piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 32

Ludzie pragną zawzięcie szczęścia i gdy go nie osiągają stają się zazdrośni i po prostu smutni. To zabawne. Większość z nich nie doznała jeszcze cierpienia, przecież jest ono kluczem do szczęścia. Musimy wiedzieć co jest szczęściem, a szczęście to brak cierpienia.

Stoję za Harrym, gdy on wścieka się od kilkunastu minut, że nie może znaleźć kluczyków od domu. Wkłada ręce w kieszenie chyba po raz setny.
- No przecież je tu kładłem- Warczy sam do siebie. Uśmiecham się mimowolnie i kładę rękę na jego ramieniu. 
- Jesteś pewien, że nigdzie ich nie zostawiłeś?- Pytam go, a on znów sprawdza kieszenie- Harry, sprawdzasz je chyba setny raz. Sprawdzę torbę. 
- Tam ich na pewno nie ma- Mówi i zagląda pod wycieraczkę. Nachylam się nad torbą i przeszukuję jej wnętrze. Uśmiecham się triumfalnie, gdy je znajduję. 
- Tak, mistrzu. Tutaj ich nie ma- Wybucham śmiechem, gdy otwieram drzwi, a w jego oczach igra porażka. Rzucam klucze na szafkę i zdejmuję moje sandały. Wchodzę do wnętrza i wzdycham na bałagan, który Harry zrobił szukając oczywiście... kluczy. 
- Masz dzisiaj pechowy dzień do kluczy- Śmieję się z łazienki, gdy wchodzę do salonu, on leży na kanapie w samych bokserkach, a wszystkie jego ciuchy rozrzucone są tak jak szedł. 
- Harry- Karcę go. Podnoszę jego spodnie i rzucam nimi w niego. Mruczy tylko niezadowolony. Kręcę głową i zaczynam sprzątać. Chowam jego ubrania do kosza na pranie, a wszystkie inne rzeczy układam na swoje miejsce. Biorę miotłę i w momencie, gdy chcę zamiatać, Harry odzywa się po swojej krótkiej drzemce. 
- Nie musisz tego sprzątać
- Ktoś musi- Przesyłam mu buziaka w powietrzu i kontynuuję wcześniej przerwaną czynność. 
- Nie chcę żebyś była moją gosposią- Mruczy pod nosem. 
- A kim mam być?- Pytam, ale w sumie nie oczekuję od niego odpowiedzi. 
- Chcę żebyś była moją Rose- Spoglądam na niego z uśmiechem- Tylko moją- Dodaje po chwili
- Jestem tylko twoja- Uśmiecha się szeroko ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Pokazuje żebym do niego podeszła, ale gdy robię pierwszy krok, zaczyna dzwonić mój telefon. Wyjmuję urządzenie z kieszeni i uśmiecham się, gdy okazuje się, iż to James dzwoni. 
- Cześć, mała!- Krzyczy do słuchawki. Parskam śmiechem. 
- Cześć, stary!
- Dobrze słyszeć twój głos, śmiech- Wzdycham.
- Kiedy wracasz?- Zmieniam temat. 
- Właściwie to stoję pod drzwiami Harry'ego
- C-co?- Pytam nie dowierzając. 
- Jestem z Emily, otwórz drzwi. 
- O-ok- Rozłączam się szybko. 
- Harry! Ubieraj się! Mamy gości!- Biegnę do pokoju i rzucam w niego pierwszymi lepszymi ciuchami. Odkładam miotłę i gnam do drzwi. 
- Widzisz, jednak dobrze mieć gosposię- Jęczę, a on śmieje się z mojego roztargnienia. Otwieram drzwi i od razu James rzuca się na mnie. Zataczamy się na ścianę i wybuchamy śmiechem. 
- Moja małą siostrzyczka- Chwyta moją głowę i całuje mnie w czoło. Przytulam go, a następnie spoglądam nad jego ramię. Zauważam wysoką blondynkę, która uśmiecha się. Odsuwam się od brata, a on przedstawia nas sobie. 
- Rose to jest Emily- Dziewczyna przytula mnie i uśmiecha się sympatycznie. 
- Cześć- W korytarzy staje Harry. 
- No, a to jest Harry- Mówi James i próbuje ukryć śmiech. 
- Przyszedłeś mi dać w twarz?- Przewracam oczami. 
- Nie, ale jeśli się prosisz...- Kręcę głową i prowadzę ich do salonu. 
- Coś do picia?- Pytam, gdy wszyscy siedzą. 
- Coś zimnego- Kiwam głową i idę do kuchni. Wyjmuję z lodówki sok, a następnie wyciągam szklanki. Niosę to wszystko do salonu i kładę na stoliku. Wracam znowu do kuchni i wyjmuję jakieś słodycze. 
- Rose!- Karci mnie Harry. 
- Co?- Siadam obok niego. 
- Czy możesz w końcu usiąść? Jeszcze niedawno się źle czułaś, a teraz chodzisz jakbyś miała owsiki w tyłku- Marszczę czoło i kątem oka widzę rozbawienie w oczach naszych gości. 
Rozmawiamy tak naprawdę o wszystkim, ale nic nie poradzę na to, że ciągle sprzeczam się o byle co z Harrym. 
- Słyszałam, że się zaręczyliście- Mówię i gdzieś w mojej głowie pojawia się obraz ceremonii ślubnej. 
- Tak- Emily rozpromienia się i pokazuje swoją dłoń. Na jej palcu widnieje delikatny, ale piękny pierścionek. 
- No. No. Nie wiedziałam, że mój braciszek ma taki dobry gust- Spoglądam na Jamesa, a on przewraca oczami. Sama nie wiem co mam na myśli. Chyba zarówno dziewczynę jak i biżuterię. 
- Planujemy ślub, ale to powoli. Jesteśmy na etapie szukania mieszkania- James pakuje ciastko do swojej buzi. 
- Ciesze się, że wam się układa- Mówię. 
- A wam? Jak się układa?- Pyta dziewczyna, a ja przełykam z trudem ślinę. Nie lubię mówić o swoich uczuciach. 
- Super. Mieszkamy razem, wzięliśmy supertajny ślub, a teraz spodziewamy się dziecka- Harry odpowiada całkiem poważnie, a ja spoglądam na niego zdezorientowana. 
- Co?- Pyta James. 
- Żartowałem stary. Nie planuję ślubu, a już na pewno dziecka. To mały bachor, który nie robi nic oprócz ryczenia i srania w pieluchy- James śmieje się, a ja opieram się o kanapę. Ja również nie planuję ślubu, jednak dziwni mnie jego podejście do dzieci. Sadziłam, że raczej je lubi. 
- Jak możesz tak mówić? Przecież im pomogłeś?- Styles spogląda na mnie z uniesioną brwią. 
- Pomogłem starszym dzieciom- Odpowiada. 
- Nie ważny jest wiek! Chyba tak uważasz prawda? Jeśli nie to może i my nie powinniśmy się spotykać! Przecież dzieli ans dość duża różnica wiekowa! 
- Rose- Warczy.
- To obłęd! Dzieci są cudowne i dla twojej świadomości nie tylko ryczą i... Dają też dużo szczęścia i... - Harry podnosi jedną brew. 
- I...?
- I to wspaniałe patrzeć jak w człowieku powstaje nowe życie. Z małego ziarenka rodzi się dziecko. To zaszczyt móc je wychować. Nie ma nic silniejszego niż miłość między dzieckiem, a matką, bo one zawsze będzie cię kochać...- Urywam zalewając się łzami. Nie wiem dlaczego zaczęłam o tym mówić, ale świadomość, że Harry tego nie rozumie sprawia mi ból. Powróciły również wspomnienia. Moja matka tak jak Harry nie czuli radości z dziecka. Byłam niechciana i odrzucona. Ona nie mogła mnie docenić, a ja mimo to ją kocham, bo to jest już w nas zakodowane. 
Wstaje i z kanapy, a James zaraz za mną. 
- Rose
- Zostawcie mnie- Szepce i zaszywam się w salonie. Czuje upokorzenie przed wszystkimi, dlatego chowam się w pomieszczeniu i przykrywam kołdrą. Szlocham cicho, gdy wspominam to jak matka mnie uderzyła i jak mną gardziła. 
Drzwi wejściowe trzaskają i zdaję sobie sprawę, że mój brat opuścił nasze mieszkanie. Zamykam oczy z zamiarem zaśnięcia, a wtedy Harry uchyla drzwi i zagląda. Wchodzi powoli i czuję jak ugina się łóżko pod jego ciężarem. 
- Rose, przepraszam. Nie chciałem żebyś poczuła się urażona- Mówi i dotyka mojego ramienia. 
- Dzeci są wspaniałe
- Wiem- Mówi, ale wiem, że kłamie. Nie można od tak zmienić swojego zdania. Wzdycham, a jego ręka wplątuje się w moje włosy. Sycze, gdy dotyka wrażliwe miejsce. 
- Co to?- Marszczy czoło i przejeżdża raz jeszcze po guzie.
- Uderzyłam się o prysznic jak upadłam. To nic wielkiego. 
- Naprawdę powinnaś pójść do lekarza
- To naprawdę nic wielkiego. Przejdzie, a jeśli nie to pójdę do szpitala
- Ok- Mówi i całuje mnie we włosy- Przepraszam
- Jest ok, Harry

Budzę się nad ranem owinięta ramieniem Harry'ego. Wyplątuję się z jego objęć i podnoszę delikatnie. Szukam mojej piżamy, a gdy znajduję ją na podłodze, wciągam szybko. Daje krok i wtedy zataczam się i chwytam szafki. Oddycham głęboko, ale to nie sprawia, że jest mi mniej nie dobrze, wręcz przeciwnie. Biegnę do łazienki i upadam boleśnie na kolana nad toaletą. Ścieram łzy i siadam na zimnych płytkach. Po chwili, gdy czuję się lepiej wstaję i spłukuję wodę. Myję zęby i biorę prysznic. Wychodzę z łazienki owinięta w ręcznik. 
- Cześć- Całuję Harry'ego w policzek. Kładzie talerz na ławie więc siadam na krześle i wgryzam się w kanapkę. Nie chce mi się jeść lecz staram się robić wszystko by nie nabrał podejrzeń co do mojego zdrowia. 
- Jak się czujesz?- Pyta, gdy siada na przeciwko mnie. 
- Coraz lepiej- Daję sobie w myślach z liścia. Dlaczego kłamię? Bo nie chcę wrócić do szpitala, boję się tego miejsca. Czuję się w nim jak w psychiatryku. Różni się to tylko tym, że mnie odwiedzają goście i jestem normalna. 
- To dobrze- Uśmiecha się- Jesteś pewna, że nie chcesz iść do lekarza? 
- Tak- Odnoszę talerz do zlewu i idę do sypialni. Zakładam bieliznę i zastanawiam się czy powinnam ubrać sukienkę. Nie lubię ich nosić, gdy miesiączkuję, ale zdaję sobie sprawę, że teraz akurat nie ma okresu. Dziwne, pamiętam, że w szpitalu byłam zła, ponieważ z moich obliczeń wychodziło, że nie będę mogła jechać na plażę. Możliwe, że coś mi się pomyliło. Zakładam sukienkę i mimo wszystko szukam mojego notatnika. 
- Rose!
- Co?
- Ktoś do ciebie dzwoni!- Wzdycham i rzucam z powrotem notatnik do szafki. Wybiegam z sypialni i odbieram połączenie od Chloe. 
- Hej, jak się czujesz?- Pyta. 
- Och, hej. Dzisiaj znacznie lepiej. 
- Zamierasz pójść do lekarza?- Brzmi na zdenerwowaną. 
- Umm... nie
- Ok, ale pamiętaj, że jeśli te objawy wrócą, koniecznie się musisz zbadać. 
- Dobrze
- Trzymaj się, muszę iść do pacjenta
- Pa- Rozłączam się i idę do Harry'ego. Wychodzimy na spacer, następnie jedziemy na zakupy i tak mija cały dzień. Czasami prawda może być tak bolesna, że uciekamy od niej, zanim zdążymy ją poznać.


__________________________
 Hejka! 

Dostałam tyle miłych snów, że nie obyło się bez łzy ;) nie płaczę dużo więc to naprawdę niesamowite xD chciałam podziękować każdej kochanej osobie, która komentuje i czyta. Wiedzcie, że was uwielbiam! 

Rozdział jest niesprawdzony w sumie to zaczął się kisić, bo czekał na opublikowanie od weekendu :D byłam zbyt zabiegana i w sumie nadal jestem. 
Dzisiaj między naszymi gołąbeczkami pojawiło się spięcie haha ale nie bójcie się przed wami dopiero najlepsze!

No więc miłego słonecznego dzionka i sprawnej klawiatury do komentowania haha Pa! :*** 

12 komentarzy:

  1. Oooo czemu Hazza nie lubi dzieci?? :(
    Czekam na next :>

    OdpowiedzUsuń
  2. tak harry gratuluje najpierw rb to z nią a potem dzieci nie lb gratuluje ci mózgu kochany ale rozdział superowy <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Czemu Harry nie lubi dzieci? I te wszyskie objawy...... OMG WYGLĄDAJĄ JAKBY BYŁA W CIĄŻY... Ale co na to Harry?
    Czekam na następny i dodaj jak najszybciej
    KOCHAM <3333333333

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebiste ! nie mogę się doczekać co wymyślisz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Heej!
    Boże, topię się. Zaraz po prostu spłynę z krzesła. Jest taaak baaardzo gorąco! Ych, ja lubię słońce, ale bez przesady :◀
    Dobra, poużalam się później. xd
    Co do rodziału to jak zwykle będę się powtarzać, że jest superowy, musis mi wybaczyć to dublowanie xd
    Mówiłam już kiedyś, że uwielbiam Jamesa? Nie? To mówię teraz ^^
    Jest takim kochanym starszym bratem. Cieszę się, że znalazł ukochaną osobę :>
    Harry :< Dooobijasz mnie. Jak zwykle coś sknocisz. Choćby i nieświadomie, ale zawsze. Hahah, uśmiałam się xd Moje podejście do dzieci nie różni się wiele od podejścia Harry'ego z tą różnicą, że ja mam takie zdanie o płaczących i wiecznie grymaszących dzieciakach xd Tak milutkie lubię :▶
    Hm... Rosie strasznie wybuchowo zareagowała. Czyżby macierzyństwo się już w niej obudziło? ;p
    Strasznie szybko xd
    Kurde. Coś czuje, że albo Harry zostawi ją z dzieckiem albo się załamie.
    Mam nadzieję, że jakoś przetrwają ^^
    Pozdrawiam :▶

    OdpowiedzUsuń
  6. To było świetne.... :D
    Boję sie reakcji Hazzy na ciążę, głupia nie jestem, jest w niej xDD
    To opowiadanie jest wspaniałe i kocham cię za to, że je piszesz <3
    Jesteś wspaniała <33333

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy