wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 17

- Musze ci coś powiedzieć'

 Jego słowa sprawiły, że zamarłam z kieliszkiem w ręku. Moje usta były lekko rozwarte, ale nie tylko z powodu jego nagłego wyskoku, ale i tego, że właśnie miałam upić łyk wytwornego wina. Zmarszczyłam czoło nie wiedząc czego się tak naprawdę spodziewać. Bałam się tego co ma zamiar powiedzieć, tym bardziej, że patrzył na mnie jakby przepraszał mnie, że właśnie kogoś zabił. Pochyliłam się nad stolikiem i odłożyłam kieliszek. Moje dłonie zaczęły się trząść, a to nie uszło uwadze Stylesa. Poczułam ulgę gdy uśmiechnął się pocieszająco i stwierdziłam, że może trochę wyolbrzymiam.
- To nie...- Przerwał, a ja podskoczyłam gdy jego telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na niego wzrokiem mówiącym ' chyba teraz nie odbierzesz?', ale on posłał mi przepraszające spojrzenie i wraz z telefonem wyszedł na balkon. Narodziło się we mnie uczucie podobne do złości, ale także i pewnego stopnia rozczarowanie, bo odebrałam jego ruchy jako wymówkę by tylko uniknąć tego co jakiś czas temu chciał mi powiedzieć. Nalałam do kieliszka czerwonego wina i rozsiadłam się z nim wygodnie. Spojrzałam na balkon, gdzie stał Styles pochłonięty rozmową. Ciekawe z kim rozmawia? Usłyszałam jego śmiech... Poczułam ukłucie w okolicach serca zdając sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy nie śmiał się tak jak teraz. To był cudowny śmiech i miły dla moich uszu, ale budził we mnie kontrowersje.
Może rozmawia z Louisem, w końcu są dobrymi przyjaciółmi...albo z jakimś innym przyjacielem. Dlaczego nie mogę dopuścić do siebie myśli, że właśnie po drugiej stronie może być jakaś dziewczyna? Może to jego siostra albo mama?
Upijając ostatniego łyka z kieliszka zrozumiałam jak mało o nim wiem. On wie o mnie praktycznie wszystko, a ja wiem, że on pracuje jako nauczyciel, ale nie z własnego wyboru, że lubił szaleć, i że ma rodzeństwo. Muszę z nim jutro porozmawiać.
Alkohol uderzył do mojej głowy, czuję to. Nie chciało mi się nachylać kilkanaście razy by nalać do kieliszka wina więc po prostu wzięłam całą butelkę i upiłam kilka łyków z gwinta. Zaśmiałam się sama do siebie. Ułożyłam się wygodnie na kanapie, a butelkę położyłam obok łóżka. Czekałam na Harry'ego wsłuchując się w cichą melodię wydostającą się z głośników małego radia.

Zamrugałam kilka razy i cicho jęknęłam gdy usłyszałam walenie do drzwi. Po chwili Harry je otworzył i pierwsze co zrobił to upomniał osobę za drzwiami, że zbyt głośno puka. Chciało mi się śmiać, ale przestało gdy uniosłam się na rękach, a moja głowa zaczęła strasznie boleć. Jęknęłam i z powrotem obaliłam się na...Łóżko? Jestem pewna, że zasypiałam na kanapie. Czyżby Harry okazał się dżentelmenem i przeniósł mnie do sypialni? Odkryłam część kołdry, która mnie przykrywała. Wypuściłam powietrze ze świstem gdy zobaczyłam, że mam na sobie tylko bieliznę. Stwierdziłam, że skoro jest teraz przy drzwiach to uda mi się dojść bez przebierania do łazienki. Wyszłam z pokoju i wpadłam na Harry'ego. Na moich policzkach pojawił się rumieniec.
- Część, Rose- Uśmiechnął się odsuwając. Spojrzałam w dół próbując ukryć zażenowanie- Oryginalny strój- Zaśmiał się i przygryzł wargę skanując mnie, a ja zamiast coś zrobić stoję jak wmurowana w ziemię.
- Dzięki, że mnie przeniosłeś, ale nie musiałeś mnie rozbierać- Mówię cofając się po woli do tyłu. Harry unosi jedną brew i idzie w moją stronę
- Nie miałem takiego zamiaru- Mówi, a uśmiech nie znika z jego twarzy.
- C-co?- Jąkam się marszcząc czoło.
- Sama się rozebrałaś- Moje nogi zderzają się z łóżkiem. Już nigdy więcej nie tknę alkoholu! Który to już raz tak mówisz? Setny?. Mówi wredny głosik w mojej głowie.
- Przepraszam
- Było fajnie- Spoglądam na niego, a on bezczelnie się śmieje. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Podchodzi do mnie szybkim krokiem i popycha mnie na łóżko. Obalmy się na nie- Żartowałem- Szepcze do mojego ucha, powodując gęsią skórkę na moich rękach. Zaczynam się śmiać gdy zimną ręką łaskocze moją talię. Moje ciało wije się pod nim ze śmiechu.
- Nawet nie wiesz co chciałbym z tobą robić- Znów szepcze do mojego ucha. Zamieram, bo nie spodziewałam się usłyszeć od niego czegoś takiego. Moje serce zaczyna szybciej bić, ponieważ jestem przestraszona. Spycham go dyskretnie z siebie.
- Muszę iść się wykąpać- Wstaję, a on łapie mnie za nadgarstek.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię- Kiwam głową i idę szybko do łazienki. Zamykam drzwi i opieram się o nie. Zaczynam myśleć czego on tak naprawdę ode mnie chce. Wiem, że by mnie nie skrzywdził ani do niczego by mnie nie zmusił, ale odczuwam strach. Harry jest dojrzałym mężczyzną i potrzebuje kobiety nie tylko do życia, miłych słów i kochania, ale także do... nawet nie wiem jak powinnam o tym myśleć. Zawsze się tego bałam i bać będę. Nie należę do dziewczyn, które po miesiącu ładują się chłopakom do łóżka.
- Rose- Harry puka do drzwi. Wstrzymuję na chwilę oddech- Rose wiem, że tam jesteś- Uderza w drzwi, ale tym razem znacznie mocniej. Odsuwam się na wszelki wypadek- Otwórz drzwi, Rose- Zauważam, że moje ręce się trzęsą- Rose do cholery!- Wzdryguję się na jego ton. Zakładam szlafrok, który zdjęłam z wieszaka i otwieram drzwi.
- O Boże płakałaś- Przytula mnie mocno. Dopiero teraz zauważam, że moje ciało drży od płaczu- Przepraszam, nie chciałem żeby to tak zabrzmiało- Wtulam się w niego mocniej i zaciskam jego materiał koszulki w pięść.
- Kim dla ciebie jestem?- Łkam.
- Jesteś dla mnie kimś ważnym, Rose- Moje serce bije szybciej na jego słowa. Odsuwam się od niego i patrzę w jego oczy. Ociera moje mokre policzki i uśmiecha się. To chciałam od niego usłyszeć, chciałam wiedzieć, że nie jestem dla niego kimś zwykłym, że nie jestem dla niego zabawką i teraz wiem, że odgrywam ważną rolę w jego życiu... tak jak on w moim. Nie czuję się samotnie jak dotychczas w więzi, którą tworzymy. Czuję, że nie tylko ja buduję nasz mur, ale i on. Staję na placach i składam pocałunek na ustach. Gdy chcę się odsunąć, on chwyta mnie i pogłębia go.

- To nie jest dobry pomysł- Jęczę po raz setny.
- Być w górach i nie być na nartach? To niemożliwe- Uśmiecha się i ciągnie mnie za sobą.
- Ale ja nigdy nie jeździłam na nartach- Patrzę z przerażeniem na osoby, które już przezywają ten horror.
- To cię nauczę- Harry wykupuje dla mnie narty, a ja podziwiam osoby, które jeżdżą doskonale, a współczuję tym co jakiś czas się przewalają. - Chodź- Chwyta mnie za rękę w stronę wyciągu by wjechać na górę.
- Nie, nie, nie- Zapieram się nogami.
- Rose- Jęczy- Zobaczysz, będzie fajnie- Patrzę na niego i mięknę. Pozwalam by zaprowadził mnie na wyciąg.
Gdy znajdujemy się na górze coraz bardziej żałuję, że jednak nie zostałam na dole. Harry zapina swoje narty, a ja próbuję znaleźć wymówkę by tylko jak najdłużej pozostać w moich traperach. Rozglądam się po otoczeniu i wzdycham z ulgą zauważając budkę z pączkami i innymi przysmakami.
- Jestem strasznie głodna, pójdę po pączka- Mam nadzieję, że mi pozwoli. Patrzy na mnie, a po chwili kiwa głową. Nie śpieszę się i nawet wpuszczam przed siebie parę, która stała w kolejce.
- Cześć- Witam się gdy zauważam chłopaka mniej więcej w moim wieku. Uśmiecha się i odpowiada- Po proszę pączka- Pakuje go w specjalny woreczek i mi go podaje- Ile będę płaciła?- Pytam gdy chłopak długo nie podaje ceny.
- Na koszt firmy- Uśmiecham się i dziękuję mu- Jesteś tutaj pierwszy raz?- Bardziej stwierdza niż pyta
- Aż tak to widać?- Uśmiecham się.
- Może pokazać ci jak się zjeżdża albo pokazać okolicę?
- Dzięki, ale jestem z... przyjacielem. Może innym razem- Uśmiecham się i kiwam mu gdy odchodzę.
- Co tak długo?- Pyta Harry- Zdążyłbym zjechać z pięć razy.
- To czemu nie zjechałeś?- Pytam z pączkiem w buzi. Smakuje niesamowicie. Harry marszczy czoło i wyrywa mi moje jedzenie. Patrzę na niego wściekły wzrokiem i jestem prawie pewna, że go wyrzuci, ale on ku mojemu zaskoczeniu go zjada.- Ej to był mój pączek!- Rzucam się na niego. Harry się śmieje i prawie wypluwa jedzenie gdy wskakuję na jego plecy. Parskam śmiechem i schodzę z niego.
- Pójdę po jeszcze jednego. Na pewno...- Zacinam się gdy zdaję sobie sprawę, że nie wiem jak chłopak od pączków ma na imię - Mój nowy kolega da mi kolejnego na koszt firmy- Wyciągam język w jego stronę.
- Jaki kolega?- Łapie mnie w pasie i marszczy czoło.
- Od pączków- Uśmiecham się zadziornie.
- Ach tak?- Patrzy w stronę budki- Zakładaj narty.
- No niee!- Jęczę.
- No dalej- Mruczę niezadowolona. Okazuje się, że jestem tak nieporadna, że nawet nart nie umiem założyć i Harry musi mi pomóc. - W pierw pokażę ci na tej małej górce- Kiwam głową i obserwuje jego ruchy. Nawet na nartach zachowuje swoją grację. - Teraz ty- Uśmiecha się dodając mi otuchy. Robię tak jak on pokazywał, a mimo to ląduję na pupie- Całkiem nieźle- Uderzam go w ramię gdy śmieje się ze mnie.
Powtarzamy kilkanaście razy to samo, a ja za każdym razem tak czy inaczej ląduję na moim  tyłku.
- Dobra, ciebie nie da się nauczyć- Harry poddaje się.
- Ejj!- Pstrykam placami w jego nos.
- Chodź ze mną na dużą górkę- Spoglądam na niego przestraszonym wzrokiem. - Chcę zjechać, a ty tylko popatrzysz
- Ok- Uśmiecham się.
Widok z największej górki jest nie do opisania. Wszystko wygląda na takie małe. Nie mogę oderwać od tego oczu.
- Ej, masz patrzeć na mnie- Uśmiecha się  i szturcha mnie delikatnie.
- Ok, ok- Śmieję się. Gdy patrzę po raz kolejny na widok zastanawiam się czy to bezpieczne... ten zjazd.
- Jesteś pewien, że chcesz zjechać?
- Rose, jeżdżę od dziecka- Wzdycha.
- W takim razie ok- Mówię i obserwuję jego ruchy. Jego słowa sprawiają, że nie martwię się o niego aż tak bardzo, ale mimo to jakaś cząstka mnie mimo to się o niego boi.
Sprawnie zjeżdża i mogę powiedzieć, że najlepiej z wszystkich. Uśmiecham się mimowolnie do siebie. Jestem z niego dumna.
- Hej! Zejdź na bok!- Woła do mnie jakiś młody chłopak. Schodzę trochę na dół i przesuwam się w bok. Grupa chłopaków stoi na skraju góry i widzę, że mają zamiar zrobić coś szalonego, głupiego. Wyrażają to ich miny. Nie chcę ich obrażać, ale nie wyglądają na doświadczonych. Obracam się by spojrzeć czy Harry już dojechał.
- Start!- Słyszę i obracam głowę na chłopaków. Zjeżdżają i drą się na cały głos. Przestraszonym wzrokiem patrzę na chłopaka, który jedzie praktycznie na mnie i wygląda jakby za chwile miał się przewrócić. W ogóle nie ma panowania nad nartami. Próbuję się cofnąć, ale trafiam na krzaki. Serce wali mi jak młot pneumatyczny, a ręce zaczynają się pocić. Nie wiem co robić, a na dodatek wszystko dzieje się tak szybko. Chłopak jedzie strasznie szybko i widzę przerażenie w jego oczach. Traci równowagę i chwyta się mnie.
- Nie!- Krzyczę, ale jest za późno. Pociągnął mnie kawałek za sobą, a dalej zaczęłam się kulać po zimnym, twardym śniegu. Próbowałam się czegoś złapać. Przytrzymałam się gałęzi, ale nie wytrzymałą zbyt długo. Ręka strasznie zaczęła mnie piec, a gdy na nią spojrzałam zobaczyłam krew. Zaczęłam krzyczeć głośniej niż dotychczas. Bolało mnie biodro i głowa. Uderzyłam o coś tak mocno, że straciłam na chwilę oddech. Siła była duża, ponieważ spadałam z taką szybkością jak ludzie jadący na nartach. Czułam paraliż i nie mogłam niczym ruszyć. W mojej głowie pojawił się krzyk chłopaka, który upadł szybciej niż ja. Byłam zła, że chwycił się mnie, ale wiem, że wiele osób ma taki odruch. Ja gdy się obalam też zazwyczaj chcę się czegoś złapać.
- Rose!- Słyszę krzyk Harry'ego- Rose!- Krzyknął raz jeszcze, ale teraz jego głos był bardziej przestraszony. Otwarłam oczy i zobaczyłam jak zbiega do mnie, a za nim jeszcze kilka innych osób. Zaczęłam kaszleć, a raczej krztusić się krwią, która płynie z mojego nosa. Harry upada na kolana przy mnie.
- Rose- Szepta i dotyka mojego policzka. Łza spływa po  moim policzku gdy widzę jego wyraz twarzy. Usta są delikatnie rozwarte, a oczy ma takie… smutne. Serce mi pęka. – Rosie, moja kochana Rosie- Przytula mnie. To jak mnie nazwał pozwala mi przez chwilę zapomnieć o bólu. Nie jestem jednak na tyle silna by móc walczyć. Mój organizm jest osłabiony po upadku jeszcze w domu. – Nie. Nie. Nie zamykaj oczu- W jego głosie jest tak wiele desperacji i błagania…- Rosie ja c…- Moje oczy się zamknęły i choć bardzo chciałam wiedzieć co chce mi powiedzieć to nie mogłam, bo straciłam kontakt z rzeczywistością.

_________________________________

Niespodzianka! 
Dodaję szybko rozdział, bo mam straszną wenę ( dzięki wam :*) i nie mogłam się powstrzymać żeby go nie napisać i nie dodać :D
Dziękuję za wspaniałe komentarze ♥ i mam nadzieję, że zostawicie pod tym rozdziałem dłuuugaśne komentarze ( bo takie uwielbiam :D ) jako podziękowanie, że dodałam tak szybko xD

Zastanawiam się czy założyć ask tego opowiadania... chcielibyście? :) 

30 komentarzy= next ( dacie radę! ♥)

Zapraszam na świetne tłumaczenia:
KLIK
KLIK

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 16

Wydaje mi się, że po raz pierwszy byłam pewna tego co robię i nie przychodziło mi nawet do głowy myślenie, że to niestosowne. Czułam wewnątrz siebie wielką radość i podekscytowanie. Harry Styles zabiera mnie w góry. To nie może być nie fajne.

Z radia leciała głośno piosenka Miley Cyrus. Podśpiewywałam ją choć w cale nie umiem śpiewać. Harry skupiony był na drodze, ale czasem spojrzał na mnie i uśmiechnął się pokazując swoje dołeczki. Droga stawała się nudna, a ja coraz bardziej nie mogłam się doczekać celu. Tym bardziej, że nigdy nie byłam w górach, a słyszałam wiele pozytywnych rzeczy na ich temat. Próbowałam sobie wyobrazić mnie i Harry’ego wśród wielkich wyżyn, ale nie byłam do tego zdolna, bo przekraczało to moje umiejętności. Nie mogę przestać się zachwycać faktem iż jadę tam z Stylesem.
Moje nogi ścierpły, z resztą jak wszystkie inne kończyny mojego ciała. Zaczęłam się wiercić, a gdy nie znalazłam odpowiedniego miejsca mruknęłam z niezadowoleniem.
- Daleko jeszcze?- Mruknęłam okręcając głowę w jego stronę.
- Wyglądasz jak osioł z Shereka- Zaczął się bezczelnie śmiać. Moja usta były rozwarte, bo nie spodziewałam się, że zachce mu się ze mnie żartować. Uderzyłam go w bark i udałam obrażoną.
- Ej... nie chciałem cię obrazić- Przeszedł mnie dreszcz gdy poczułam jego dłoń na moim udzie. Uśmiechnęłam się i położyłam swoją o wiele mniejszą dłoń na jego. Wziął swoją, a mi zrobiło się strasznie głupio. Odwróciłam głowę w stronę szyby by nie mógł zobaczyć mojego wyrazu twarzy albo rumieńców. Poczułam z powrotem jego dłoń i zmarszczyłam czoło.
- Nie patrz tak na mnie- Mówi i wierci się na fotelu. Dociera do mnie, że przecież musi zmieniać biegi. Tracę przy nim głowę!
- Jak?- Pytam nie wiedząc o co mu chodzi.
- Zagryzasz wargę, a to powoduje, że mam ochotę cię pocałować- Jego słowa sprawiają, że wstrzymuję oddech, a po chwili szybko je wypuszczam. Moja klatka piersiowa drży przez kilka chwil.
- Przepraszam- Wydusiłam z siebie i skopiłam uwagę na drodze.
- Nie masz za co- Nastała między nami cisza, którą zakłócało tylko radio- Zaraz będzie stacja benzynowa. Będziesz mogła się rozprostować
- Super- Nie mogę doczekać się by wyjść z auta i postawić moje nogi. Brakuje mi też świeżego powietrza.
Wjeżdżamy na stację i tankujemy auto. Harry zjeżdża na bok by nie zajmować kolejki.
- Chcesz coś do jedzenia?- Pyta zanim wychodzi z auta.
- Hot-doga- Unoszę kącik ust i obserwuję jego ciało - Pójdę do toalety- Mówię trzaskając drzwiami. Kiwa głową i wchodzi do środka. Idę na tyły budynku, tak jak wskazuje strzałka. Powietrze jest lodowate, do tego zimny wiatr i co jakiś czas pada śnieg. Popycham ciężkie drzwi i wchodzę do niezbyt schludnego pomieszczenia. Załatwiam swoje potrzeby fizjologiczne i wychodzę.
- Zgubiłaś się?- Ignoruję faceta o długiej rudej brodzie i ubraniach w stylu punk- Mogę cię gdzieś podwieźć- Idzie za mną więc przyśpieszam.- Hej mówię do ciebie!- Krzyczy w momencie gdy na kogoś wpadam. Serce wali mi w klatce, ale gdy unoszę głowę widzę Harry'ego. Wzdycham z ulgą.
- Jakiś problem?- Pyta Harry. Jego głos jest twardy, stanowczy i zły. Wtulam się w jego klatkę.
- Rozmawiałem z tą ślicznotką- Mówi kiwając na mnie. Czuję jak śniadanie mi się wraca. Ohydny facet. Mięśnie Harry'ego napinają się. Gdy robi krok przytrzymuję jego klatkę.
- Chodź- Popycham go w stronę auta. Mierzy mnie wściekłym wzrokiem, a po chwili jego tęczówki stają się ciemne z pożądania. Kładzie jedzenie na dach auta, a mnie przypiera do drzwi. Próbuję stłumić jęk gdy mocno na mnie napiera. Jego dłonie suną po udach i docierają do moich pośladków. Podnosi mnie, a ja oplatam jego talię nogami. Całuje mnie agresywnie, a zaraz po tym przenosi się na szyję. Ssa ją mocno.
- Ałł- Syczę gdy przygryza wrażliwa skórę zębami.
- Jesteś moja- Patrzy w moje oczy tak intensywnie, że mam ochotę stać się strusiem i schować głowę w piasek. Nie wiem co powiedzieć, zrobić. Jestem zbita z tropu - Powiedz to- Wzdłuż kręgosłupa przebiega mnie dreszcz gdy spoglądam w jego tęczówki. Są ciemne, nie zielone. Zastanawiam się czy to ten sam Harry - Powiedz to- Mówi szeptem w moje usta. Marszczę czoło nie wiedząc o co mu chodzi.
- Jestem twoja, Harry- Wypowiadam te słowa  z nutką niepewności, ponieważ dziwi mnie zachowanie Stylesa. Zanim zdążam zareagować jego usta przywierają do moich, a po chwili język domaga się o wejście. Przenoszę dłonie na jego klatkę i odrywam się od niego.
- Jestem głodna i zimno mi- Mówię i wchodzę do auta. Ucieczka zawsze była najlepszym sposobem na rozwiązanie problemów.
- Przepraszam- Jego głos roznosi się w aucie- Coś mnie poniosło- Spuszcza wzrok i zagryza wargę. Już wiem co czuje gdy ja zagryzam wargę. Kładę dłoń na jego policzku i pocieram jego delikatną skórę. W dole mojego brzucha pojawia się uczucie jakby stado motylków łaskotało moją skórę. Podnosi na mnie wzrok, a jego oczy nie są już ciemne. Powróciła zieleń, którą uwielbiam.
- Jesteś cudowna, Rose- Czerwień wkrada się nieproszona na moje policzka. Spuszczam wzrok i już mam zdjąć swoją gdy ją przytrzymuje. Drugą dłonią chwyta moje biodro i zmusza mnie bym usiadła na nim okrakiem. Całujemy się z wielką pasją i czułością, ale dominuje namiętność. Jego ręce suną po moim ciele jakby chciały zapamiętać każdy element. Odsuwam się gwałtownie gdy przejeżdża po wrażliwym miejscu gdzie znajdują się moje łaskotki. Podskakuję gdy przypadkowo wduszam klakson. Kilka osób patrzy się na nasze auto. Oblewam się rumieńcem, ale odcień staje się prawie bordowy gdy jęk wydobywa się z ust Harry’ego. Zakrywam twarz dłońmi. Chwyta tył mojej głowy i kładzie ją sobie na ramieniu. Wybucham śmiechem, a po chwili i on.

Zajeżdżamy na miejsce późnym południem. Na dworze nie ma wiele osób zapewne ze względu na niezbyt sprzyjającą pogodę. Jest mróz i sypie śnieg.
Auto zatrzymuje się na dużym podjeździe, a gdy brama się otwiera wjeżdżamyna parking hotelu.
- Jeśli ty to nazywasz normalnym hotelem to ja nie wiem jaki jest dla ciebie nie normalny- Mówię oszołomiona pięknością i estetyką budynku. Wygląda na świeżo wybudowany. W większości dominuje kolor biały, ale można doszukać się i brązu. Schody wykonane są z granitu. Wokół jest pełno roślin, które mimo panującej zimy wyglądają na zadbane.
- Chodź, Rose- Wyciąga do mnie dłoń.
- Mogłeś powiedzieć, że to będzie jakiś ekskluzywny hotel. Ubrałabym się inaczej- Marudzę gdy gramolę się z auta.
- Ja zawsze sypiam w ekskluzywnych hotelach, złotko- Mruga do mnie zadziornie. Parskam śmiechem.
- Nie wątpię Panie Styles- Daję mu kuksańca w bok.
- O ty!- Śmieje się i rzuca we mnie kulką śniegu. Piszczę i wbiegam do budynku. Kobieta z recepcji patrzy na mnie jak na wariatkę, a po chwili na Harry'ego, który łaskocze mnie. Kobieta odchrząkuje, a my cicho chichoczemy. Styles idzie nas zameldować, a ja czekam z boku. Rozglądam się po pomieszczeniu. Wszystko wygląda tutaj na drogie i staram się nie myśleć ile wyniósł właściciela ten hotel.
- Chodź- Chwyta moją rękę i prowadzi mnie na schody. Wchodzimy na drugie piętro i szukamy pokoju z numerem 269.
- Tutaj- Pokazuję na drzwi.
- Patrz to przeznaczenie- Zakrywa dwójkę ręką.
- Zboczeniec!- Śmieję się gdy wchodzę do środka- Wow- Wymyka mi się. To wielkie pomieszczenie z widokiem na ogród. Na środku znajduje się wielkie łóżko- A gdzie drugie?- żartuję wskazując na łóżko. Harry uśmiecha się podczas wnoszenia walizek. Postanawiam zadzwonić do brata.
- Hej Rose!- Krzyczy do słuchawki.
- Hej James. Jesteśmy na miejscu. Tutaj jest cudownie!
- Macie oddzielne pokoje?
- Nie?
- Dwa oddzielne łóżka?
- Nie?
- Ok, zaraz jestem- Wybucham śmiechem.
- Spadaj James
- No, no. Tylko nie przywieź pamiątki.
- O Boże James!- Piszczę do słuchawki. Słyszę jak się rechocze.
- Wiesz... nie chciałbym być wu...
- Dobra, zamknij się Jam
- Ok. ok, ale ja na pieluchy dawać nie będę
- Pa!- Krzyczę gdy on mówi głupstwa. Rozłączam się i parskam śmiechem. 
- Co cię tak bawi?- Pyta Harry.
- Nic, nic. James'owi zebrało się na żarty- Kiwa głową i siada obok mnie.
- Dobrze, że go masz- Jego dłoń spoczywa na moim kolanie.
- To prawda- Kiwam głową- A ty? Masz rodzeństwo?- Odchrząkuje.
- Tak, mam brata i siostrę
- Brata?- Poruszam zabawnie brwiami.
- Jest o rok młodszy- Kiwam głową. Cieszę się, że wiem coś więcej o nim. - Masz może na coś ochotę?
- Na dobre wino- Podnosi się i idzie do szafki nocnej. Dzwoni i zamawia dla nas alkohol. Włączam w tym czasie radio.
- Umiesz tańczyć?- Szepcze do moje ucha, powodując, że włoski na mojej szyi stają dęba.
- Nie. Nie jestem w tym dobra- Bawię się dłońmi.
- Nauczę cię
- Nie Harry- Jęczę gdy chwyta moją dłoń. Pociąga za nią tak, że wpadam w jego ramiona. Kołysze nami przez chwilę, bo po chwili okręca mnie. Jedna z jego dłoni znajduje się na mojej talii. Kieruje mną i dopiero teraz zauważam, że tańczę walca. Poruszamy się z rytem muzyki. Jestem oczarowana jego umiejętnościami, ale zdecydowanie jestem zdumiona... nim. Nie mogę oderwać oczu od jego. Zawsze działają na mnie hipnotyzująco.
- Gdzie nauczyłeś się tak tańczyć?- Pytam gdy muzyka się kończy i siadamy na kanapie.
- To sprawka mamy- Widzę zakłopotanie w jego oczach więc wolę nie wnikać w szczegóły. W pomieszczeniu roznosi się odgłos pukania do drzwi. Harry wstaje i odbiera wino, gasi światło i zapala świeczki. Moje oczy nie spuszczają z niego wzroku. Nalewa czerwonej cieczy do kieliszków. Podaje mi jeden i siada obok mnie. Chwyta moje nogi i kładzie ja na swoich kolanach.
- Mmm... pyszne- Zachwycam się winem i wypijam je prawie do reszty gdy Harry cały czas świdruje mnie wzrokiem i nawet nie tyka alkoholu.
- Musze ci coś powiedzieć
____________________________________

Ta dam! Oto nowy rozdział :D dodaję późno i z góry przepraszam za błędy, ale nie myślę już trzeźwo :D Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu tak jak i poprzedni rozdział. A właśnie! Zrobiliście mi straszną niespodziankę... Tyle komentarzy! Ach, jestem tak podekscytowana xD dziękuję wam bardzo i naprawdę nie wiem co napisać i jak podziękować za tyle wspaniałych słów. 

Zauważyłam, że nie lubicie matki Rose... to dobrze, bo ja tez haha :D Najbardziej ciesze się gdy piszecie, że świetnie opisuję uczucia i wgl, bo zawsze uważałam, ze mi to nie wychodzi :D

Dziękuję za miłe słowa szalonemu anonimowi haha :* 

Dziekuję Zły kocie xD mam nadzieję, ze i ten ci sie spodoba ♥ 

Bardzo, ale to bardzo chciałabym podziękować anonimowi, który polecił mój blog na: http://humannature-fanfiction.blogspot.com  kocham cię ♥♥♥ 

Nie musicie mi sie pytać czy możecie rozgłaszać blog, bo to chyba oczywiste, że chcę xD  ( brzmi trochę egoistycznie )

Do anonimów!--- Pospisujcie się ^^  

Chciałbym wam przedstawić zwiastun nowego bloga, który będzie miał premierę już wkrótce ♥  Jeśli się wam podoba to zapraszam na Dolinę Zwiastunów. Tworzą wspaniałe zwiastuny, ale Melodia jest dla mnie number 1 :D

Buziaki, kochani ;*****

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 15

- Rose- Słyszę jak za mgłą znajomą chrypę. Okręcam się na łóżku i mruczę niezadowolona.- Wstawaj śpiochu- Chwytam koniec kołdry i naciągam go na głowę. Do moich uszu dociera piękny chichot Stylesa. Łóżko ugina się pod jego ciężarem. Podskakuję na niespodziewany dotyk, a po chwili zaczynam się śmiać, bo jego ręce suną po moim brzuchu powodując łaskotanie. - To co? Wstajesz?- Mruczę i wychodzę spod kołdry. Przeciągam się, a mojej uwadze nie umyka to, że Harry bezczelnie się na mnie patrzy. Odczuwam zabawną potrzebę rozciągania się jeszcze bardziej. Obserwuję go cały czas. 
- No... ubieraj... się- Odchrząknął i zaczął wiercić się na łóżku. Parsknęłam śmiechem i rozczochrałam jego włosy. Wzięłam wczorajsze ubrania i poszłam do łazienki. Spojrzałam na siebie w lustrze i zobaczyłam w nim odbicie dziewczyny, która ma na twarzy duży, szczery uśmiech, jej oczy lśnią jak nigdy, a włosy choć są w nieładzie wyglądają całkiem seksownie. To miły widok, bo dawno już nie czułam się tak dobrze i wyglądałam.
- Jestem na dole- Harry mówi przez drzwi. Otrząsam się i zaczynam ubierać. Idę do kuchni, ponieważ czuje zapach naleśników.
- Mmm- Mruczę i podchodzę do niego. Zaglądam przez jego ramię na patelnię. Na ich widok burczy mi w brzuchu. Siadam przy stole i czekam, aż poda mi jednego.
- Proszę- Kładzie przede mną talerz z zawiniętym naleśnikiem. Rozwijam go i smaruję dżemem, a następnie sypię cukrem. Styles przygląda mi się uważnie.
- Kto by powiedział, że można być tak chudym jedząc to- Wskazuje dłonią i uśmiecha się. Przypominam sobie czasy gdy jedzenie było dla mnie trucizną, ale teraz o dziwo mam ochotę jeść i nie przejmuję się swoim wyglądem , bo Harry w każdej minucie utwierdza mnie w myśli, że jestem atrakcyjna. Co ten człowiek ze mną robi?
- Jedz- Rozkazuję mu, a po chwili parska śmiechem, widząc to ja też zaczynam się śmiać.
- Z czego się śmiejesz?- Pyta.
- Nie wiem, a ty?- Mówię z pełną buzią.
- Z ciebie- Marszczę nos przez co znów chichocze- Masz dżem- Wskazuje palcem na okolice moich ust. Gdy się przybliża jestem pewna, że zetrze go palcem, ale on pochyla się i scałowuje dżem z mojej twarzy. To cudowne uczucie, bo jest słodkie i czułe choćby się tak nie wydawało. Siada z powrotem na swoje miejsce, a ja oblewam się rumieńcem.
- Wyglądasz słodko, rumieniąc się- Harry, nie pomagasz. Uśmiecha się i patrzy na zegar- Nie chcę cię wypraszać, ale muszę za chwilę...
- Jasne, ja też muszę już lecieć- Wstaję i idę w stronę korytarza.- Dziękuje za cudowny dzień i śniadanie- Patrzymy na siebie z uśmiechem na ustach. Jego wargi są tak kuszące, że nie mogę powstrzymać się żeby nie stanąć na palcach i ich nie pocałować. Odsuwam się, biorę kurtkę i wychodzę kiwając mu z podjazdu. Gdy znajduję się poza jego posiadłością wkładam ręce w kieszenie kurtki i idę jak najszybciej do domu, ale nie dlatego, że chce tam być, ale dlatego, że na dworze panuje duży mróz.
Chwytam za klamkę, która jest trochę przymarznięta i wchodzę do domu. Nie zdążam się rozebrać, bo w pomieszczeniu pojawia się moja mama.
- Gdzie byłaś?- Pyta z twarzą pozbawioną emocji przez co nie wiem czego oczekuje. Jej dłonie założone są na klatce piersiowej.
- Byłam u Steph- Mówię beznamiętnie i zaskakuję samą siebie, że potrafię tak dobrze kłamać.
- Gdzie byłaś?- Pyta unosząc głos i widzę, że jest zła.
- U Steph- Mówię po raz kolejny.
- Nie kłam!- Krzyczy przez co cofam się do tyłu. Widzę jej wyraz twarzy i w moich oczach zbierają się łzy. - Byłaś u tego nauczyciela?!- Żyła na jej szyi jest widoczna gdy na mnie krzyczy. Serce bije mi jak młot pneumatyczny, a ręce pocą się z nadmiaru strachu. Zza jej pleców pojawia się postać Ron. Czuję w głębi, że to jej sprawka i mam ochotę rzucić się na nią i zdrapać ten jej cholerny uśmieszek.
- Tak, byłam- Wracam wzrokiem  na mamę gdy wypowiadam te słowa. Nie zdążam zareagować gdy jej dłoń trafia z wielką siłą w mój policzek. Upadam na ziemię i ląduję nie zbyt miło, ponieważ moja głowa uderza w kant szafki na buty. Robi mi się czarno przed oczami, a po chwili widzę trochę lepiej, ale tylko trochę. Czuję pulsowanie w kości potylicznej i odruchowo kładę tam dłoń. Mama wciąga głośno powietrze i słyszę, że się cofa. Intensywnie usiłuję dostrzec moją rękę i gdy mi się to udaje, wciągam powietrze. Jest cała we krwi. Do tego czasu nie byłam świadoma mojej rany i tego jak straszna jest, dlatego dopiero teraz czuję ogromny ból.  Oddycham głęboko i  za szybko, a do tego głowa staje się coraz cięższa. Słyszę otwieranie drzwi frontowych.
- Co jej zrobiłaś?!- Krzyczy James. Tak bardzo cieszę się, że tu jest. Widzę jego buty idące w stronę mamy, ona cofa się do tyłu i potrafię sobie wyobrazić, że ręce ma uniesione w geście obronnym i kręci głową z oczami wypełnionymi łzami. - Co jej kurwa zrobiłaś?!... A ty czego cieszysz mordę! Naćpałaś się czegoś wczoraj!?- Głosy mamy i Ron słyszę jak za mgłą, ale James tak krzyczy, że słyszę go idealnie. Zamykam na chwilę oczy, a gdy je otwieram on klęczy przy mnie i głaska po ramieniu.- Jesteś silna, mała. Zaraz zawiozę cię do szpitala- Mówi, a po chwili unosi mnie na swoich rękach. Mam ochotę krzyczeć z bólu, ale jest to w tej chwili zbyt trudne, bo brakuje mi powietrza, ponieważ wstrzymywałam je przez cały czas gdy on kłócił się z mamą. Nie mogę już dłużej walczyć, zamykam oczy.

Mrugam kilka razy zanim przyzwyczajam swój wzrok do ostrego światła. Nie muszę słyszeć aparatur by wiedzieć, że jestem w szpitalu. Dokładnie pamiętam wszystko co się stało. Odczuwam ból w klatce piersiowej, a dokładniej to w sercu. Czuję się zwiedziona na własnej rodzicielce. Nigdy nie byłam jej ulubionym dzieckiem, ale sądziłam, że ma na tyle skrupułów by chociaż udawać i w jakimś stopniu się starać, ale jak widać ona nie grzeszy swoją inteligencją i uprzejmością. Mogłam jej wybaczyć tamten wyskok, ale teraz posunęła się za daleko i mam nadzieję, że ma tego świadomość. Zawiodłam się na niej i to strasznie. Uderzyła mnie... łzy spływają po moich policzkach.
- Rose- Słyszę głos Jamesa, a po chwili siada na łóżku.- Nie płacz. Jest mi bardzo przykro i jestem cholernie wkurwiony, mam nadzieję, że los jej kiedyś da za to nauczkę- Na mojej twarzy pojawia się cień uśmiechu. Dotykam swojej głowy i czuję bandaż, wzdycham. - O co poszło?- Spoglądam na niego kątem oka.
- Nocowałam u Harry'ego, mojego nauczyciela- Podnosi jedną brew. - Wiem, to chore, ale wiesz jak to jest gdy czujesz, że przy tej osobie żyjesz? Na pewno wiesz, bo zapewne masz tak z Natalie. To dobry człowiek i nie jest nauczycielem z własnego wyboru, był taki jak ty. Potrafi sprawić, że się śmieję i jest dla mnie dobry- Mówię z łzami w oczach.
- Wiesz, że to...
- James, zrozum, że odzyskałeś siostrę dzięki niemu. Zjadam przy nim masę naleśników, śmieję się do łez i czuję się atrakcyjna- Wzdycha i zauważam, że jego wyraz twarzy się zmienia.
- Skoro jest taki jaki mówisz i tyle mu zawdzięczam to chyba mógłbym go zaakceptować- Rzucam się na niego ignorując ból- Ale muszę z nim porozmawiać- Uśmiecham się.
- Dziękuję! Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła! Kocham cię James- Szlocham, a on kołysze nami.
- Ciii. Spokojnie, jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram- Odsuwam się od niego i podciągam mało seksownie nosem.
- Moja mała siostrzyczka- Chwyta moje policzki, a po chwili śmiejemy się głośno. - Masz gościa- Mówi, a ja marszczę czoło i mam nadzieję, że nie wpuści tu żadnego z rodziców. Znika za drzwiami, a po chwili do pokoju wchodzi burza loków.
- O Boże!- Piszczę i chowam się pod kołdrą.
- Hej, co robisz?- Śmieje się i próbuje mnie odkryć.
- Nie możesz mnie teraz zobaczyć
- Daj spokój, Rose. Ty zawsze cudownie wyglądasz- Odkrywam się.
- Nawet w bandażu?
- Nawet w bandażu- Śmiejemy się. - Co się stało?
- Mama dowiedziała się, że byłam u ciebie, uderzyła mnie, a ja niefortunnie wpadłam na szafkę- Marszczy czoło.
- Uderzyła cię?- Gładzi mój policzek.
- Wiesz, że nie mamy dobrych relacji
- Rose, ale to nie tłumaczy jej zachowania- Widzę ból w jego oczach.
- Wiem i mam do niej żal i czuję złość- Wzdycha.
- Rozmawiałem z twoim bratem- Podnoszę jedną brew- Czułem się jak na rozmowie z twoim ojcem- Parskam śmiechem. Cały James.
-  Mówił, że z tobą pogada gdy tak na prawdę już to zrobił- Nie jestem zła, bo wiem, że chciał znać moje zdanie. To są tak zwane podchody mojego brata. - Jak wypadłeś?- Śmieję się.
- Chyba dobrze skoro zgodził się na wyjazd- Marszczę czoło.
- Jaki wyjazd?- Unika mojego wzroku przez co powtarzam moje pytanie. W końcu chwytam jego twarz w swoje dłonie i okręcam ją tak by patrzył w moje oczy. Wzdycha.
- Chciałbym zabrać cię w góry. Miałem ci zaproponować trochę później, ale wydaje mi się, że teraz to odpowiedni moment. Potrzebujesz trochę odpoczynku z dala od domu- Nie ukrywam swojego zdziwienia. Zakładam maskę na moją twarz by zakryć to co dzieje się wewnątrz mnie. Serce skacze i robi fikołki.
- Znowu wydasz na mnie pieniądze... co z szkołą?
- Pieniędzmi się nie przejmuj. Dostałem bilet za darmo w ramach podziękowań za pomoc, a co do szkoły to usprawiedliwienia muszą po coś być- Puszcza mi oczko.
- Mówiłam ci już kiedyś, że nie pasujesz do roli nauczyciela?
- Mówiłaś- Śmiejemy się.
- Tak- Mówię i przytulam się do niego.
- Co tak?
- Pojadę z tobą- Chichoczę.
- To było jak scena z filmu gdy dziewczyna...- Przerywam mu składając pocałunek na jego ustach.
- Mówił ci ktoś, że czasami mówisz za dużo?- Ignoruje moje pytanie tylko całuje mnie bardziej namiętnie. Jęczę w jego usta gdy jego język pieści moje podniebienie. Instynktownie kładę dłoń w jego włosy, ale nie myślę o tym, że mam w niej wenflon i kroplówkę. Odskakuję od niego gdy się obala, ale Harry wykazuje się szybkością i łapie kroplówkę zanim spada. Kładę się na poduszce chichocząc.
- Co cię tak śmieszy? O mało co byś mnie nie zabiła.
- Przepraszam?
- No gołąbki, musicie kończyć- Uśmiecham się do brata i posyłam mu spojrzenie pełne wdzięczności, że zaakceptował Harry'ego. Styles przytula mnie i wychodzi kiwając do mnie.
- Przyszli rodzice- Mówi Jam.
- Nie chcę widzieć tutaj mamy... - Kiwa głowa i wychodzi. Nie mija minuta gdy do pokoju wchodzi tata.
- Tak mi przykro, Rose- Przytula mnie- Nie wiem co wstąpiło w twoja matkę, ostatnio jest jakaś inna...
- Nie wybaczę jej tego. Posunęła sie za daleko i dobrze o tym wiesz
- To prawda, kochanie- Wzdycha -Przepraszam.
- Nie przepraszaj za nią- Marszczę czoło.  
- Musisz wiedzieć, że nie...
- Wiedziałam! Tobie też się to nie podoba?! Nawet mnie nie wysłuchasz! Jesteście siebie warci...- Okręcam się do niego tyłem dając mu jasno do zrozumienia, że nie chcę go widzieć. Materac unosi się gdy tata wstaje, a po chwili słychać trzaśnięcie drzwi.

Ze szpitala wypuszczono mnie następnego dnia. Musiałam wytrzymać kilka dni w domu, ale towarzyszył mi James, który poświęcał mi tyle czasu, że nie wystarczyło by mógł jechać do Natalie. Cudownie jest mieć kogoś takiego jak on.
Na szczęście nadszedł dzień wyjazdu. Towarzyszy mi Harry, który pakuje moje rzeczy do walizki, ponieważ stwierdził, że najlepiej co mi się przyda. Nie czułam się komfortowo z tym, że przegląda moje ubrania, ale byłam mu z drugiej strony wdzięczna. Mogłam też obserwować jego idealne ciało, które poruszało się z taką gracją, że brakowało jej nie jednej kobiecie. Był bardzo męski.
- Fajnie, co?- Pyta.
- Co?
- Patrzeć tak na mnie- Przewracam oczami i rzucam go poduszką.
- Ej! Bielizny nie tykaj- Zrywam się i podbiegam do niego zamykając mu szafkę.
- Masz coś do ukrycia?- Rumienię się. - Nosisz majtki po swojej babci?
- O Boże, nie Harry!- Jęczę. Śmieje się, a dołeczki w jego policzkach powodują uśmiech na moich ustach. Kładzie rękę na mojej talii i całuje szyję.
- Pokażesz co tam masz?
- No dobra- Wzdycham i zastanawiam się czy jestem tak naiwna, że tak łatwo mnie przekonać czy to po prostu kolejny talent Harry'ego. Siadam z powrotem na łóżko.
- Kurczę! Nosisz gorącą bieliznę- Uderzam się w twarz gdy okręca na palcu moje majtki.- Pokaż jak na tobie wygląda- Rzuca się na mnie jak hiena na mięso i podnosi moją bluzkę.
- Harry!- Piszczę i śmieję się naraz.
- Chyba muszę jechać z wami- Do pokoju wchodzi James, a wraz z nim czerwień na moje policzka.

__________________________________

Mam nadzieję, że jest długi tak jak obiecałam :) Wybaczcie za błędy, ale padam na twarz :) 

Chciałam każdemu podziękować za tyle wspaniałych komentarzy! Nie spodziewałam się *.* 

Kochanej Lucy chcę podziękować, że wytrwale czyta każdy mój blog i jeszcze moja twórczość jej się nie znudziła xD
Melodii za to, że wpadła na ten blog i dzielnie przeczytała wszystkie rozdziały ;)  To zaszczyt kochana!

Ogólnie dziękuję raz jeszcze każdemu i ...nie wiem co pisać xD 
A! Zmieniłam znowu szablon :D Tamten wydawał mi się zbyt mroczny jak na to opowiadanie :) Mam nadzieję, że podoba wam się moje dzieło ;D 

26 komenatrzy= next ( chcę zobaczyć ilu jest czytelników :) ) 

Lubię długie komentarze ;) 
Dodawajcie się do zakładki 'Powiadamiani' :)

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 14

Każdy człowiek patrzy na miłość innym wzrokiem. Jedni panicznie się jej boją, być może są za słabi, inny mają jej dość, a jeszcze inni jej pragną. Zakochany człowiek uważa, że to uczucie jest jak narkotyk. Spróbujesz i nie możesz zwalczyć pokusy by sięgnąć po nie jeszcze raz. To prawda, ale jak dla mnie porównanie z narkotykiem to trochę oburzające.
On to ziemia, wulkan emocji, ja istota musząca się do niego dostosować. Pomiędzy ziemią, a człowieczkiem jest przyciąganie. Przyciąga nas do siebie. Być może nasze serca przyciągają się jak dwa magnezy. Nie potrafię tego wytłumaczyć, choć w tym jestem.
Nasze serca są jak sejf. Tylko prawdziwa miłość potrafi je otworzyć.

Stoję przed drzwiami willi Harry'ego i myślę czy postąpiłam stosownie przychodząc tutaj. Nie chcę wyjść na zdesperowaną idiotkę. Przeczesuję dłonią włosy i naciskam na dzwonek. Nie czekam zadziwiająco zbyt długo.
- Rose?- Jego twarz nie ukrywa zdziwienia. Spuszczam głowę i zaczynam bawić się nitką wiszącą od torebki.
- J-ja mogę iść, jeśli ty nie chcesz żebym...
- Nie. Nie. Po prostu jestem zdziwiony. Nie spodziewałem się ciebie- Kiwam głowa i uśmiecham się gdy wpuszcza mnie do środka. Idzie w głąb więc podążam za nim. Zauważam, że wchodzi na taras i sprząta ze stolika.
- Możemy tutaj zostać?- Pytam gdy zdążam się rozejrzeć. Jest pięknie i to wystarcza mi by usiąść na ławeczce z drewna. Harry umiejscawia się obok mnie i przykrywa nas kocem. Trochę niepoważne jest przesiadywanie na balkonie w zimę.
- Rodzice cię puścili?- Pyta i zakręca sobie kosmyk moich włosów na palec.
- W zasadzie to nawet nie wiedzą- Wzruszam ramionami. Spogląda na mnie z smutkiem przez co do moich oczu napływają łzy. - Wiesz, kiedyś gdy jeszcze wszystko było wspaniale- Zaczęłam patrząc w niebo- moja mama po śmierci babci powiedziała mi, że każdy człowiek musi odejść, choć nie wiadomo jak bardzo byśmy tego nie chcieli. Powiedziała też coś przez co kocham gwiazdy, a mianowicie, że nikt nie odchodzi bez śladu. Każdy człowiek ma swoją gwiazdę, która dla niego świeci... nawet po śmierci. Dzięki temu patrząc w niebo możemy poczuć ciepło w naszych sercach wywołane wspomnieniami- Zamilkłam gdy mój ton zaczął stopniowo coraz bardziej się łamać.
- To piękne i mądre słowa- Przysunął mnie do siebie tak, że moja głowa spoczywała na jego ramieniu.
- Nie wierzę, że stała się taka oschła. Brakuje mi jej
- Hej- Skierował moja głowę ku górze. Patrzyłam w jego oczy.- Jesteś piękna
- C-co?- Zmarszczyłam czoło. Harry zmieszał się i potrząsnął głową. Uśmiechnęłam się do siebie i położyłam na jego klatce.
- Powinniśmy iść do środka- Skinęłam głowa. Podniósł mnie i wniósł jak pannę młodą. Mój śmiech odbił się echem.
- Dokąd idziemy?- Pytam gdy omija salon i niesie mnie na górę. Chwytam mocniej jego koszulkę gdy otwiera drzwi. Zamyka je kopnięciem drzwi, następnie kładzie mnie na łóżko. Siada na mnie okrakiem i całuje moją szyję. Zamykam oczy i przenoszę moje ręce na jego włosy. Jego dłoń błądzi po mojej talii. Myśli kłębią się w mojej głowie i w końcu spycham go z siebie.
- Może się gdzieś przejdziemy?- Widzę w jego oczach pożądanie przeplatane ze złością. Odchrząkuję i w tedy kiwa głową. Schodzimy na dół i wychodzimy z mieszkania. Splata nasze dłonie. Nie dowierzając spoglądam w to miejsce i uśmiecham się na ten widok, a później spoglądam na niego. Wolną ręką zgarniam loki z jego czoła. Jest milczący przez co dopada mnie poczucie winy.
- Wskakuj- Odzywa się i odwraca do mnie plecami. Śmieję się i wskakuję na jego umięśnione plecy. Chwyta moje uda by mnie przytrzymać. Bawię się jego lokami i czasami słyszę urwany jęk wydobywający się z jego ust.
- Hmm... nie chciałeś mieć nigdy irokeza?- Pytam gdy układam tak jego włosy i przyglądam mu się.
- Nie, Rosalio i jeżeli moje włosy nie będą wyglądały tak jak przed minutą wsadzę cię w tą zaspę- Mruczę niezadowolona.
- Tylko nie Rosalio
- 9, 8, 7
- Naprawdę zaspa?- Ciągle mówię przez co czas ucieka i w końcu ląduję na zaspie. Harry zwija sie ze śmiechu powodując u mnie złość. Chwytam róg jego kurtki i ciągnę w moją stronę. Upada akurat na mnie przez co jęczę. Zanim zdążam zobaczyć co robi czuję na mojej twarzy śnieg.
- Zabiję cię Styles- Ugniatam śnieg w rękach i rzucam w niego. Wywołaliśmy chyba trzecią wojnę światową. Ganialiśmy za sobą po parku.
- Jesteś zmarznięta- Przytula mnie do siebie.
- Ciekawe czemu?- Pytam retorycznie. Spoglądam w zieleń jego tęczówek i zaważam iskierki rozbawienia. Przytulam się mocniej do niego. Prawie nie czuję palcy u stóp i od rąk. Idziemy ścieżką w parku i co jakiś czas mijamy pary albo samotników. Moją uwagę przykuwa grupa młodzieży. Jest dość głośna i wulgarna. Gdy podchodzimy bliżej zauważam wśród nich Ronnie. Gniew i rozczarowanie pojawia się we mnie.
- Cholera Ron- Szeptam i wyrywam sie z uścisku Harry'ego. Podchodzę bliżej.
- Ron!?- Krzyczę. Upuszcza papierosa i odkłada butelkę. Jej wzrok pada na mnie. - Co ty do cholery robisz?!- Drę się na nią.
- Weź się siostrzyczko wyluzuj. Po prostu się bawię, ty też powinnaś- Jest pijana.
- Nie mam zamiaru stoczyć się tak jak ty!- Słyszę jakieś jęki pozostałych osób, ale nie obchodzi mnie to, obchodzi mnie zachowanie siostry.
- Rose- Jęczy błagalnie- Robisz mi siarę.- Chwyta alkohol i bezczelnie go przy mnie pije.
- Chodź- Ciągnę ją, ale ona się wyrywa.
- Nie będziesz mi psuła zabawy- Jakiś małolat chwyta mnie bezczelnie za tyłek.
- Łapy przy sobie gówniarzu!- Nerwy mi puszczają i mam ochotę rozszarpać go zarówno jak i Ron. Czyjeś ręce oplatają mnie w talii i odciągają. Na szczęście to Harry.
- Kogo ja tu widzę. Nasz seksowny nauczyciel, Harry Styles- Szarpię się by wyrwać się z objęć Harry'ego, ale on tylko chwyta mnie mocniej.
- Dzwonię po Jamesa!- Krzyczę tylko na odchodne. - Nie wierzę, że tak się zmieniła- Kręcę głową i ocieram łzy. - Wszyscy mają mnie w dupie. Cholera!- Krzyczę. Harry łapie mnie za ramiona i przytula do siebie.  Chwytam mocno jego kurtkę i zaczynam szlochać.
- Rose- Szepta uspokajająco. Podciągam mało seksownie nosem i odsuwam się od niego. Wyjmuje telefon i dzwonię do brata. Jest tak samo, a może nawet bardziej wściekły. - Chodźmy do domu- Kiwam głową i chwytam go za rękę.

Gdy docieramy do domu, Harry rozpala ogień w kominku żebyśmy mogli się rozgrzać. Ciągle myślę o Ronnie i zauważam, że wszystko się zmieniło. To zadziwiające jak nasze życie może się zmienić.
- Powinnaś wziąć gorąca kąpiel- Mówi rozciągając się na ziemi i głaszcząc psa.
- Świetny pomysł
- Mogę ci pomóc na przykład umyć plecy albo...
- Harry- Jęczę jego imię w dezaprobacie.
- Nie chcesz?- Robi minę zbitego szczeniaka.
- Nie, dzięki
- Pamiętaj, że zawsze jestem do usług- Puszcza mi oczko.
- Mhm. Nie wątpię- Śmiejemy się dopóki nie wychodzę z salonu. Idę do łazienki, ale zanim się rozbieram kilka razy sprawdzam czy na pewno zakluczyłam drzwi. Gdy jestem pewna ściągam z siebie rzeczy i wrzucam je do kosza z praniem. Są przemoczone od śniegu i wymagają umycia. Puszczam gorącą wodę w prysznicu i wchodzę pod jej strumień. Czuję jak mięśnie się rozluźniają i cała się relaksuję. Gdy opuszki palców stają się pomarszczone, wychodzę i wycieram się w miękki biały ręcznik. Zakładam bieliznę, a następnie wyjmuję z kosza na pranie jakąś koszulkę Harry'ego. Wdycham jego zapach i zamykam oczy. Wychodzę z łazienki i idę do sypialni. Na łóżku leży Styles. Zagryza wargę gdy wchodzę ubrana tylko w jego koszulkę do połowy ud. Podchodzę do łóżka, a on w między czasie na nim siada. Przyciąga mnie do siebie w momencie gdy chcę usiąść koło niego. Jego ręce chwytają moje biodra i usadawiają mnie na sobie okrakiem. Całuje mnie namiętnie, a następnie przenosi się na moja szyję. Zamykam oczy czując niesamowite uczucie w dole brzucha. Gdy odrywa się by zaczerpnąć powietrza składam pocałunki na jego szyi i przygryzam małżowinę uszną. Obalamy się na łóżko podczas gorącego pocałunku. Jego ręce bezwstydnie suną po moich pośladkach. Okręca nas tak, że znajduję się pod nim. Czuję się znacznie pewniej. Moja koszulka i jego znikają z naszych ciał w mgnieniu oka. Chwyta swoją duża i ciepłą dłonią moje udo i oplata nim sobie swoje. Jego usta zostawiają mokre pocałunki na mojej szyi, dekoldzie, piersiach i brzuchu. W pokoju robi sie strasznie duszno i słychać tylko nasze przyśpieszone oddechy.
- Czekaj- Wychrapuję gdy sunie dłońmi do zapięcia stanika- J-ja nie jestem jeszcze gotowa- Rumienię się. Całuje moje czoło, nos i usta.
- Rozumiem- Całujemy się chwilę, a trwa to jakby z wieki. Opada obok mnie i przyciąga do siebie. Kładę głowę na jego klatce i wsłuchuję się w rytmiczne bicie serca oraz opuszkami palców kreślę linie jego mięsni.
- Harry?
- Hmm?
- Po co to wszystko? Po co udajesz, że jestem dla ciebie ważna?
- Rose, ja nie udaję. Jesteś cudowna, piękna i mądra. Jakbym mógł udawać- Zadzieram głowę i uśmiecham się.
- To dobrze

__________________________________________

Witam was kochani :D Jestem zdumiona ilością komentarzy ^^ Mam nadzieję, ze i ten rozdział przypadnie wam do gustu. Chciałabym też przeprosić za błędy, ale pisałam o pierwszej w nocy i jakoś nie miałam do tego głowy :) 

Mam jeszcze dla was niespodziankę. Mianowicie zwiastun od kochanej Melodii *_* 


Zostawcie swoje opinie kochani!


Dzisiaj, a raczej wczoraj były walentynki, które spędziłam... no cóż... samotnie :( Ale byłam w kinie na "Miłość bez końca". Polecam! Świetny film. Z tej okazji postanowiłam nie robić limitu, ale to nie oznacza, że jeśli będzie mało to dodam szybko ;) 

Obserwatorzy