiście znaleźć coś taniego, ale przeważnie nie było to nic co by się nam przydało.
Po kilku godzinach znudziło nam się i to. Usiadłyśmy na środku galerii, na ławce i myślałyśmy co mogłybyśmy robić. Steph siedziała w Internecie na komórce. Mnie niezbyt chciało się myśleć akurat o tym. Swoimi myślami wracałam do wczorajszych korepetycji oraz rozmyślałam nad jutrzejszymi. Nie chcąc się zadręczać zmieniłam swoje myśli. Spoglądałam na ludzi maszerujących w różnych kierunkach. Próbowałam wyczytać cokolwiek z ich mowy ciała. Nie było to dość proste. Zdarzały się banalne przypadki. Na przykład małżeństwo szło nie trzymając się za ręce, zbyt daleko, ona miała smutną minę natomiast on był zły i przeszywał wzrokiem inne kobiety. Dotarło do mnie, że nie chciałbym być na miejscu tej kobiety. Wielu by się żałowało, a to według mnie jedna z najgorszych rzeczy.
- Tak!- usłyszałam głos przyjaciółki i momentalnie oderwałam się od moich przemyśleń.
- Hmm…?
- Connor..Wiesz… ten mój kuzyn wyprawia dzisiaj imprezę… więc…. Może… byśmy… poszły?- Mówiła nie pewnie, ponieważ po ostatniej imprezie obiecałam sobie, że już nigdy na żadną nie pójdę , a wszystko dlatego, że upiłam się tak mocno, że nic nie pamiętałam.
- Umm…- Szukałam przez chwilę sensownej wymówki- Tak w niedzielę?
- Ahhh… no, ale wiesz… liczy się zabawa- Gestykulowała rękoma- Proszę!
- Ugh… Dobra Steph ale masz dopilnować bym się nie schlała
- Moja w tym głowa
*
Siedzę po turecku na moim łóżku. Steph siedzi przed toaletka, a Ronnie ślęczy nad nią i mówi co uważa na temat makijażu. Mojej przyjaciółce to nie przeszkadza, a nawet pewnie odpowiada. Chciałaby czegoś takiego z mojej strony lecz ja nie znam się na makijażach. Przeglądałam Facebooka na telefonie i spoglądałam na dziewczyny. Sadze, że imprezowanie w niedzielę nie jest najlepsze ale uwielbiam gdy Steph się cieszy i jestem skłonna imprezować. Nie mogę jednak przesadzić.
- Skończone!- krzyknęła Stephanie, a następnie obróciła się w moją stronę - I jak?
- Jak zawsze wyglądasz cudownie Steph- Uśmiechnęła się zniewalająco. Moja przyjaciółka jest bardzo atrakcyjna. Jest wysoka, zgrabna. To ja jestem ta brzydsza. Moje ciało pokrywa niemiłosiernie wielka masa tłuszczu.
- Teraz ty kochaniutka- Schodzę ślimaczym tempem do krzesła. Siadam na nim i pozwalam na makijaż. Wiem, że będzie dobry jak zawsze.
Po kilku minutach widać efekt końcowy. Ronnie jest tak samo zachwycona jak Steph. Przyglądam się sobie w lustrze i widzę nieatrakcyjną dziewczynę. Zapomniałam o makijażu i skupiłam się na samoocenie. Zaczynam żałować, że tam idę. To nie miejsce dla mnie. Widzę te wszystkie szczupłe dziewczyny.
Odwracam się na krześle i chce zacząć mówić, że nie idę ale serce mi się lamie gdy widzę Steph tak bardzo szczęśliwą. Wzdycham i wstaje z krzesła. W drodze do szafy komplementuje makijaż.
Zakładam białą krotka sukienkę. Dziwie się że w ogóle się w nią mieszczę. Steph zakłada natomiast czarną.
Obydwie mamy podkręcone włosy.
*
Gdy jechałyśmy na imprezę pomyślałam sobie, że szkoda że nie ma z nami Nialla. Miałabym świadomość, że jest ktoś jeszcze oprócz Steph kto mógłby mnie pilnować. Niestety Horan dostał rozkaz od swoich rodziców i musiał jechać do babci.
Mijałyśmy domki jednorodzinne. Auto zatrzymało się pod jednym z wielu. Nie wyróżniał się prawie niczym oprócz tego, że na kilometr wiało od niego imprezą. Ahh… Wolę imprezy w klubach. Wzięłam kilka wdechów i wydechów po czym wysiadłam z auta. Steph wyciągnęła do mnie rękę. Chwyciłam ją i razem na wielkich szpilkach udałyśmy się do środka. W drzwiach przywitał nas Connor. Uwielbiałam tego chłopaka. Był trochę podobny do Nialla, ale z charakteru był bardziej nieznośny.
                Wnętrze wypełniała masa tańczących i pijanych osób. W pomieszczeniu czuć było papierosy alkohol i wszelakiego rodzaju narkotyki. Steph zaraz po przemieszczeniu się w głąb zniknęła z mojego pola widzenia. Westchnęłam i poszłam do kuchni. „By zacząć imprezę trzeba coś wypić”. Sięgnęłam po kubek i od razu opróżniłam jego zawartość. Czując na sobie czyś wzrok odwróciłam głowę. Zobaczyłam w średnim wzroście bruneta o hipnotyzujących oczach ale nie aż tak bardzo jak Nialla. Miał lekki zarost. Uśmiechał się tajemniczo. Podniosłam jedną brew. Poprawił swoją grzywkę. Zauważyłam ,że spod białego t-shirtu wystają tatuaże. Spojrzałam raz jeszcze na niego i stwierdziłam że jest o kilka lat ode mnie straszy.  
- Niby taka grzeczna…- Usłyszałam gdy odwróciłam głowę.
- Słucham?- Spytałam z odrobina złości w głosie.
- Jak masz na imię?
- Rose…- Patrzyłam na niego podejrzliwie.
- Jestem Louis- Zaszczebiotał
- Moż…
- To taki żart- Oparł się o blat i ciągle mi się przyglądał
- Serio? Najpierw naucz się jak rozmawiać z dziewczyną… potem możemy gadać- Wyszłam z kuchni i omal co nie wpadłam na grupkę pijanych osób. Pokręciłam głową. Wchodząc do salonu zauważyłam niemiłą grupę ludzi otóż „Szkolne gwiazdy” . Starałam się ich unikać. Kierowałam się do drzwi tarasu gdy usłyszałam śmiechy i „Cześć” skierowane do mnie.
                Jedna z dziewczyn kiedyś się ze mną kolegowała, ale to wszystko skończyło się gdy ona zaczęła chodzić z chłopakiem. Ubzdurała sobie, że chcę jej go odbić i dołączyła do „gwiazd”. Od tego czasu się ze mnie naśmiewają.
- Odpowiada się do cholery!- Krzyk sprawił, że stanęłam w miejscu. Nadal jednak byłam do nich plecami
- Eee  tam szkoda czasu na tego śmiecia- Usłyszałam cichszy głos, ale sprawił, że poczułam się strasznie źle.
- Masz rację Tom… Nie wiem jak ja mogłam się kumplować z kimś takim… Gruba, brzydka… w ogóle tutaj nie pasuje- Grupka zaśmiała się, a ja próbowałam powstrzymać łzy.
- No wypierdalaj stąd grubasie!- łzy wypłynęły na wierzch, a moje ciało zaczęło się trząść jak galaretka. Te słowa umknęłyby mi gdyby nie wyraz „gruba”. To stało się moim słabym punktem.
                Wybiegłam na zewnątrz zanosząc się okropnym płaczem.  Wiedziałam, że nie powinnam tu przychodzić, wiedziałam, że to nie miejsce dla mnie, wiem, że jestem gruba. Czuję do swojej osoby nie smak i brzydzę się siebie.
                Przeczesałam boleśnie swoje włosy. Zaszlochałam i z braku siły usiadłam na krawężniku. Zaczęłam pociera swoje nogi i ręce jakbym chciała zdjąć z siebie tą ogromną masę. Gdzieniegdzie pojawiła się krew od zadrapań paznokciami, ale to dla mnie nie było istotne, istotne było dla mnie to żeby pozbyć się tłuszczu.
                Nie miałam za złe tego Steph tylko sobie. Wiedziałam że tutaj nie pasuję, a i tak uległam i się tutaj znalazłam. Łzy zalały całą moja twarz i czułam jak skapują na mój dekolt. Cała się trzęsłam i nadal zachłannie drapałam. Po chwili stało się i to dla nie obrzydliwe. Nie chciałam na siebie patrzeć ani się dotknąć. Szlochałam patrząc w gwiazdy.
- Rose! Wszędzie cię szukałam!- Usłyszałam o dziwo trzeźwy głos Steph. Podeszła do mnie i momentalnie się pochyliła- Płaczesz?- Spytała przerażona widząc moją twarz. Spojrzała na mnie i skrzywiła się mocno. – Cholera coś ty zrobiła?!- Krzyknęła na mnie co sprawiło, że podskoczyłam. Nie pomagasz Steph. – Chodź- Chwyciła mnie za ręce.
- Nie dotykaj mnie!-  Wstałam i warknęłam  wyrywając się. Nikt nie ma prawa mnie dotykać. Ja sama brzydzę się tego to co dopiero inni.
- Rose?- Spytała łagodniej.  Odwróciłam głowę w jej stronę. Zauważyłam łzy w jej oczach. Prychnęłam i zaczęłam iść. Czułam pieczenie ran i gdzieniegdzie spływającą krew.  Ciężko mi się oddychało , a droga rozmazana była przez łzy. – Proszę, chodź… Odwiozę cię- Powiedziała. Przystanęłam i zdecydowałam się na tę prośbę bo nie za bardzo rozpoznawałam okolicę.
*
W domu wszyscy spali więc nikt nie zobaczy jak wyglądam. Po wejściu do pokoju zdjęłam ubrania i poszłam pod prysznic. Woda była czerwona. Nie mogłam się powstrzymać i spojrzałam. Skrzywiłam się widząc mocne zadrapania na kości piszczelowej, udach i rękach. Wolę nie wspominać o moich oczach.  
Zasnęłam z bólem który towarzyszył w moim sercu jak i na ranach.
___________________________________________

Z góry przepraszam za ten rozdział. Jest okropny...
Chciałabym również przeprosić za długą nie obecność. Miałam komputer u naprawy ale strałąm się pisać na telfeonie. Teraz mam cudeńko więc jest i rozdział.
Pojawiła się zakładka "Powiadamiani". Jesli chcesz być informowany zostaw cokolwiek. Twiiter, gg :D
Pozdrawiam 
Buziaki ;*

Komentujcie

Obserwatorzy