niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 38

Spokój jest brakiem cierpienia, smutku i hałasu. Jest też brakiem wyrzutów sumienia. Jest czymś dla wielu osób nie możliwych, ale bardzo pożądanym.
Ja wciąż proszę o spokój. Nie tylko w moim życiu, ale i wewnątrz mnie. Nie osiągnęłam go w ostatnim czasie i nie pamiętam kiedy go  miałam. Nie mam go nawet teraz, gdy idę do lekarza. Prowadzę w sobie zaciętą walkę uczuć i myśli. Nie mogę skupić się na jednej rzeczy, a wszystko, dlatego, że brak mi spokoju.

Popycham ciężkie drzwi i wchodzę do szpitala. Przechodzę przez oddział dziecięcy i trafiam w końcu na recepcję. Denerwuję i bardzo się boję wizyty u lekarza. Odczuwam niepokój, gdy myślę o ostatnim czasie. Na nowo powróciły mdłości i zawrotu głowy.
Po otrzymaniu karty, udaję się do poczekalni. Siadam na krześle i rozglądam się po otoczeniu. Bardzo dobrze znam szpital. Może nie ten, ale wiem na jakich zasadach funkcjonuje. Trudno byłoby ich nie znać... Ściany są koloru zielonego, naprawdę nie cierpię tego koloru. Obok są kobiety z dziećmi albo po prostu same. Patrzę na maluchy, które mają w sobie tyle energii i szczęścia. Zazdroszczę im tego, że nie mają pojęcia jak okrutne może być życie. Czasami myślę, że może mi i Harry'emu nie jest dane być razem, ale po chwili karcę się w myślach. To jest nam dane, tylko po prostu nasza miłość jest wzorem. Potrafimy przetrwać wiele, ale upadamy na samym początku. Nasza miłość jest wzorem nieszczęśliwej miłości.

Chciałabym by tu był. Trzymał mnie za rękę i szeptał uspakajające słowa, bym się nie denerwowała, ale to tylko figle mojej wyobraźni i nadziei. Zastanawiam się czy w ogóle o mnie myśli, albo co własnie robi w tej chwili.

Harry

Potykam się o próg własnego mieszkania i wybucham śmiechem. Zdejmuję buty w wejściu. Pojawia się w mojej głowie myśl, że Rose już by mnie wyzywała. Kręcę głową z uśmiechem i przesuwam je pod ścianę. Idę do kuchni i wyjmuję butelkę z alkoholem. Wlałem już w siebie sporo promili, ale nie wystarczająco, bo wciąż ona siedzi w mojej głowie. Siadam na kanapie i upijam spory łyk cieczy. Z sypialni wychodzi Eva więc przewracam oczami. Nienawidzę tego w jaki sposób się porusza, robi to tak jakby byłą jakąś pierdoloną panią domu. Nienawidzę jej głosu. Przypomina piszczenie szczeniaka. Jest tak denerwująca.
- Znowu? Znowu pijesz?- Wyrywa mi butelkę z rąk więc wstaję i zabieram alkohol z jej rąk.
- Kobiety w ciąży nie mogą pić- Marudzę pod nosem i opadam na kanapę.
- To przez nią tak?- Siada obok mnie. Wzdycham i patrzę w sufit.
- Nie twój zasrany interes- Warczę.
- Naprawdę sądzisz, że ona cię kochała? Sądzisz, że jeśli by tak było to pozwoliłaby doszczętnie zniszczyć to co tak udało wam się odbudować?- Kładzie swoją ręce na moich ramionach. Spoglądam na nią z przymrużonymi oczami- Czy pozwoliłaby to wszystko zostawić?- Pokazuje ręką- Czy gdyby cię kochała to mogłaby cię zostawić?- Przysuwa się do mnie. Spoglądam w jej oczy i czuję się jak zahipnotyzowany- Czy skreśliła by to wszystko?- Moje myśli zaczynają szaleć. Zaczynam się gubić i nie wiem, które są moje, a które po prostu wrzucone do mojej głowy. Może tak działa alkohol? A może to prawda? Nie. Rose mnie kocha. Kocha, prawda?
- Harry pogódź się z tym. Ona cię nie kocha- Mówi to tak prawdziwie, że przez alkohol nie jestem w stanie wmówić sobie, że mną manipuluje- Jedyną osobą, która cie kocha i zrobi dla ciebie wszystko jestem ja. Czekałam na ciebie, wybaczyłam ci i...- Kładzie ręce na moich policzkach- ... myślę, że nasze dziecko zbliży nas do siebie jeszcze bardziej- jej twarz zbliża się do mojej. Chcę ją odepchnąć, ale nagle przed moimi oczami pojawia się Rose. Uśmiecha się do mnie, czarująco. Jej oczy błyszczą jak dwa niebieskie diamenty. Czuję jak moje serce zaczyna bić, więc gdy jej usta całują moje, oddaję pocałunek. Pocałunek jest inny, ale liczy się to, że jest tu Rose.

