niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 10

Okręcam się na bok. Jestem pewna, że gdy wyciągnę nogę, swobodnie spadnie za krawędź łóżka. Jestem zdziwiona gdy jednak nadal się na nim znajduje. Zauważam również, że pościel pachnie inaczej i wykonana jest z innego materiału, a łóżko jest bardziej wygodne. Otwieram energicznie oczy gdy spostrzegam iż to nie moje łóżko. Podnoszę się tak, że siedzę. Najpierw pojawia się ból głowy, a dopiero po chwili zauważam Harry'ego siedzącego na pufie przy jednej z komód. Serce zaczyna bić szybciej niż dotychczas, a w mojej głowie pojawiają się przeraźliwe myśli. Jedna z nich nie daje mi spokoju przez co spoglądam na moje ubranie. Mam na sobie tylko majtki i koszulkę, która jest własnością mojego nauczyciela. Nauczyciela! Boże.
Przenoszę na niego wzrok gdy słyszę jak się śmieje.
- Kurwa- Mowie sama do siebie gdy plątam się w pościeli.
- Zawsze się tak do każdego tulisz?- Zauważam iż ma z całej tej sytuacji niezły ubaw. Staram się nie zwracać na niego uwagi. Krążę po pokoju w poszukiwaniu mojej górnej bielizny
- Gdzie jest do cholery mój stanik!- Puszczają mi nerwy. Dziwię się że przeklinam, ponieważ to nie w moim stylu. Widocznie jestem zła bo tylko w tedy staje się wulgarna.
- Zapewne tam gdzie go zostawiłaś- Mówi beznamiętnie. Wzdycham i wstaję by opuścić ten pokój w poszukiwaniu mojej górnej bielizny. Gdy znajduję się przed drzwiami dłonie Harry'ego lądują na moich ramionach, przez co się zatrzymuję. Odwracam wzrok w jego stronę.
- Ochłoń, nic się przecież nie stało- Unoszę głowę tak by patrzeć mu w oczy
- Może dla ciebie! Ale dla mnie to nie jest normalne, że pocałowałam nauczyciela, a potem spałam w nim w łóżku- Unoszę głos.
- Rosalie... Rose, mówiłem, że nie chcę byś traktowała mnie jak nauczyciela poza murami szkoły
- Myślisz, że tak idzie.... Poza tym  dlaczego?! Hmm?
- Nie ważne
- Co?! Mówisz mi, że mam nie traktować ciebie jak nauczyciela, ale nawet nie chcesz mi wytłumaczyć dlaczego! Może jesteś jakimś pedofilem czy coś, co? Zatrudniłeś się tylko po to żeby podrywać wszystkie nastolatki...- Przestaję mówić gdy czuję usta Harry'ego na swoich. Popycha mnie na drzwi i przywiera do mnie swoim ciałem. Nie odwzajemniam pocałunku i próbuję się wyrwać. Moje dłonie z całej siły próbują go odepchnąć. Gdy w końcu mi się to udaje wymierzam w jego twarz cios z otwartej dłoni. Chwyta się za policzek, a ja w tym momencie wybiegam z pokoju. Wbiegam do łazienki po spodnie i mam nadzieję, że będzie tam też mój stanik. Niestety nigdzie go nie widzę. Postanawiam założyć spodnie i uciekać stąd jak najszybciej. Takim też sposobem wybiegam z jego domu choć słyszę jak krzyczy moje imię. Zapinam szybko kurtkę w biegu. O mało co nie potykam się  o połamane drzewo.
***
- Już jesteś?- Pyta mama gdy pojawiam się w kuchni. Gdy wracałam od Steph przychodziłam przeważnie po południu.
- Mhm- Kiwa głową.
- Cześć Rose- Wita się Nelly
- Hej- Odpowiadam i biorę łyk wody.
- Zapomniałaś stanika?- Zaczyna się śmiać- Chyba, że nie byłaś u Steph
- Zamknij się!- Na ból mojej głowy zapewne nie pomogą mi wścibskie komentarze siostry.
- Dziewczyny, spokój!- Upomina nas mama. Przejeżdżam dłonią po swojej twarzy. Głupi uśmiech nie znika z twarzy mojej siostry. Nie mam ochoty się z nią użerać, choć zapewne gdyby nie ból głowy odpowiedziałabym jej jakąś ciętą ripostą. Odchodzę od blatu, ale czuję jak świat zaczyna mi wirować, a obraz się zamazuje. Dotychczas słyszane odgłosy odbijają się echem. Chcę dać kolejny krok, ale upadam na ziemię. Czuję już tylko przeszywający ból, ale i on po chwili zanika... wraz z moim zamknięciem oczu.
***
Otwieram oczy, ale mrużę je po chwili. W pokoju w którym się znajduje panuje niewyobrażalna jasność. Otwieram raz jeszcze oczy gdy słyszę znajome dźwięki aparatur. Rozglądam się po pomieszczeniu. Zaczynam panikować gdy rozpoznaję gdzie jestem. To szpital. Nie wiem co przeraża mnie bardziej. To, że jestem tutaj sama czy to, że leżę podpięta do różnych aparatur. Podnoszę się, ale opadam z powrotem, ponieważ odczuwam niewyobrażalny ból z tyłu głowy. Chwytam się za tę część, a do moich oczu napływają łzy. Po chwili okręcam się na bok i zaczynam szlochać.
- Rose!- Słyszę znajomy głos. Po chwili Niall kuca obok mojego łóżka. Ściera moje łzy, a następnie siada na łóżku i mnie przytula.
- Moczę ci koszulkę- Podciągam mało seksownie nosem.
- Naprawdę to jest takie ważne?- Pojawia się delikatny uśmiech na jego twarzy. Zaprzeczam kiwnięciem głowy.
- Jesteś tylko ty?- Kładę się z powrotem
- Nie, jest Steph, twoi rodzice, siostra i brat- Uśmiecham się.
- Dlaczego więc jesteś tylko ty, tutaj?
- Pozostali rozmawiają z lekarzem- Marszczę czoło.
- Co mi jest?
- Jesteś osłabiona i odwodniona- Teraz mama się dowie o moim odchudzaniu i zapewne zrobi mi awanturę. - Jak głowa?
- Boli- Mówię i przenoszę wzrok na drzwi. Do pokoju wchodzą pozostali.
- Zgłupiałaś do reszty! Odchudzałaś się i...- Tata uspokaja mamę, ale ten wybuch wystarczył bym zapłakała. Zakrywam swoja twarz rękoma. Wszyscy już wiedzą.
- Rose- Słyszę głos przyjaciółki. Łapie mnie za dłoń, dodając otuchy. James przytula mnie do siebie i posyła mamie wściekłe spojrzenie.
- Uspokój się- Słyszę głos taty
- Jak mam się uspokoić skoro ona upadła na głowę. Jest szalona... nie widziałeś tych zadrapań? Kto normalny zrobiłby sobie coś takiego
- Nie wierzę, że to mówisz. To twoja córka Katherine- Płaczę, bo słowa które słyszę ranią mnie od wewnątrz. Własna matka uważa mnie za szaloną. Sądziłam, że będzie chciała mi pomóc gdy kiedyś się to wyda, ale okazuje się, że bardzo się myliłam. Przytulam się do moich przyjaciół.
- Dzień dobry- Do pokoju wchodzi lekarz. - Jak się czujesz?- Pyta, a ja spuszczam wzrok na moje ręce. Czuję się źle bo własne matka uważa mnie za szaloną. - Boli cię głowa?- Kiwam.- Boli cię coś jeszcze?
- Nie- Szeptam i wycieram łzy z policzków. Czuję jak czyjeś ramiona obejmują mnie mocniej. Wydaje mi się, że ta osoba rozumie mnie doskonale i wie, że słyszałam rozmowę. Okręcam się i widzę Nialla. Uśmiecham się do niego delikatnie.
- Dobrze, w takim razie jutro będziesz mogła wyjść. Proszę cię byś odżywiała się poprawnie – Posyła mi znaczące spojrzenie, uśmiecha się i wychodzi.
- Chodźmy już- Mama ciągnie tatę za rękaw
- Katherine, uspokój się- Warczy- Ja w przeciwieństwie do ciebie chcę być przy córce- Rodzicielka parska i wychodzi. W tym momencie serce łamie mi się na pół. Dotąd uważałam, że to mamie zależy bardziej na mnie, ale teraz wiem jak jest naprawdę i to niesamowite, że prawda wychodzi zawsze w takich momentach.
- Rose, tak bardzo cię przepraszam- Tata siada na łóżku.
- Nie przepraszaj za nią- Kręci głową z zamkniętymi oczami dając mi znak, że jest mu przykro. Całuje mnie w głowę i wychodzi. Nie zauważalna, jak dotychczas Nelly, wychodzi tuż za nim.
- Trzymaj się Rose- James całuje mnie w policzek i wychodzi.
- Nie wierzę! Jak ona mogła!- Steph wydaje się zirytowana.
- Sądzę, że ona ma już dość- Mówi Niall i znowu doskonale wie czego potrzebuję. Steph staje naprzeciwko mojego łóżka.
- Bylibyście fajną parą- Mówi radośnie. Czuje jak na moje policzki wkrada się czerwień. Horan odchrząkuje i podnosi się z łóżka. Zatrzymuję go, ponieważ czuję się bezpiecznie i przyjemnie gdy mnie tuli.
- Twoja mam mówiła, że u mnie nocowałaś- Steph zaczyna chichotać.
- Powiedziałaś, że tak nie było?- Zaczęłam się denerwować, że i to już zostało odkryte.
- Oczywiście, że nie, ale ciekawi mnie gdzie zostałaś- Mówi jakby wiedziała doskonale gdzie byłam, ale po prostu chce usłyszeć to ode mnie.
- U Harry'ego. Byłam schlana!- Tłumaczę się gdy Steph wybucha śmiechem.
- Co kurwa? Spędziłaś noc u niego?!- Obserwuję Nialla. Podchodzi do okna i unika mojego wzroku.
- Byłam pijana- Tłumaczę się znowu.
- No właśnie, mógł cię wykorzystać!
- Ale tego nie zrobił!- Kopie w krzesło i wychodzi trzaskając drzwiami.
- A temu co?- Pyta Steph.
- Nie wiem- Mówię i znowu wybucham płaczem. Nie chcę stracić Nialla. Jest ważna częścią w moim życiu.
***
Tak jak mi obiecywano na drugi dzień opuściłam szpital. Do szkoły jednak wróciłam dopiero po tygodniu. Takie było zalecenie od lekarza. Tata oraz James pilnowali bym codziennie coś zjadała i wypijała. Mama unikała mnie, a ja jej. Czasami próbowała nawiązać kontakt, ale po prostu ją olewałam. Nelly jakoś nie przejęła się całą sytuacją i nawet zauważyłam w niej jakąś zmianę. Zapewne nie na dobre. Zaczęła ubierać się inaczej i robić mocniejszy makijaż. Wolałam nie poruszać tego tematu.
Na całe szczęście pogodziłam się z Niallem. Spędzaliśmy razem całe dnie. Steph czasami wpadła, ale nie mogła być tak długo jak Horan, ponieważ ma pełno dodatkowych zajęć i po prostu się nie wyrabia. 
Dzisiaj jest dzień w którym wracam do szkoły. Szczerze to denerwuję się bardziej zmierzeniem z Stylesem niż całym powrotem. Udało mi się nie myśleć o nim podczas pobytu w domu.
- Śniadanie- Słyszę głos mamy gdy zbiegam po schodach. Skręcam do kuchni. Wyrywam jej śniadanie z rąk, nawet na nią nie patrząc.
- Masz jutro wizytę u psychologa- Co?! Patrzę na nią jak na wariatkę. Zaczynam się śmiać.
Droga do szkoły mija mi dość szybko. Steph niestety dziś nie idzie, ponieważ czuje się źle. Zachodzę pod salę od matematyki i jestem zdziwiona gdy nikogo nie widzę z mojej klasy. Kieruję się na tablicę ogłoszeń. Wzdycham gdy czytam, że nie mamy dziś matematyki. Z jednej strony to nawet dobrze.
*
Zajęcia ciągną mi się niemiłosiernie długo i gdy słyszę dzwonek wzdycham z ulgą. Pakuję swoje książki i opuszczam salę. Zanim opuszczę szkołę idę jeszcze do gabinetu dyrektorki, ponieważ prosiła mnie na rozmowę. Zapewne chodzi o jakieś zajęcia. Pukam raz w drzwi i wchodzę do środka. Zamieram i czuję jakby świat stanął w miejscu gdy widzę Harry'ego i dyrektorkę. Jego koszula jest w połowie odpięta, guziki od spodni również. Ona siedzi na biurku i trzyma dłonie na jego szyi. Natomiast jego dłonie trzymały ją w pasie. Odwracają głowy w moją stronę. Otwieram buzię, ale po chwili ją zamykam. Wybiegam z gabinetu. Nie wiem co w ogóle sobie myślałam. Zapewne miałam rację podczas kłótni. Miałam jednak nadzieję, że jestem w ogromnym błędzie. Z moich oczu wypływa kilka łez.
- Rose!- Krzyczy, a po chwili łapie mnie za łokieć.
- Nie dotykaj mnie!- Warczę
- Rose...- Zaczyna, ale mu przerywam.
- Zamknij się i puść mnie do cholery!- Szarpię się.
- Przestań
- Przestań, co...?- Pytam go. Wygląda cholernie seksownie, ale próbuję nie zwracać na to uwagi.
- ...się tak zachowywać- Parskam śmiechem.
- Naprawdę nie mam ochoty na ciebie patrzeć- Znów próbuję się wyrwać. - Puść mnie! Nie wiem o co ci chodzi
- Chcę tylko porozmawiać
- Och naprawdę? Nie mamy o czym
- Wiem, że byłaś w szpitalu
- No i co z tego?- Zaczynam się niecierpliwić i czuję się coraz mniej komfortowo.
- Przestań się tak zachowywać
- Ale jak?!
- Jakby nic cię nie obchodziło- Marszczę czoło i na niego spoglądam.
- A obchodzi?
- Twoje łzy mówią same za siebie- Wzdycham i spuszczam wzrok. Nie potrafię długo kłamać.
- Sądzę, że dyrektorka się niecierpliwi- Mówię ostro i wyszarpuję swoje nadgarstki. Popycham ciężkie drzwi i wychodzę.
Po wyjściu ze szkoły przychodzi mi pełno słów, które mogłam mu powiedzieć. Ciekawi mnie co robił w tym gabinecie skoro podobno nie było go dziś w szkole. W ogóle to nie wiem po co tym wszystkim się zadręczam. To nauczyciel! 
*
Jem obiad w moim w pokoju wraz z Jamesem. Rozmawiamy o dzisiejszym dniu, ale oczywiście pomijam Harry'ego. Gdy pyta mnie co dziś robię otrzymuję smsa od Nialla.
' Dzisiaj o 20:00 impreza u mnie. Musisz przyjść inaczej my przyjdziemy do ciebie' Uśmiecham się do ekranu.
- Idę do Nialla na imprezę- Uśmiecham się i kontynuuję jedzenie.
- Super- Spogląda na telefon i po chwili zrywa się- Cholera jestem spóźniony
- Miłej randki- Krzyczę gdy zamyka drzwi. Otwiera je z powrotem i wystawia mi środkowy palec na co ja jemu pokazuje język. Chichoczę i podchodzę do szafy. Mam jeszcze dwie godziny. Postanawiam więc już mniej więcej przygotować strój. Wyciągam skórzaną sukienkę i postanawiam założyć do tego lity.
O 19:40 przyszła po mnie Steph. Postanowiłyśmy się dziś dobrze bawić. Z pewnością przyda mi się odskocznia od całego zamieszania z Harrym.

__________________________

Witajcie moi kochani!
Na samym początku chciałabym wam podziękować za wszystkie komentarze :*

Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba....(choć jest trochę pokręcony) i że zostawicie po sobie jakiś ślad. 


10 komentarzy= next 

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 9

- Steph!- Pisnęłam i odskoczyłam od Harry'ego. Moje policzki stały się tak czerwone, że aż czułam jak parzą. Nadal miała podniesione brwi. Po chwili jednak wybuchła śmiechem.
- Niech nas Pan zostawi- Podkreśliła mocno słowo 'Pan'. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Harry zniknął ekspresowo. Nie sądzę by było mu mniej głupio niż mi.
- Nie mam zamiaru wnikać co się tu stało, ale to nie znaczy, ze nie jestem ciekawa i zdziwiona- Och zdaję sobie z tego sprawę. Mówię sama do siebie w myślach.
- Przyszłam tutaj, ponieważ...- Urwała, a następnie zrobiła duży krok w moją stronę- ponieważ chciałam porozmawiać
- Niech zgadnę... Przysłał cię Niall?- To pytanie retoryczne, ponieważ doskonale znam na nie odpowiedź. Schylam się po książki, które wypadły mi z rąk. Odkładam je do kosza.
- Uhm... no, tak- Mówi nieco skrępowana. Na pewno nie tylko tym, że przysłał ją Niall, ale zapewne jest zawstydzona całą sprawą. Znam ją jak nikt inny i potrafię to wyczuć.
- Chyba trochę za mocno na ciebie naskoczyłam. Wiedz, że działałam pod wpływem impulsu.... To było nie przemyślane. Na prawdę tego żałuję. Niall mi wszystko wyjaśnił i jest mi teraz strasznie głupio- Mówiła szybko jakby chciała pozbyć się ciężaru, który jej ciążył. Na moją twarz jednak wpełzł uśmiech ulgi i radości gdy wypowiedziała te słowa. Westchnęłam i rzuciłam się na nią niczym hiena na mięso. Brakowało mi jej. Teraz zdaję sobie sprawę, że wyrzeczenie się ich jest jedną z najgorszych rzeczy.
- Powinnam cię przeprosić- Zaczęłam. Moja głowa stała się cięższa niż chwilę temu przez co wzrok wylądował na podłodze.- Zachowałam się źle. Nie mówię tylko o imprezie, ale nie powinnam cię unikać. To nie było w porządku- Ściska mnie mocno i głaszcze po plecach.
- Jest ok...Rozumiem- Wychodzę z jej objęć i uśmiecham się do niej. Jej twarz jak zwykle wygląda idealnie i nie ma żadnej zarazy. Ach co za niesprawiedliwość.- Rose... schudłaś- Jej wzrok przeskanował moje ciało. Skuliłam się na ten ruch z jej strony.- Same kości... w ogóle jakoś tak zmizerniałaś- Dotknęła moich ramion i przyglądała mi się z uwagą. - Ach no i słyszałam, że zemdlałaś... co się dzieje hmmm?- Westchnęłam i szukałam jakiegoś konkretnego wytłumaczenia.
- O Steph! Jednak się zjawiłaś!- Usłyszałam niedaleko nas głos Pani Stevenson. Spojrzałam prze ramię przyjaciółki i westchnęłam z ulgą. Oczywiście cieszyłam się z faktu, ze nie musiałam się tłumaczyć.
- Och tak przyszłam....
- Nie musisz się tłumaczyć- Kobieta uśmiechnęła się po czym puściła oczko w moją stronę. Podniosłam jedną brew gdy odeszła. Byłam zdziwiona jej zachowaniem. Steph kciukiem pokazała za siebie. W miejsce gdzie wcześniej stała Pani Stevenson. Zrobiła zdziwioną minę, a następnie obie parsknęłyśmy.
***
Nasza praca wydała się być jak dla mnie jeszcze bardziej przyjemna gdy do pracy dołączyła jedna para rąk. Z Steph bawiłyśmy się świetnie, ale zawsze potrafiłyśmy sprawić, że z najnudniejszego zadania stawało się coś nadzwyczaj ciekawego.
Pytała kilka krotnie o Harry'ego, ale starała się to robić dyskretnie jakby nie chciała mnie urazić.
- Ufff... jestem zmęczona... A jeszcze czeka mnie napisanie rozprawki- Westchnęła, a ja potwierdziłam, że nie ma lekko przez mruknięcie. Byłam równie zmęczona co ona. Wcześniej nie sądziłyśmy, ze przy tak lekkiej pracy można się tak wykończyć.
- No bym zapomniała... Niall robi imprezę
- Kiedy?- Pytam choć w cale nie jestem zainteresowana. Po ostatniej mam jakiś uraz.
- Za tydzień... może wcześniej. Wiesz z resztą jak to z Niallem- Zaczynam się śmiać i kiwam głową. Nagle przed nami pojawia się postać Harry'ego. Posyła znaczące spojrzenie Steph, a mnie chwyta za łokieć i prowadzi w bok. Popycha mnie na ścianę, ale nie tak mocno jak w tedy w bibliotece.  Napiera na mnie swoim ciałem.
- Dzisiaj o 18:00- Szepta mi do ucha. Po moim ciele przechodzą dreszcze. Przyjemne dreszcze. Odsuwa się i znika w ciemności korytarza. Nie wiem co o tym myśleć. Nie proponował mi korepetycji ani niczego innego. Czuję się dziwnie i nie do końca potrafię opisać to uczucie.

***
17:20

Patrzę na zegar i zastanawiam się co robić. Mam iść? Czy może zostać. Nie, w tedy bym czuła się źle. Ugh, stawia mnie w trudnej sytuacji, zresztą jak zawsze.
Nie wiem czy prosząc mnie o przyjście, a nawet nie bo w sumie to był rozkaz, miał w tym jakiś podtekst.  Co jeśli należy on do osób, które jak coś zaczynają to zawsze to kończą i będzie chciał dokończyć to czego nie dokończył w bibliotece? Boję się, ponieważ nie jest to dla mnie łatwe, choć jakaś część mnie tego chce. Naprawdę nie wierze w to co się ze mną stało. Nie dawno go nie lubiłam i byłam przeciwna korepetycją, a teraz chcę go całować.
Z każdą minutą jestem coraz bardziej zdenerwowana. Z jednej strony gdy się nie zjawię to może być na mnie zły, a z drugiej może pomyśleć, że może mi rozkazywać. Jeszcze nigdy życie nie było tak trudne.
Schodzę z łóżka by wyjąć butelkę w alkoholem. Hah... nikt by się nie spodziewał? To moje jedyne rozwiązanie gdy jestem w rozsypce lub gdy nie wiem co robić. Alkohol dodaje mi odwagi. Normalnie go nie piję. Po prostu muszę mieć duża motywację.
Przechylam butelkę i wlewam żrącą ciecz do gardła. Kwaszę się, ale po chwili czuję przyjemne uczucie. Czuję jak substancja rozchodzi się po moim ciele.
***
- Sądziłem, że nie przyjdziesz- Ach jego chrypka, jest tak seksowna. Wzruszam ramionami i wchodzę w głąb pomieszczenia. Tym razem nie próbuję ściągać obuwia.
- Nie chcę byś myślała, że...
- Nie myślę- Dotykam opuszkami palców figurek na półce. Harry stoi w wejściu do salonu i nie odzywa się. Przypuszczam, że jest zdziwiony.
- To co...
- Ciii...- Marszczę brwi i odwracam się by widział, że nie podoba mi się, że ciągle coś mówi. Jestem w trakcie poważnej walki z swoim ciałem. Nie mam podwójnej uwagi by móc go wysłuchać i przy okazji wybrać dobre rozwiązanie. Widząc jednak jego zdziwienie parskam śmiechem. Odwracam się od niego i kontynuuję podróż po regale. Gdy docieram do wierzy wciskam przycisk i po chwili rozbrzmiewa energiczna piosenka. Zaczynam się kołysać, a następnie podśpiewywać. Odwracam się wokół własnej osi z podniesionymi do góry rękoma. Zauważam, że Harry jest rozbawiony. Wyglądam pewnie jak kretynka, ale nie obchodzi mnie to w tym momencie. Ważne jest to, że mam to co chciałam... no może przesadziłam, ale tylko troszkę.
- Co tak się patrzysz? Dołącz do mnie- Nie przestaję wirować i tańczyć.
- Nie umiem tańczyć- Mówi rozbawiony.
- Och- Wzdycham. Muzyka się kończy, a zaraz zastępuje ją nieco przytłaczająca, ale dość romantyczna piosenka.   Podchodzę do niego powoli. Nie spuszcza mnie z oczu. Jego wargi wydają się być bardziej kuszące niż zawsze. Podchodzę jeszcze o krok. Staję na palcach, a następnie złączam nasze usta w ekspresowym tempie. Przesuwam dłońmi po jego ramionach, a następnie wplątuję je w jego włosy. Ciągnę za nie ciekawa jego reakcji. Gdy mruczy w moje usta pobudza mnie jeszcze bardziej. Odczuwam przyjemne uczucie w dole brzucha. Całowanie Stylesa jest bardziej niż przyjemne. Jest w tym całkiem dobry. Ma z pewnością większe doświadczenie niż ja.
Jego dłonie zjeżdżają po moich plecach następnie przenosząc się na pośladki. Jestem tym zdziwiona i z pewnością bym zaprotestowała gdyby nie wypita przeze mnie wcześniej wódka.
- Rose jesteś pijana- Mówi zachrypniętym głosem tuż przy moim  uchu. Przebiega mnie dreszcz. Wzruszam ramionami i wspinam by go znów pocałować. On ku mojemu zdziwieniu odsuwa się.
- Przepraszam... nie mam jakiegoś wielkiego doświadczenia... tak jak ty- Marszczę nos gdy zaczyna sie śmiać.
- Jesteś bardziej nawalona niż bym przypuszczał- Tupię nogą i mruczę jak małe dziecko.
- Śmiej się ze mnie!- Krzyczę, a następnie potykam się i prawie ląduję na podłodze. Na szczęście zdążam złapać sie pufy. Patrzę w miejsce gdzie miałam zamiar ujrzeć jakieś zabawki psa czy cokolwiek, ale tam nic nie było.
- Pff... masz nierówna podłogę- Pokazuję palcem, a następnie siadam na kanapie.
- Twoja mama wie, że tu jesteś?
- Myśli, że jestem u Steph- Mruczę.
- Odprowadzę cię do domu
- Nie byłoby prościej mnie odwieźć?- Marudzę i bawię się poduszką.
- Pożyczyłem samochód- Wyjaśnia na co wzdycham - No dalej wstawaj
- Juuuż- Podnoszę się i idę w stronę wyjścia. Czekam aż się ubierze. Otwiera drzwi i widząc co się dzieje na zewnątrz wciągam powietrze z świstem. Szaleje wichura i pada grad.
- Suuper- Opieram się o ścianę i w tym momencie telefon w mojej kieszeni zaczyna wibrować. Jest to wiadomość od mamy. Kochanie, zostaniesz u Steph? Nie jest najlepsza pogoda na wracanie. Odpisuję, że zostanę choć tak naprawdę nie wiem co z sobą zrobię.
- Moja mama myśli, że nocuję u Steph- Harry mierzwi swoje włosy po czym mówi.
- Możesz zostać u mnie. Mam wolny pokój- Moje oczy powiększają się dwukrotnie. Może gdyby nie alkohol w moich żyłach.... może bym się nie zgodziła.
*
Zakładam ubrania pożyczone od Harry'ego. Musze przyznać, że wyglądają lepiej niż sądziłam. Przeglądam się w lustrze ostatni raz po czym opuszczam łazienkę. Chwieję się trochę gdy idę korytarzem. Gdy stoję pod drzwiami zauważam, że moje nogi poniosły mnie pod drzwi pokoju Harry'ego. Pukam po czym wchodzę.
- Harry?- Szeptam.
- Hmm?- Mruczy. Przyszłam zapewne tutaj dlatego iż jestem przyzwyczajona, że gdy czegoś żałuję ( tym razem pocałunku) zawsze chodzę do Jamesa.
- No wiesz bo ja... nie lubię wiatru. A tamten pokój jest taki pusty i ugh straszny
- I co w związku z tym?- Jego głos jest tak seksowny. Podnosi głowę i widzę jak coś mówi sam do siebie. Nie jestem jednak w stanie tego usłyszeć. Patrzę na mój strój. Ach zapomniałam, że zrezygnowałam z spodni, ponieważ były za długie i źle by się spało. Jestem teraz w koszulce do połowy ud. Udaję, że tego nie widziałam i szybko wchodzę pod kołdrę.
- Hej kto ci pozwolił- Mruczy.
- Ugh Harry... korzystaj dopóki jestem pijana. To się nie zdarza często- Okręca się w moją stronę.
- Jesteś nawalona- Mówi to po raz setny i się odwraca.
- Ugh- Mruczę i zaczynam wiercić się w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Łóżko, a raczej łoże Harry'ego jest tak wielkie, że ze spokojem możemy zachować pomiędzy naszymi ciałami odpowiednią odległość.
- Możesz się tak nie wiercić?- Pyta z spokojem w głosie.
- Nie- Kopię go kolanem w tyłek, a następnie wybucham, śmiechem.
- Rose!- Karci mnie. Niespodziewanie zaczyna mnie łaskotać. Kulę się i rzucam na boki.
- Dobra, wystarczy- Wzdycham, a on się odsuwa. - Mogę się przytulić?- Szeptam. Delikatnie skinął głową. Przysunęłam się do niego i położyłam swoją głowę tuż przy jego torsie.
- Przepraszam, że cię pocałowałam i w ogóle za wszystko
- Kogoś wzięły wyrzuty sumienia…?
- Mhm... i nie zdziwiłabym się gdybym jutro skoczyła z mostu czy coś
- Przestań
- Dobranoc- Szeptam i zamykam oczy
- Dobranoc
__________________________

Hej! Jak wam minęły święta? Mam nadzieję, że dobrze ;) 
Ten rozdział jest trochę pokręcony i nie jestem do niego przekonana. Mam jednak nadzieję, że wam się spodoba. 
Zostawcie coś po sobie :)  

Zapraszam również na równie ciekawy blog!
http://stay-in-my-heart-forever-1.blogspot.com/

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 8


- Jestem!- Krzyczę gdy wchodzę do domu. Zdejmuję ubranie wierzchnie i idę do salonu.
- Jesteś dzisiaj trochę później- Mama patrzy na zegar. Szukam jakiejś sensownej wymówki, ale nie mam do tego głowy. Wzruszam jedynie ramionami i idę do góry. Rzucam się na łóżko i patrzę w sufit. Dręczy mnie myśl do czego by doszło gdyby nie dzwonek. To jest mój nauczyciel nie mogłoby dojść do czegoś więcej. Chodzi tutaj o pocałunek rzecz jasna. Harry jest dorosły, przystojny i co najważniejsze jest moim nauczycielem. Nie mogłabym zauroczyć się właśnie w nim. Nie mogłabym, prawda? Co jeśli już to nastąpiło? Moje myśli ciągle wracają do niego i jego cudownych oczu. To chore. On jest nauczycielem, nauczycielem!
Wstaję z łóżka i idę do łazienki. Biorę relaksujący prysznic by pozbyć się dręczących myśli. Na szczęście rany już nie pieczą tak jak rano. Nakładam na nie maść by szybciej się goiły. Wychodzę w samym ręczniku. Staję przed szafą nie wiedząc co na siebie włożyć.
- Rose?!- Słyszę głos Jamesa. Po chwili wpada do mojego pokoju.
- Co?- Pytam.
- Jedziesz ze mną po auto?- Uśmiecham się i kiwam głową. Odwzajemnia uśmiech i wychodzi z pokoju. Biorę szybko czarne spodnie i bordowy sweter. Gdy jestem gotowa zbiegam na dół.
- A czym tam pojedziemy?- Pytam
- Tata nas zawiezie- Mruga do mnie, a następnie zaczyna łaskotać. Uciekam na korytarz by założyć trampki i pójść do samochodu.
***
Zajeżdżamy pod dom zwany bliźniakiem. Rozglądam się z ciekawością po otoczeniu.
- Obyś synu coś kupił- Klepie go po plecach. James uśmiecha się i gestem mi również każe wyjść.
- Pa tato- Mówię i biegnę do brata, który zdążył już odejść. Fantastycznie jest widzieć go takiego podekscytowanego. Z jego twarzy nie znika cudowny uśmiech.
Nie zorientowałam się nawet kiedy zadzwonił dzwonkiem, dopóki się nie otwarły. Ku mojemu zdziwieniu był to młody chłopak. Przywitał się z nami, a po chwili ruszył przed siebie by pokazać nam samochód. Było to.....
Obserwowałam z boku jak mój brat ogląda auto i wymienia się swoimi spostrzeżeniami z chłopakiem. Z tego co udało mi się usłyszeć to jest wszystko dobrze.
- Podoba ci się?- Pyta mnie James.
- Jasne jest świetny- Mówię i się uśmiecham. Chłopak wręcza mojemu bratu kluczyki, a Jam szykuje pieniądze. Uśmiecham się sama do siebie. Wygląda jakby kupował zabawkę.
- Na razie- Żegnamy się z chłopakiem i wsiadamy do auta. Pociera swoje dłonie na co parskam śmiechem.
- Tylko nas nie zabij- Śmiejemy się i ruszamy.
***
Prowadzi lepiej niż bym przypuszczała. Podjeżdżamy na podjazd gdzie czeka już na nas mama. Za pewne bała się, że James spowoduje wypadek.
- Kochanie jest cudowny- Ściska go, a ja zastanawiam się czy mówi o aucie czy o nim. Uśmiecham się widząc jak mój brat ściska mamę. To przyjemne uczucie.
- Noo! Jest dobry- Mówi ojciec i pierwsze o robi to ogląda samochód. Potem wychodzi siostra, która udaje zachwyconą bo w cale ją to wszystko nie obchodzi. Jednak dla mnie to wszystko ma znaczenie. Każdy się cieszy i widzę jak Jamesa otacza rodzinna miłość, której mi niestety czasami brakuje.

***
Jak każdego ranka pośród tygodnia dzwoni mój budzik, który ma za zadanie sprawić bym ocknęła się z snu o zielonych tęczówkach i bujnych lokach na jego głowie. Coś dzieje się w mojej głowie. Nie wiem czy to źle, czy przeciwnie. Harry zaprzątnął moje myśli w ekspresowym tempie. Oprócz myślenia o nim przez cale dnie, pojawia się też w moich snach. Wydaje mi się to naprawdę dziwne. Chyba to nie jest norma, że śnie o nauczycielu?
Podczas brania prysznica zauważam, że po wczorajszym smarowaniu moje rany wyglądają znacznie lepiej. Zakładam czarne rurki i bordową bluzkę. Uwielbiam ten kolor. Postanawiam coś zmienić dzisiejszego dnia. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to rozpuszczenie moich brąz włosów. Robie jeszcze delikatny makijaż zanim schodzę na dół. Wychodzę szybciej by nie musieć zostawać na śniadaniu. Dzięki temu unikam wymyślania wymówek dlaczego nie jem.
Czuję sie inaczej gdy nie idę po Steph. Brakuje mi ich towarzystwa, ale nie chcę by ucierpieli przeze mnie. Wystarcza mi to, że ja jestem obiektem do wyśmiewania przez "gwiazdy" naszej szkoły.
Jak zawsze zaczynam matematyką. Siadam w ławce i wyjmuję podręczniki. Harry spóźnia się przez co w moich myślach pojawia sie jego obraz i naszej dyrektorki. Staram się pozbyć tych myśli.
Gdy na niego patrzę czuję się inaczej. Coś w środku jakby zapala ogień w moim sercu. Nie mogę oderwać się od jego ciała. Ma na sobie obcisłe rurki i czarną koszulę z odpiętymi kilkoma guzikami. Dostrzegam kilka tatuaży, ale skupiam się teraz na podziwianiu jego doskonałości. Nie pasuje mi on do roli surowego nauczyciela, którym jest.
Lekcja mija mi szybciej niż zazwyczaj. Pakuję swoje torby i wychodzę prędko z sali. Poruszam się po korytarzu. Zatrzymuje mnie jednak mocne szarpnięcie. Odwracam się i widzę moich przyjaciół.
- Co się do cholery dzieje?!- Krzyczy Steph przez co zamykam oczy.
- Dlaczego nas unikasz?- Pyta Niall. Otwieram moje oczy i patrzę w górę by się nie rozpłakać.
- Nie chcesz się już z nami przyjaźnić? Już nic dla ciebie nie znaczymy? Dlaczego nie powiesz nam tego wprost, co? Ok, nie chcesz się już z nami przyjaźnić to nie! Pieprze to! I wiesz co? Nienawidzę cię! - Niall próbuje coś powiedzieć, ale nie jestem w stanie tego usłyszeć, ponieważ odwracam się na  pięcie i zaczynam biec nie zwracając uwagi na ludzi. Łzy zaczęły moczyć moją twarz. Skręcam w pusty, ciemny korytarz i siadam na podłodze. Obejmuję moje nogi i chowam w nich twarz. Słowa Steph były najgorszymi z możliwych. Nienawidzi mnie... Miało być inaczej, ale jak zawsze musi pójść coś nie po mojej myśli.
- Rose! Rose!- Słyszę znajomy głos. Ocieram szybko łzy i spoglądam na postać. - Przepraszam cię, poniosło ją- Kręcę głową.
- Nie Niall, ona chciała to powiedzieć i miała racje. Nienawidzi mnie. Potraktowałam ją ostatniego razu źle i teraz jeszcze zaczęłam was unikać, a wszystko po to żebyście wy nie ucierpieli. Nie chciałam żebyście też stali się obiektem do naśmiewania przez paczkę Toma.
- Rose....- Przytula mnie mocno.- Naprawdę chodziło tylko o to? Przecież jesteśmy jak trójca święta nic nas nie rozdzieli- Uśmiecham się.
- A jednak
- Proszę cię nie płacz. Zobaczysz, jutro już będzie ok- Wyciera moje łzy i uśmiecha się do mnie. Horan zawsze miał w sobie to coś, że potrafił mnie pocieszyć w każdej sytuacji.
***
Po pięciu godzinach lekcyjnych nadszedł czas bym zajęła się pracą w bibliotece. Wchodzę po schodach na ostatnie piętro i idę do Pani Stevenson która pracuje w tej bibliotece od samego początku jej powstania.
- Dzień dobry- Witam się uprzejmie
- Och dzień dobry Rose- Uśmiecha się miło.
- Od czego mam zacząć?- Przechodzę do konkretów.
- Chciałabym żebyś przejrzała te stare książki do których prawie nikt już nie zagląda. Te które twoim zdaniem nie powinny się tam znajdować będziesz odkładać do wózka, a następnie Steph je poukłada- Kompletnie zapomniałam, że byłyśmy razem w to zaangażowane.
- Czy Steph już tuta jest?- Pytam.
- Nie, niestety dzisiaj nie mogła przyjść- Mówi , a po chwili patrzy na mnie z spod swoich okularów- Myślałam, że się przyjaźnicie- Wzdycham i siadam zrezygnowana na krzesło.
- Pokłóciłyśmy się
- Oj… każdy w swojej przyjaźni czy nawet miłości przeżywa kłótnie. To jest normalne. Po prostu nie można pozwolić by dalej się w to brnęło- Uśmiecham się i kiwam głową.
- Gdyby to było takie proste jak brzmi- Wzdycham i wstaję.
- Więcej wiary w siebie Rose!- Krzyczy gdy wychodzę.  Kieruję się na sam koniec biblioteki, który jest prawie jak za ścianą. Nikt już tej części nie odwiedza.  Są tutaj stare książki, które teraz mają nowsze wersje.
Zabieram się za pierwszy dział. Zanim zacznę cokolwiek czytać czy przeglądać muszę to obetrzeć z kurzu. Kilkakrotnie kicham gdy kurz unosi się w powietrzu. Słyszę chichot, który skądś kojarzę. Odwracam się i widzę opartego o regał nauczyciela. Harry’ego. Czuję się niezręcznie i unikam jego wzroku.
- Nie wiedziałem, że czytasz te stare rupiecie
- Nie, ja po prostu je przeglądam… Taka pomoc dla Pani Stevenson- Kiwa głową z zrozumieniem. Odpycha się od regału i do mnie podchodzi. Chwyta kosmyk moich włosów.
- Dlaczego nie przyszłaś na korepetycje?
- Nie mogłam bo jechałam z bratem- Kiwa głową i kładzie kosmyk moich włosów za ucho. Stoję wmurowana w ziemię. Nie mogę oderwać oczu od jego. Popchnął mnie na regał przez co książki dotychczas znajdujące się w moich rękach z nich wypadły. Podszedł zwinnym krokiem do mnie i naparł swoim ciałem. To się nie skończy dobrze. Mimo to nie mam ochoty go odpychać. Co się ze mną dzieje?! Pochyla swoją twarz, która znajduje się milimetry od mojej. Odsunął się ode mnie gdy usłyszeliśmy chrząkniecie. Moje policzki piekły niemiłosiernie. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
 _______________________
Rozdział nie jest sprawdzony 
 Na początek chce was przeprosić, ze nie dodałam rozdziału wczoraj ale po prostu kiepsko się czułam.

Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz

Oraz zapraszam na Afraid

Obserwatorzy