Rose

- Dzień dobry- Witam się z lekarką. Wzdycham i podchodzę do biurka.
- Dzień dobry- Odpowiada starsza kobieta z uśmiechem- Proszę, usiądź- Wskazuje ręką na krzesło. Siadam na nim i zaczynam niekontrolowanie bawić się dłońmi- Mogę prosić kartę?- Uśmiecha się.
- Tak. Tak- Podaję ją szybko.
- Rosalie Collins, tak?- Kiwam głową- Dobrze, zatem powiedz co cię sprowadza- Uśmiech nie znika z jej twarzy. Wzdycham zanim mówię.
- Miewałam zawrotu głowy i mdłości. Teraz pojawiły się na nowo- Kiwa głową- Uderzyłam się dość mocno w głowę i zastanawiam się czy to może być spowodowane właśnie tym- Uśmiecha się szeroko.
- Wymiotowałaś? Bóle głowy? Zmiany nastrojów?- Pyta z błyskiem w oku.
- Umm... tak- Odpowiadam niepewnie.
- Myślę kochanie, że to nie choroba, ale po prostu ciąża- Patrzę na nią bez wyrazu.
- Co?- Pytam głupio, myśląc, że się przesłyszałam.
- Jesteś prawdopodobnie w ciąży- Zamieram. Moje ciało zaczyna drżeć z nerwów. Próbuję wrócić pamięcią do dnia w mieszkaniu. Przypominam sobie z bólem naszą noc i nagle dostaje olśnienia. Mój okres powinien pojawić się dwa tygodnie temu. Jak mogłam być tak głupia i nie odpowiedzialna? Jak mogłam tego nie przewidzieć ani nie wziąć tego pod uwagę. Jestem przecież kobietą...
- To niemożliwe. Ja... ja nie mogę być w ciąży- Zaczynam płakać- Proszę powiedzieć, że to żart- Łkam.
- Kochanie, ciąża to coś wspaniałego...
- Nie dla mnie- Przerywam jej szybko i wybiegam z gabinetu.
- Rosalie!- Woła za mną więc się odwracam- Powiem mojej znajomej by cię zbadała jeszcze dziś, dobrze?- Pyta z nadzieją.
- Dobrze- Odpowiadam szybko. Uśmiecha się i prowadzi mnie korytarzami. Puka w jakieś drzwi i każe mi wejść. Rozmawia po chichu z młodą dziewczyną, a ja rozglądam się po gabinecie ginekologicznym. Wierzę, że lekarka nie miała jednak racji.
- Cześć, Rose

- Jesteś w czwartym tygodniu ciąży- Uśmiecha się, a ja proszę by to był sen, z którego za chwilę się obudzę. Szczypię się w rękę, ale nadal jestem w tym samym miejscu.
- N-nie chcę- Zaczynam płakać.
- Dziecko to coś wspaniałego- Mówi.
- Tak, wiem...jeśli ma ojca- Mówię pod wpływem emocji. Wyraz twarzy dziewczyny zmienia się na współczujący.
- Poradzisz sobie- Mówi, próbując mnie pocieszyć.
- Przyjdź w siódmym tygodniu ciąży na pierwsze USG, dobrze?- Kiwam głową i jak najszybciej opuszczam gabinet. Wybiegam ze szpitala i próbuję jak najszybciej dotrzeć do domu.

Wchodzę do mieszkania i idę do sypialni. Staje przed łóżkiem i gdy znów w mojej głowie słyszę słowa lekarki, zsuwam się na ziemię, zalana płaczem. Jestem w ciąży. We mnie znajduje się mały płód, który będzie moim i Harry'ego dzieckiem. Moim... Harry nie może o tym wiedzieć. Nie może.
W mojej głowie pojawiają się  obrazy samotnej matki, gdy nie mogę dać sobie rady. Wiele obowiązków i reakcja najbliższych w moich wyobrażeniach sprawia, że wybucham głośnym płaczem. Zaczynam wątpić czy dam sobie radę. Odczuwam jeszcze większą tęsknotę za Harrym.
Dlaczego?! Dlaczego wszystko znów musiało potoczyć się przeciwko mnie? Nie mogąc pozbierać swoich myśli wybieram numer do Nialla.
- Halo?- Płaczę w słuchawkę.
- Rose?!- Pyta ze strachem.
- N-niall... j-ja... boję się- Płaczę.
- Co się stało? Ktoś ci zrobił krzywdę? Gdzie jesteś?- Pyta spanikowany.
- Nie dam sobie rady... j-ja n-nie chcę- Łkam.
- Rose? Co się stało? Czego nie chcesz?
- Nie chce być w ciąży- Mówię szybko.
- Co?
- J-jestem w-w ciąży- Wzdycham i szlocham.
- Spokojnie. Nie denerwuj się. Przylecimy do ciebie- Mówi, ale to mnie nie uspokaja.
- Harry... o-on n-ni...nie może wiedzieć
- Dobrze, napisz nam w smsie, gdzie mieszkasz. Przylecimy jak najszybciej- Wzdycham.
- Dobrze, dziękuję- Mówię i rozłączam się. Wdrapuje się na łóżko i łkam w poduszkę. Chwytam mój brzuch.
- I na co ci to było?- Szepcę.

_________________________________

Hejka! ;*

Ta dam! Mamy nowy rozdział no i Rose w końcu wie o ciąży. Jak widać na razie nie zapowiada się szczęśliwie u boku z Harrym ;) 
Dziękuję za komentarze ♥
Na zwiastun musicie jeszcze trochę poczekać, a to dlatego, że jestem niezdecydowana hahah :**
Chciałam dodać, że przekroczyliśmy 40 000 wyświetleń ^^ suuuper :***

Buziaczki ;*** i bawcie się dobrze w wakacje :D 

6 komentarzy:

  1. WOW !!!! I co teraz zrobi Harry?! Coś mi się wydaje, że ta cała Eva nie jest w ciąży, tylko udaje, żeby być blisko Hazzy. No, ale to tylko moje zdanie. Do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piąta! (chyba)
    Matko, przepraszam Cię bardzo, że znowu dałam ciała, ale po prostu nie wyrabiałam z niczym. Teraz już wszystko się ustatkowało i będę komentować na czas :*
    Krótki ten rozdział :c Dlaczego? Zawsze piszesz takie świetne długie, a tu się dopiero rozkręciłaś i już kończyć. Ech :(
    Pisz szybciutko następny! ^^
    Matko boska. Harry, co ty wyrabiasz. Nie chlaj tyle! Eva, I HATE YOU! Jak ona w ogóle może robić coś takiego?! Wiesz co? Ja nie wiem dlaczego, ale cały czas mam głupie wrażenie, że to nie jest dziecko Harry'ego. Ta dzi(e)wka coś kręci!
    Matko, jak ja współczuję Rose. Ja bym chyba umarła... Ten telefon do Nialla, sprawił, że się poryczałam :C Naprawdę. Błagam, niech Harry się dowie, niech zacznie działać, do cholery! Nie może tak być, no!
    Oni mają być szczęśliwą rodziną i koniec!
    A Eva niech się pierdzieli!
    Czekam na kolejny rozdział, błagam ratuj ich!
    Pozdrawiam <33

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy